zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 4 kwietnia 2020

recenzja: The Strokes "Room on Fire"

10.02.2004  autor: ad
okładka płyty
Nazwa zespołu: The Strokes
Tytuł płyty: "Room on Fire"
Utwory: What Ever Happened?; Reptilia; Automatic Stop; 12:51; You Talk Way Too Much; Between Love & Hate; Meet Me In The Bathroom; Under Control; The Way It Is; The End Has No End; I Can't Win
Wydawcy: RCA
Rok wydania: 2003
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

The Stokes to jeden z najbardziej kontrowersyjnych zespołów ostatnich lat. Nie z powodu image'u grupy, zachowania członków, czy też różnych skandali. Pod tymi względami jest wręcz przeciwnie - muzycy są niezwykle spokojni i niepozorni, podobnie jak ich piosenki. Kontrowersja tkwi w ocenie krytyków: jedni wychwalają nowojorczyków pod niebiosa, inni nazywają ich wyrachowanymi oszustami i naciągaczami, zarzucając plagiat kapel takich jak Velvet Underground, The Kinks czy Pixies. W rzeczywistości, jak to przeważnie bywa, prawda leży po środku.

Mnie The Strokes zauroczyli wyjątkowo prostą harmonią i wręcz naiwną rytmiką. Ich główną zaletą jest jednak niezwykła melodyjność oraz ciepłe brzmienie, w które doskonale wkomponowuje się niski i przyjemnie chropowaty głos wokalisty, Juliana Casablancasa. Wszystko wspaniale, lecz z czasem te atuty zaczynają obracać przeciwko grupie. Z ich przyczyny muzyka The Strokes jest bowiem niezwykle hermetyczna i jednolita. Nie jestem w stanie nawet wyróżnić i opisać poszczególnych piosenek, gdyż wszystkie są do siebie niemal bliźniaczo podobne.

Ponieważ zespół gra tak zwaną muzykę retro, niezwykle modną w ostatnich czasach, szufladkowany jest razem z The White Stripes, The Kills (czyli grupami "z górnej półki"), Kings Of Leon czy, niestety, The Darkness. Oczywiście jest to operacja zupełnie niesłuszna, gdyż każdy z tych zespołów nawiązuje do czego innego. The Strokes wzorują się na rocku lat 60. i przypominają wspomnianych wcześniej The Kinks, Kings Of Leon wracają do tradycji brytyjskiego rhytm'n'bluesa, The White Stripes osiągają brzmienie amerykańskiego prepunku, a o The Darkess... nawet nie chce mi się rozwodzić.

The Strokes, dzięki swojej wstrzemięźliwości brzmieniowej i konserwatyzmowi, są "kapelą środka" - dobrą zarówno dla fanów Christiny Aquillery, chcących wznieść się na swoje intelektualne wyżyny, bądź popisać przed przyjaciółmi, jakiej to "alternatywnej i undergroundowej muzy" słuchają, jak również dla miłośników awangardy lub psychodelii, chcących się odprężyć i posłuchać "czegoś niezobowiązującego i niewymagającego wysiłku umysłowego". Jednak dla nikogo nie jest to zespół genialny...

Komentarze
Dodaj komentarz »