zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 19 czerwca 2019

recenzja: Step In Fluid "One Step Beyond"

23.04.2012  autor: Szamrynquie
okładka płyty
Nazwa zespołu: Step In Fluid
Tytuł płyty: "One Step Beyond"
Utwory: One Step Beyond; Vicious Connection; Color; Dead End (Interlude); Beat Hunter; The Bridge; Smooth; As We Dance
Wykonawcy: Harun Demiraslan - gitara, instrumenty klawiszowe; Aldrick Guadagnino - gitara; Stephane Dupe - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Florent Marcadet - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: One Step Beyond
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Ponoć Francja nie jest już największym producentem wina na świecie. Na pewno kraj ten nigdy nie był największym zagłębiem muzyki rockowej i metalowej. Muszę jednak przyznać, że dziwnym zbiegiem okoliczności te zespoły francuskie, które dane mi było słyszeć, z reguły tworzyły muzykę nietuzinkową. Nie inaczej jest z grupą Step In Fluid i dźwiękami zawartymi na albumie "One Step Beyond".

Step In Fluid to kwartet. Z jego składu kojarzeni przez niektórych maniaków w Polsce mogą być: gitarzysta Harun Demiraslan, który występuje na co dzień w kapeli Trepalium, oraz Florent Marcadet - perkusista grupy Klone (patrz recenzja płyty "Black Days"). Z tym ostatnim zespołem związani są także goście pojawiający się na "One Step Beyond": wokalista Yann Ligner i saksofonista Matthieu Metzger. Oprócz nich wystąpił tu również niejaki DJ Troubl'.

Materiał zawarty na krążku nie grzeszy długością - około pół godziny muzyki. Jednak bogactwo dźwięków to wynagradza. A jakie są to dźwięki? Zespół postarał się ułatwić sprawę i we wkładce określił swoją muzykę jako mutant jazz-core. Tylko, do stu diabłów, co to jest? Spróbuję wyróżnić kilka składników tego dania, upichconego przez Step In Fluid. Riffy gitarowe są pokrewne temu, co usłyszymy w Meshuggah, ale bardziej melodyjne i "pływające", a mniej przypominające zacinającą się maszynerię. Spodobają się zwolennikom macierzystego zespołu Haruna Demiraslana i innym metalowym synkopowiczom. Do tego dodano harmonie stosowane w muzyce fusion, dźwiękową funky gimnastykę, wpływy Primusa (np. utwór "Color"), jazzowe odloty (np. solo gitary nieco w stylu Johna Scofielda w "Vicious Connection"), odrobinę tzw. world music ("The Bridge") czy posmak starego poczciwego hard rocka (riff w "Beat Hunter"). Sekcja rytmiczna gra jakby pół życia spędziła na planecie Groove. Jak trzeba, to nie boją się zaczerpnąć z hip-hopu ("Smooth"), disco (końcówka "Vicious Connection") czy nawet najprawdziwszego swingu (część "As We Dance" z solówką saksofonu sopranowego). W "Beat Hunter" bębniarz gra karkołomne solo, mimo że w tym samym czasie gitary robią swoje i... wszystko się zgadza.

Do wykreowania takiego bogactwa, oprócz typowo rockowego instrumentarium, wykorzystano różne barwy instrumentów klawiszowych, saksofon, talkbox i scratche. Wszystko zostało podane ze smakiem, a nie poupychane gdzie popadnie i bez umiaru. Utwory na tej płycie są w zasadzie instrumentalne. To, co robi występujący w niektórych kawałkach - na prawach gościa - wokalista Yann Ligner, można potraktować jako dodatkowy instrument. Brzmienie jest selektywne. Bez trudu można usłyszeć linie basu czy np. szczegóły gry na czynelach. Gitary są bardzo wyraziste. Śledzenie partii pozostałych instrumentów również nie nastręcza trudności.

Nawet jeśli utwory z "One Step Beyond" powstawały z jamowania, to o improwizowaniu (może poza niektórymi solówkami) nie ma mowy. Tu wszystko jest zwarte, a instrumentaliści dążą do wspólnego celu, którym jest... dobra zabawa. Zresztą w jednym z wywiadów Florent Marcadet określił pole muzyczne, po którym Step In Fluid się porusza, jako plac zabaw. Lepiej się tego nie dało nazwać. To nie są dźwięki, po których jasno słychać, że powstały z natchnienia cierpiących, wkurwionych albo szczęśliwych artystów. W Step In Fluid spotkało się kilku muzyków, którzy potrafią wiele i nagrało muzykę, której wykonywanie ich bawi. To słychać! I albo jako słuchacze bawimy się z nimi, albo wypadamy z gry.

Tak więc, drogi czytelniku - jeśli lubisz zarówno Meshuggah, Primus, Red Hot Chili Peppers, Jamiroquai, Petera Gabriela, Branforda Marsalisa i diabli wiedzą co jeszcze, to możesz bez obaw zrobić pierwszy krok w celu posłuchania muzyki Step In Fluid. Bon voyage!

P.S. Płyta jest praktycznie nie do dostania w Polsce. Udało mi się ją zamówić przez stronę stepinfluid.bigcartel.com i, co ciekawe, czekałem na przesyłkę krócej niż na niektóre zamówienia z polskich sklepów.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (21 głosów):

 
 
52%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy boisz się burzy?