zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 15 grudnia 2018

recenzja: Robotix "Kosmiczna Odyseja Helvisa"

19.03.2004  autor: Robert Waliś
okładka płyty
Nazwa zespołu: Robotix
Tytuł płyty: "Kosmiczna Odyseja Helvisa"
Utwory: Szkieletorock; Wystrzałowa dziewczyna; Funnel of Love; Devil Boogie; Extraball; Halloween; Robot; Martwe zło; Vampirella; Wściekły pies; Zombie; Plan R from Outer Space; You Don't Know Me Very Well; Mongo Mutant; Helvis; Koszmar; Kowbojczacha
Wykonawcy: Sivax - wokal, gitara; Guma - gitara, chóry, wokal; Pleban - kontrabas, wokal, instrumenty klawiszowe; Arczi - instrumenty perkusyjne, chóry, gitara, wokal
Wydawcy: Amigos
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Mój pierwszy kontakt z Robotixem to całkowity przypadek. Ot, wizyta w lubianej knajpie i odkrycie, że tego wieczora występuje tam "czołowy przedstawiciel polskiego psychobilly". A w przerwie koncertu wysupłane z portfela pieniążki i szybka transakcja z wokalistą zespołu, dzięki czemu w moje ręce trafił egzemplarz "Kosmicznej odysei Helvisa". Było warto.

Przyznam, że Robotix reprezentuje odmianę rocka, która do niedawna była mi całkowicie obca, choć podobno Polska ma na scenie psychobilly silną pozycję i nasze zespoły są wysoko cenione w branży. Jednak zespół podbił moje muzyczne gusta błyskawicznie. Jak najkrócej można opisać "Kosmiczną odyseję..."? Wyobraźcie sobie rockandrollową melodykę połączoną z punkową zadziornością, a w warstwie tekstowej poetykę filmów klasy B - czyli wampiry, złe roboty, złowieszczy mutanci i zombie, z nielicznymi wyjątkami dotykającymi tematów bardziej "społecznych" (imprezy i kobiety :) ). Oczywiście taki przekaz wymaga odpowiedniego nastawienia psychicznego. Osoby oczekujące zaangażowanych liryków mogą być cokolwiek wstrząśnięte, szczególnie perełkami w rodzaju "Mongo mutanta", "Robota" czy "Martwego zła" :) Jednak jeśli otworzymy się na odrobinę rasowego kiczu, uśmiech bez wątpienia zagości na naszej twarzy.

Materiał nie jest może zbytnio zróżnicowany, ale ilość pomysłów nie pozwala się nudzić, a obok punkandrollowych czadów znajdziemy i bujanie w klimatach The Beach Boys ("Plan R from Outer Space"), i boogie, a nawet dancingową balladę ("Vampirella"). Uwagę zwraca też znakomity cover utworu Wandy Jackson "Funnel of Love". Zastrzeżenia można mieć co najwyżej do nieco płaskiego brzmienia albumu, ale kto wie - być może jest to zamierzony efekt, mający brzmieniowo zbliżyć materiał do produkcji z lat sześćdziesiątych. Polecam wszystkim lubiącym od czasu do czasu odetchnąć od bardziej zaangażowanego i wirtuozerskiego rocka.

Komentarze
Dodaj komentarz »