Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
98% |
| liczba ocen: |
294 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: The Cure "Disintegration"
|
Nazwa zespołu: The Cure
Tytuł płyty: "Disintegration"
| Utwory: |
Plainsong; Pictures Of You; Closedown; Lovesong; Last Dance; Lullaby; Fascination Street; Prayers for Rain; The Same Deep Water As You; Disintegration; Homesick; Unitiled |
| Wykonawcy: |
Robert Smith - gitara, instrumenty klawiszowe, wokal; Simon Gallup - gitara basowa, instrumenty klawiszowe; Porl Thompson - gitara; Boris Williams - instrumenty perkusyjne; Roger O'Donnell - instrumenty klawiszowe; Laurence Tolhurst - inne instrumenty |
Wydawcy: Fiction Records
Rok wydania: 1989
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Czy muzyka może być lekarstwem dla "obolałej" duszy? Czy emocje w
niej zawarte mogą do złudzenia przypominać własne odczucia, myśli
i pragnienia? Czy wreszcie słowa z niej płynące mogą być dźwiękowym
odpowiednikiem pamiętnika? Jest tylko jedna odpowiedź na wszystkie
te pytania. Odpowiedź twierdząca. Odpowiedź podparta muzycznym
dowodem... Trudno zresztą się temu dziwić, gdy już sama nazwa zespołu
jest specyficznym rodzajem Lekarstwa...
To nie czas i miejsce, by raz jeszcze przypominać o wyjątkowym miejscu
The Cure w krainie rocka. Takie wspominki byłyby dla wielbicieli
tej grupy banałem, zaś przeciwnicy na pewno i tym razem nie
uwierzyliby, że "Pornography", "Faith" czy "Disintegration" to jedne
z najoryginalniejszych muzycznych dzieł lat osiemdziesiątych. Wielka
trójka... Pełna smutku i przejęcia trylogia (oczywiście traktowana
dość umownie, termin "trylogia" oznacza w tym przypadku najlepsze
płyty). Dźwiękowy portret ludzkiego życia... Nie mogłam przejść obojętnie
obok tego zespołu. Nie po tym, jak usłyszałam "Disintegration".
To był pierwszy album Lekarstwa, z którym się zetknęłam. Wcześniej
znałam ich tylko z pojedynczych piosenek (nieśmiertelne "Boy's Don't
Cry"), a poza tym jakoś tak bardziej ciągnęło mnie w stronę cięższego
uderzenia. Jednak już pierwsze przesłuchanie wywołało u mnie coś na
kształt szoku. Było tam wszystko to, co w muzyce kocham najbardziej -
piękno, smutek, poczucie osamotnienia. Totalna dezintegracja... The
Cure urzekło mnie swą niezwyczajną zwyczajnością, wręcz prostotą. Bo
przecież ich kompozycje nie są jakoś szczególnie zawiłe i skomplikowane
- przeciwnie, konstruowane są przy pomocy tradycyjnych rockowych
instrumentów (ten fantastyczny bas - choćby w "Fascination Street"),
łatwych do zapamiętania schematów muzycznych. A jednak właśnie ta
prostota podnosi ich twórczość do miana sztuki. Bo choć grać w ten sposób
mogło wielu, to jednak nikomu nie udało się wykreować tak przejmującej
atmosfery. Atmosfery pełnej jakiegoś przenikliwego chłodu i przeraźliwie
szczerego smutku. No i te teksty (może raczej poezja) - opowiadające
o niespełnionych nadziejach, przemijaniu, utraconych uczuciach ("Last
Dance", "The Same Deep Water As You", "Pictures of You"). Do tej układanki
koniecznie należy dołączyć niesamowity dramatyzm i charyzmatyczny, pełen
ekspresji wokal Roberta Smitha. W tytułowym kawałku "wyrzucany" tekst
bardziej niż śpiew przypomina słowa wypowiadane pod wpływem danej chwili,
pod wpływem jakiegoś zdarzenia (jak sugeruje tytuł niezbyt
przyjemnego). Przez długi czas nie byłam w stanie słuchać dwóch ostatnich
kawałków z "Disintegration", wydawało mi się bowiem, że psują one nieco
dramatyzm wykreowany przez utwór tytułowy. Dla mnie po czymś takim mogła
nastać tylko cisza... Sam na sam z własnymi myślami... Jednak w końcu się
przełamałam - "Homesick" i "Untitled" są tu po to, by rozpalić płomień
nadziei. Bo mimo wszechobecnego zimna znaleźć można na "Disintegration"
chwilowe przebłyski szczęścia i radości - choćby w dobrze znanym
"Lullaby", czy w "Lovesong". Ten ostatni utwór to niby taka banalna,
wręcz popowa piosenka (o wiecznej miłości!). A jednak jest w niej coś
magicznego, niespotykanego. Bo przecież prostota to jeden z najlepszych
atutów The Cure. Prostota utkana z arystokratycznego wdzięku.
"Disintegration" doskonale sprawdza się jako dźwiękowe tło do wieczornych
spacerów po zatłoczonych ulicach (fascynacji?). To tak jakby ktoś
jednym magicznym przyciskiem wyłączył odgłos świata. Zabiegani ludzie,
szczęsliwe pary, nędzni żebracy, porzuceni kochankowie, bezimienne
postacie... wszyscy oni biorą udział w przedstawieniu, są niczym
marionetki, którym muzyka układa scenariusz. Brzmi tak, jakby była
dźwiękowym odzwierciedleniem myśli i serca. Pełno w niej chłodu, ale i
piękna. Pełno szczerości i zaangażowania. The Cure doskonale wiedzą jak
to zrobić. Zaufaj i podążaj wraz ze mną na Ulicę Fascynacji...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Kamień milowy
krisstoff74 (gość, IP: 213.134.179.*), 2009-08-12 17:14:56
| odpowiedz | zgłoś
Disintegration to arcydzieło współczesnej pop-kultury. Kamień milowy w dorobku nurtu new & cold wave. Najdoskonalsze zarazem dokonanie zespołu The Cure. To jedyna TAKA płyta na całym świecie. Gratuluję malowniczej recenzji a przede wszystkim wyszukanej wrażliwości muzycznej. Serdecznie pozdrawiam.
|
| |
Nie rozumiem jak można nie przekonac się do Homesick :)
Kecio (gość, IP: 83.23.102.*), 2009-03-28 00:43:05
| odpowiedz | zgłoś
Homesick to moim zdaniem jeden z piękniejszych utworów tej płyty jak również w dyskografii The Cure. To jaki klimat ten zespół tworzy za pomocą najprostszych dźwięków jest po prostu niesamowite :D Tego trzeba posłuchac!
Pozdrawiam ;D
|
| |
----
happycow (gość, IP: 195.20.2.*), 2008-11-07 07:55:57
| odpowiedz | zgłoś
miło przeczytać o tej właśnie płycie, z tymi marionetkami to trochę przesadzone
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|