zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 19 czerwca 2019

recenzja: Tiamat "Wildhoney"

9.04.2000  autor: Raf
okładka płyty
Nazwa zespołu: Tiamat
Tytuł płyty: "Wildhoney"
Utwory: Wildhoney; Whatever That Hurts; The Ar; 25th Floor; Gaia; Visionaire; Kaleidoscope; Do You Dream Of Me?; Planets; A Pocket Size Sun
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

"Wildhoney" usłyszałem pierwszy raz we wrześniu 1995 roku i od razu pokochałem. Prawie pięć lat słuchania wystarczy, by móc podzielić się swoimi wrażeniami. Z jednej strony pierwsza fascynacja minęła, z drugiej zaś - "Wildhoney" weszło do ścisłego panteonu płyt przeze mnie uwielbianych.

Lata mijają, jedno się nie zmienia: zawsze kiedy włączam ten krążek, czuję świeżość wiosny. Spokój i harmonia emanują z tego dzieła od samego początku. I tak, jak "Clouds" pełne było mrocznego niepokoju, tak "Wildhoney" jest dla mnie afirmacją sił natury i jakby sposobem czerpania z nich pozytywnej energii. Może jest to jakaś autosugestia, wywołana początkowym, trochę sielankowym śpiewem ptaków w utworze tytułowym. Chyba jednak nie do końca, bo ilekroć dobiegają do mnie te piękne dźwięki, czuję się uspokojony. Przyszło mi do głowy pisząc recenzję, że można powiedzieć, iż cały krążek jest w jakiś sposób "ekologiczny" - tyle, podkreśla naszą łączność z naturą.

Inne, może trochę niekonwencjonalne skojarzenie, jakie budzi we mnie "Dziki miód" to MIŁOŚĆ. Szczególnym tego wyrazem jest przepiękny utwór "Do you dream of me?". Na początku obsesyjnie doszukiwałem się w tekście (choć nadal nie wiem, dlaczego) jakiegoś podtekstu satanistycznego. Dopiero po długim czasie, kiedy - można rzec - miłość przyszła, dopatrzyłem się w nim wspaniałego erotyku. To tylko potwierdza tezę, że nasz odbiór sztuki jest w dużej mierze uzależniony od nastroju w jakim jesteśmy. Można jeszcze długo pisać o innych walorach "Wildhoney" i każdy utwór rozpatrywać z innej strony.

"Wildhoney" to dla mnie baśń bez zakończenia - czy raczej z zakończeniem, tworzonym przez słuchacza. Baśń mistyczna, której słuchanie wznosi na wyżyny piękna. Czerpanie z niej może sprawiać tylko przyjemność i radość, pod warunkiem jednak, że będziemy chcieli słuchać, a jeszcze bardziej wczuć się w przesłanie jakie niesie.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (681 głosów):

 
 
88%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Tiamat

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Opeth "Blackwater Park"
- autor: Zbyszek "Mars" Miszewski
- autor: Michu
- autor: Margaret
- autor: Arhaathu

Moonspell "Under Satanae"
- autor: Cemetary Slut

My Dying Bride "The Light at the end of the World"
- autor: Margaret
- autor: Miki(S)
- autor: Gollum

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy boisz się burzy?