zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 6 sierpnia 2020

recenzja: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"

21.09.2011  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Red Hot Chili Peppers
Tytuł płyty: "I'm With You"
Utwory: Monarchy of Roses; Factory of Faith; Brendan's Death Song; Ethiopia; Annie Wants a Baby; Look Around; The Adventures of Rain Dance Maggie; Did I Let You Know; Goodbye Hooray; Happiness Loves Company; Police Station; Even You Brutus?; Meet Me at the Corner; Dance, Dance, Dance
Wykonawcy: Anthony Kiedis - wokal; Josh Klinghoffer - gitara; Flea - gitara basowa, fortepian, instrumenty klawiszowe, trąbka; Chad Smith - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Warner Bros.
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

"I'm With You" - nowy album Red Hot Chili Peppers - to z pewnością jedna z najbardziej wyczekiwanych premier 2011 roku. Od wydania "Stadium Arcadium" upłynęło już pięć lat, które minęły zespołowi najpierw na koncertowaniu i dyskontowaniu sukcesu płyty, a następnie na odpoczynku i oddawaniu się sprawom poza-papryczkowym - czy to rodzinnym, czy po prostu innym muzycznym projektom (Chad Smith i jego udział w Chickenfoot). Niestety, miało również miejsce zdarzenie mniej przyjemne, a mianowicie odejście z zespołu Johna Frusciante, który został zastąpiony przez swojego przyjaciela - Josha Klinghoffer'a.

I o tej ostatniej zmianie ciężko jest zapomnieć, gdy słucha się nowej płyty. "I'm With You" nie prezentuje bowiem w żadnym razie poziomu, którego się spodziewałem. Albumu słucha się całkiem dobrze i sympatycznie. Każde nagranie posiada ten specyficzny klimat, który potrafią stworzyć tylko Redhoci i nie mam wątpliwości, że nawet jak ktoś specjalnie muzyką się nie interesuje, to od razu rozpozna, że to właśnie oni grają (wiem z praktyki). Tyle, że poza samym rozpoznawalnym feelingiem, nie bardzo jest się czego tu chwycić.

Nie wiem, czy cały problem jest związany z brakiem Frusciante, ale na pewno ma to duże znaczenie. Wnosił on bardzo wiele w procesie komponowania utworów - bez niego melodie wyszły raczej średnio, chwilami brakuje pomysłu, w którą stronę rozwinąć nagranie, mało jest przykuwających uwagę momentów. Jeszcze bardziej zmiana gitarzysty uwidacznia się w warstwie brzmieniowej. Brakuje jego gitarowej "luzackiej zadziorności", jego nonszalanckich i jakby niedbałych zagrywek, dzięki którym muzyka zyskiwała pazur. Jego następca jest strasznie wycofany, raptem kilka razy daje o sobie znać w ciekawy, przykuwający uwagę sposób. W tej sytuacji na głowie staje Flea, który robi wszytko, co w jego mocy, aby nadać piosenkom wigor i różnorodne brzmienie - są świetne solówki ("Goodbye Hooray"), bardzo dużo mocnego i gęstego grania, bywa też delikatnie ("Police Station"). Ale to oraz dobra postawa Smitha i Kiedisa, który raczy nas większą niż ostatnio ilością partii rapowanych, jednak nie wystarcza.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że okres ostrego, agresywnego, często szaleńczego funkrockowego grania z czasów "Mother's Milk" oraz "Blood Sugar Sex Magic" zespół ma już raczej za sobą. Jednak zarówno "Californication", jak i "Stadium Arcadium" pokazały, że także trzymając się nieco łagodniejszych klimatów RHCP potrafią nagrywać znakomite płyty.

Ale pomiędzy tymi dwoma ostatnimi albumami było jeszcze nieszczęsne "By The Way" i to z nim - niestety - najbardziej kojarzy mi się "I'm With You". "BTW" to brzmienie w głównej mierze popowe, w dodatku bardzo nierówne; ze sporą dawką wypełniaczy, utworów, w których fragmenty dobre przeplatają się ze słabymi, albo gdzie fajny pomysł na kompozycję nie jest "wygrany" do końca ("Midnight" czy "Cabron"). Bardzo podobnie jest na "I'm With You" - elementów funkrockowych jest niewiele (choć może minimalnie więcej), album jest nieco bardziej rytmiczny, ale same kompozycje podobnie nie są specjalnie zachwycające, a niektóre - wręcz przeciętne.

Jakoś tak się złożyło, że zdecydowanie lepsza jest druga część płyty, która jest ciekawsza, pojawiają się lepsze pomysły i więcej w niej się dzieje. Mamy kilka bardzo dobrych melodii ("Even You Brutus", "Did I Let You Know", "Police Station"), mamy gęstszy bas, pojawiają się wreszcie fajne gitarowe zagrywki ("Did I Let You Know", "Goodbye Hooray"), są trąbki, fortepian, ciekawe zwolnienia i bardziej widoczne partie kobiecego wokalu.

Najlepszy numer na płycie to dla mnie "Even You Brutus?", który ma wszystkie elementy, by zostać papryczkowym klasykiem - jak na mój gust to powinien być pierwszy singiel z albumu. Rytmiczne zwrotki z bardzo fruciantowskimi wygibasami gitarowymi w tle i bardzo chwytliwy refren z kapitalnym podkładem basowym, a w to wszystko wciskają się przykuwające uwagę zwolnienia.

Wysoki poziom prezentują także najbardziej żywe i funkowe "Look Around" (choć to klaskanie irytuje niemal tak samo, jak "heyyyyooo" w "Snow"), stonowane "Police Station" z fajnym fortepianem i kobiecym wokalem w tle, "Did I Let You Know" z trąbkami i zadziorną, przybrudzoną gitarą. Dobre jest także "Factory of Faith", "Meet Me At The Corner" ze świetną kobiecą linią wokalną i ożywioną końcówką oraz "Happiness Loves Company".

Z drugiej strony - najsłabszy moment płyty to następujące po sobie "Brendan's Death Song", "Ethiopia" oraz "Annie Wants a Baby", który to zestaw jest zupełnie pozbawiony wyrazu i nudny. Wszystkich utworów wymieniał nie będę, bo niestety nie są od tej wymienionej trójki wiele lepsze, włączając w to wybrane na singla "The Adventures of Rain Dance Maggie".

W sumie otrzymaliśmy album, który jest momentami bardzo dobry, momentami dobry, a momentami - przeciętny. Niby nie jest więc źle, ale jak na 5 lat czekania, to zdecydowanie zbyt mało, aby się zachwycać.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-01-08 11:14:22 | odpowiedz | zgłoś
ten zespół nie istnieje bez Frusciante,nawet solowo John bije nagrania kolegów z RHCP bez niego
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Pene
Pene (wyślij pw), 2017-01-09 19:35:19 | odpowiedz | zgłoś
Solo Johna nie słyszałem, ale zgadzam się że bez niego ten zespół męczy się aż zęby bolą. Kinghoffer nie istnieje. Śmieję się że chłopak ma tak minimalistyczny styl, że na płytach w ogóle go nie słychać xD.
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-01-09 19:58:44 | odpowiedz | zgłoś
Lekko przesadziłem, bo 'One hot minute' to dobra płyta,
ale dla zespołu właściwie nie istnieje jakby to był poboczny projekt.

Solowo Frusciante robi ciekawe rzeczy, kolekcjonuje oldschoolowy sprzęt muzyczny i za jego pomocą
oraz z wykorzystaniem elektroniki tworzy nagrania w przydomowym studio. Nie promuje tego, ale może się to podobać.
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
pik (gość, IP: 79.184.164.*), 2017-01-10 14:47:13 | odpowiedz | zgłoś
jeśli chodzi o solowego Frusciante, to mam ''To Record Only Water for Ten Days'' z 2001 r. na półce, dobra płyta, tak myślę:)
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
marcc1 (gość, IP: 87.207.97.*), 2017-01-07 23:41:16 | odpowiedz | zgłoś
Kurczę, nie kumam, jak można nie wspomnieć o Monarchy of Roses w recenzji - przecież to najlepszy kawałek na płycie!
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Sigurd wawa (gość, IP: 89.67.105.*), 2013-08-19 21:21:56 | odpowiedz | zgłoś
Ta płyta całkiem pogrąża zespół. Trzecia z kolei przeciętna płyta. Brak nowych, ciekawych pomysłów. Gitara schowana za pozostałymi instrumentami. Te straszne chórki nadal rządzą.

Chociaż w zeszłym roku na Impact kawałki wkomponowały się w całość występu. to by był jedyny plus tego wydawnictwa.....
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2013-08-19 22:28:35 | odpowiedz | zgłoś
Po prostu za bardzo skręcili w radiową stronę i w schlebianie młodzieży. A że trzecia z kolei przeciętna to się nie zgodzę, bo By The Way była spoko. I'm With You pokazuje istotność Johna. Josh może rozwinie skrzydła na następnej płycie. Tu tylko wypełnia tło i robi za fakturę jak jakiś grajek sesyjny. Ja się od nich nie odwrócę, bo to moja pierwsza muzyczna miłość, choć mało prawdopodobne aby wrócili do ostrzejszego grania z jajami jak na BSSM. No ale co tu dużo gadać. Po pięciu latach czekania chcieli wynagrodzić fanom dosyć długą płytą i wieloma kawałkami, jednak weny nie starczyło. Tak jak pisałem - połowa płyty jest nawet ok. Mimo gitarzysty schowanego na dziesiątym planie (żadnej zostającej w pamięci solówki czy zagrywki) do 8. utworu jest niezła płyta. Nie licząc tragicznego Raindance Maggie - najgorszy singiel w historii RHCP. Jednak od 9. utworu do końca wieje nudą i nijakością. Dopiero ostatni Dance Dance Dance, choć głupkowaty, to jest nawet spoko. Chad i Flea naprawdę pokazali klasę, jednak RHCP nie jest sobą bez zajebistej gitary na pierwszym planie. Liryki Kiedisa grafomańskie. Kiedyś nikt na nie nie zwracał uwagi bo były zakryte zajebistą muzyką. A co do Frusciantego to mam nadzieję że skoro ma nie wracać do RHCP to niech chociaż na swoich płytach wróci do gitary.
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
demonologiaa (wyślij pw), 2013-08-19 18:21:33 | odpowiedz | zgłoś
Jaki nakład miała ta płyta? Przekopuję internet i mam problemy ze znalezieniem takich danych
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2013-08-19 21:25:17 | odpowiedz | zgłoś
554 tysiące w USA, 178 tysięcy w UK, na świecie możliwe że nie przekroczyla miliona. W każdym razie najgorszy wynik od The Uplift Mofo Party Plan (1987).
re: Red Hot Chili Peppers "I'm With You"
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2013-08-19 23:04:29 | odpowiedz | zgłoś
Leciutka poprawka - jednak przekroczyło milon, choć generalnie mimo spadku sprzedaży płyt wynik uznawany jest za porażkę:
"As of July 2012, I'm with You has sold 1,700,000 copies world wide with 554,000 copies being sold in the United States. By most estimates, sales for the album have been a disappointment especially compared to the band's previous album, Stadium Arcadium which went onto sell over eight million copies world wide with two and a half million copies sold in the U.S.; currently the album is on pace to be the band's lowest selling album since signing with Warner in 1991 and lowest selling album since 1987's The Uplift Mofo Party Plan"
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (157 głosów):

 
 
50%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy słuchając rocka i metalu jesteś w stanie odróżnić partie poszczególnych instrumentów?