zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 16 lipca 2019

recenzja: Nirvana "Bleach"

29.11.2011  autor: Dominik Zawadzki
okładka płyty
Nazwa zespołu: Nirvana
Tytuł płyty: "Bleach"
Utwory: Blew; Floyd The Barber; About A Girl; School; Love Buzz; Paper Cuts; Negative Creep; Scoff; Swap Meat; Mr. Moustache; Sifting; Big Cheese; Downer
Wykonawcy: Kurt Cobain - wokal, gitara; Chris Noveselic - gitara basowa; Chad Channing - instrumenty perkusyjne; Dale Crover - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Sub Pop
Rok wydania: 1989
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Mam wrażenie, że wśród części rockowo - metalowej braci słuchanie Nirvany nie przystoi. Spotkałem się już z opiniami, że to zespół dla gimnazjalistek i dzieciaków. Nie da się ukryć, zacząłem słuchać ekipy ze Seattle będąc w podstawówce. Ale nie da się też ukryć, że to od Nirvany moja przygoda z ciężkim graniem się zaczęła i za to darzę ją wielkim sentymentem. I mimo że nie słucham ich płyt tak często jak kiedyś, to gdy od czasu do czasu do nich wracam, ciągle mi się podobają.

Od Nirvany rozpoczęło się coś jeszcze, a mianowicie renesans muzyki rockowej w mediach. Był taki czas (tak, tak drogie dzieci), kiedy ekipa z deszczowego stanu Waszyngton królowała w MTV, dzieląc się czasem antenowym z takimi bandami, jak Alice In Chains czy Soundgarden. Zanim jednak nadeszły te sukcesy (po wydaniu "Nevermind"), Cobain i spółka nagrali album, który zdefiniował nowy styl, jakim był grunge.

Pomysł był dość prosty - grać punk rocka, z którego cała scena grunge się wywodzi, ale zamiast być najszybszymi na planecie, grunge'owcy postanowili maksymalnie zwolnić swą muzykę. Na taki pomysł wpadł ojciec grunge'u Buzz Osbourne i jego grupa The Melvins. A że był dobrym kolegą Kurta, nie trzeba było długo czekać na efekty...

Nagrany za 600 dolarów "Bleach" ujrzał światło dzienne 15 czerwca 1989 roku. Album początkowo rozszedł się w 30 000 egzemplarzy, ale po sukcesie "Nevermind" pokrył się platyną. No dobrze, dość już historii, pora coś napisać o muzyce.

To proste punkowe kawałki, nagrane na grunge'ową modłę, szybko wpadające w ucho, ale kipiące agresją. To, co zwraca uwagę, to żywa, organiczna produkcja albumu. Brzmienie jest przybrudzone, ale czytelne. Głos Cobaina przywodzi na myśl kogoś, kto śpiewa i jednocześnie charczy, jakby odksztuszał krew. We wszystkich piosenkach wokalista zawodzi, wyje lub krzyczy w niepodrabialny sposób. Przychylam się do opinii, że Kurt nie umiał śpiewać, czego przykład mamy na debiucie, ale ciężko się od jego hipnotyzującego głosu oderwać, jakoś nie chce wylecieć z głowy. Trzy spośród kawałków zamieszczonych na płycie nagrano z Dalem Croverem na perkusji ("Floyd The Barber", "Paper Cuts" i "Downer") i są to jedne z lepszych numerów. Agresywne "Blew", "School" czy "Negative Creep" weszły potem do kanonu koncertów zespołu. Podobnie jak cover "Love Buzz". Moim ulubionym kawałkiem jest jednak "Paper Cuts", w którym Cobain pluje wręcz agresją i szaleństwem. Spokojniejszym momentem krążka jest zaś "About A Girl".

To nie jest idealna płyta. Może razić jej prostota, brudne brzmienie czy słaby (no, to jest oczywiście kwestia gustu) wokal. Jest to jednak album, bez którego nie byłoby późniejszych sukcesów Nirvany, nie byłoby "Nevermind" i "In Utero". "Bleach" to baza, na której te krążki są oparte. A dla mnie osobiście jest to płyta, dzięki której jestem tu, gdzie jestem, jakby górnolotnie i banalnie to nie brzmiało...

Komentarze
Dodaj komentarz »
Recenzja
Krist (wyślij pw), 2011-12-01 19:25:15 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie płyta lepsza o Nevermind. Słaby wokal? Ktoś tu chyba głuchy jest...
re: Recenzja
Arktur (wyślij pw), 2011-12-01 20:43:04 | odpowiedz | zgłoś
Kurt nigdy dobrego wokalu nie miał. Potrafił zafałszowac oj potrafił...
re: Recenzja
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2011-12-01 21:57:09 | odpowiedz | zgłoś
Ale ja nie wiem, co tu się rozumie przez "słaby" i "dobry". Recenzentowi chodziło o sam głos czy o linie wokalne? Cobain w kwestii wokalu i podejścia do gitary zawsze był dość punkowy. Emocje, szczerość - to była jego siła.
A z twierdzeniem, że może razić brudne brzmienie to już się zupełnie nie zgodzę. Tak to może razić wszystko: wokal niski, wokal wysoki, klawisze, brak klawiszy, popisywanie się wirtuozerią, niedbałość... Brudne brzmienie dla mnie jest zaletą, chociaż w przypadku tego albumu nie jest nawet zbyt mocno wyczuwalne.
re: Recenzja
pik (gość, IP: 83.31.6.*), 2011-12-02 14:22:31 | odpowiedz | zgłoś
dla niektórych (melomanów?) może razić.. poza tym jest wczesniej napisane: ''brzmienie jest przybrudzone, ale czytelne'' - z tym też sie nie zgadzasz?
re: Recenzja
Krasnal Adamu
Krasnal Adamu (wyślij pw), 2011-12-03 13:40:00 | odpowiedz | zgłoś
Jest, jakie jest - z faktem się kłócić nie będę. Po prostu w zdaniu "Może razić jej prostota, brudne brzmienie czy słaby (no, to jest oczywiście kwestia gustu) wokal" pod "kwestię gustu" wrzuciłbym wszystko i dodałbym, czyjego gustu.

Ale ogólnie to tylko zawracam głowę. Po prostu mnie się album, w tym brzmienie i wokal, podoba. Natomiast prostota (w kwestii samej kompozycji - bo riffy takie banalne tu nie są) mi nie przeszkadza.
re: Recenzja
pik (gość, IP: 95.49.205.*), 2011-12-01 20:47:37 | odpowiedz | zgłoś
recenzja jest 0k.nie wiem czemu sie czepiasz. album smierdzi lasem, tartakiem, wódą, drwalami i zdechlymi rybami. tak brzmiała nirvana zanim 'Big Cheese' nie wziela jej pod opieke:)
moja
boleń (gość, IP: 77.237.16.*), 2011-11-30 23:11:49 | odpowiedz | zgłoś
ulubiona plyta nirvany; in utero tez momentami probowala byc taka surowa i bezkompromisowa ale nie wyszlo az tak naturalnie jak na debiucie; bardzo fajny garazowy sound bo choc to taka produkcja zahaczajaca o amatorke, wszystko brzmi selektywnie i z odpowiednim czadem; a najwieksza sila tej plytki sa kapitalne kompozycje; dopatruje sie geniuszu w riffach ze 'school', 'blew' czy 'swap meet', do wiekszosci tych numerow wracam chetniej niz do materialu z nevermind, juz nawet nie dlatego ze jest on moim zdaniem troche przereklamowany co mi ten album lekko obrzydzilo... po prostu uwazam bleach za plyte lepsza kompozycyjnie i bardziej klimatyczna; szkoda ze zanim przyszla wielka slawa nie nagrali jeszcze bleach 2 ;P
re: moja
Krist (wyślij pw), 2011-12-11 08:51:51 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się w pełni.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (96 głosów):

 
 
77%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Rainbow "Rising"
- autor: Dominik Zawadzki

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Kim zostaniesz, kiedy dorośniesz?