zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 24 września 2020

recenzja: Rage "Welcome To The Other Side"

23.09.2001  autor: Michu
okładka płyty
Nazwa zespołu: Rage
Tytuł płyty: "Welcome To The Other Side"
Utwory: Trauma; Paint The Devil On The Wall; The Mirror In Your Eyes; R.I.P.; One More Time; Requiem; I'm Crucified; No Lies; Point Of No Return; Leave It All Behind; Deep In The Night; Welcome To The Other Side; Lunatic; Riders On The Moonlight; Straight To Hell; After The End; Sister Demon
Wydawcy: Gun Records
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Istnieją zespoły, które z dużą regularnością wyrzucają z siebie kolejne albumy, co rok lub co dwa raczą słuchaczy porcją dźwięków. Powstają wówczas albumy lepsze lub gorsze, wydawane jednak często cieszą najbardziej oddanych fanów, którzy potrafią nieraz przymknąć oko na kryzysy twórcze lub pewne gorsze momenty w życiu kapel. Rage przygotowało nam kolejny, piętnasty już album, który znów jest konceptem, opowiadającym o życiu po śmierci. A że śmierć wdzięcznym tematem jest, przypominać nie trzeba.

Tym razem pozbyto się miękkich brzmień, które na "Ghosts" sprowadzały Rage blisko stylistyki poprockowej, nie ma na tej płycie żadnych orkiestr, smyczków i ładnego kraszenia klawiszami. Stop! Trochę tego jest, ale tylko we fragmentach, większość utworów posiada naprawdę ostre riffy, które swoją intensywnością przypominać mogą album "Black In Mind". Kolejny powrót do przeszłości. Jednak krążek jest pewnym kompromisem pomiędzy ciężarem a melodią. Dominuje schemat: najpierw ostry riff, potem w zwrotce pewne uspokojenie i melodyjny refren podparty agresywną sekcją. To miło, że Wagner i spółka nie zagłębili się w kolejne krainy łagodności, ale nagrali przyzwoity metalowy album. Jest jednak pewne ale... Płyta nieco nuży i nie da się tego ukryć, pewne utwory są do siebie podobne, niektórym zabrakło koncepcji, całość, tej dużej, bo trwającej ponad godzinę, porcji muzyki, jest miejscami monotonna.

Wydaje mi się, że "End Of All Days" był ostatnim, tak naprawdę do końca udanym albumem Rage. "XIII" i "Ghosts" zawierały ciekawą, chociaż miejscami nierówną muzykę, a ostatnia płyta może zwiastować jakiś kryzys w zespole. Bo chociaż Rage gra oryginalnie, nie da się ich pomylić z innym zespołem, to wydaje mi się, że trochę jakby zagubili się i ulegli zawieszeniu pomiędzy łagodnymi a brutalnymi dźwiękami. Póki co, nie ma powodów, aby kończyć przygodę z Rage, dajmy im szansę, w końcu "Welcome..." nie jest płytą złą, bo panowie grać umieją.

Komentarze
Dodaj komentarz »