zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 29 września 2020

recenzja: Skew Siskin "Album of the Year"

8.02.2005  autor: BadBlood
okładka płyty
Nazwa zespołu: Skew Siskin
Tytuł płyty: "Album of the Year"
Utwory: We Hate; Girl On A Mission; Shake Me; All Fired Up; Hate Lies; Lips; White Trash; Jesus Of Cool; 2 Much 4 U; The Goddess; Strike Me Blind; War and Peace Song; Another Good Man; Torn Apart
Wykonawcy: Nina C. Alice - wokal; Jim Voxx - gitara; Spray - gitara basowa; Damien - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Ulftone Music
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Od kilku dobrych lat lansuję wśród swoich znajomych tezę mówiącą o tym, że największym problemem polskiej sceny rockowo-metalowej jest brak porządnego muzycznego środka, balansującego na styku gatunków. IRA i Corruption są tu jedynie wyjątkami potwierdzajcymi regułę, a następców jakoś niespecjalnie widać. Ostatnia nadzieja białych ludzi, Krzysiek Zalewski, marnuje swój talent taplając się w popłuczynach po Illusion, szczecińska Dzika Cherry nie potrafi wyrwać się z zaklętego kręgu niemocy, a wywodząca się z bluesowej tradycji, oparta na mocnej sekcji rytmicznej i konkretnym, ciężkim riffie rockowa muzyka grywana jest już chyba tylko w niewielkich klubikach. Ratunek, o zgrozo, nadchodzi z Berlina, a przybiera postać wydanej dwa lata temu płyty "Album of the Year" Skew Siskin.

Hołubiona wszem i wobec przez Lemmy'ego Kilmistera grupa, której zresztą po raz pierwszy miałem okazję posłuchać w roli supportu Motorhead właśnie, składa na krążku muzyczny hołd swemu dobroczyńcy i przyjacielowi. Niby gdzieniegdzie pobrzmiewaj echa glamrockowego LA ("Girl On A Mission"), "All Fired Up" mógłby z powodzeniem uchodzić za kawałek AC/DC, "Another Good Man" kłania się w pas brodaczom z ZZ Top, a w "Torn Apart" linie wokalne dziwnie kojarzą się z "Township Rebellion" RATM, ale - jak to się mówi - wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Stary dobry Lemmy wspomaga zresztą Skew Siskin osobiście w "Shake Me" (nie muszę chyba dodawać, że jest to najlepszy kawałek na płycie?), a nad całą płytą unosi się uosabiany przez niego duch rogatego rock'n'rolla. Nie mniej rogata i drapieżna jest blondwłosa wokalistka, notabene prawdziwy koncertowy dynamit, a i towarzyszącym jej muzykom niczego w tym względzie nie brakuje. W efekcie otrzymujemy kapitalną rockową płytę pełną ognistych hiciorów, przy których browar sam wskakuje do łapy, a zgrabny tyłek działa na oczy jak magnes. To jest to! I żal tylko, że tak trudno o podobne płyty w Polsce. Nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ta nisza jest tak bardzo zaniedbana przez rodzimy przemysł muzyczny. Przecież amatorów stuprocentowo heteroseksualnego rocka nie brakuje i na wschodnim brzegu Odry. I jeśli moja rekomendacja nie wystarczy im do zwrócenia uwagi na "Album of the Year", to niech będzie choćby wskazówką dobre słowo Lemmy'ego. Faceta, który od trzydziestu lat nikogo nie zawodzi.

Komentarze
Dodaj komentarz »