zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
terminy
koncertów

ogłoszenia
drobne
www.rockmetal.pl >> recenzje płyt >> Porcupine Tree "Fear Of A Blank Planet"
 recenzje płyt:
indeks recenzji płyt

 Wasza ocena płyty:
 Jak oceniasz tę płytę?
+ -
ocen "plus": 89%
liczba ocen: 207

 rockmetal.pl:
www.rockmetal.pl
ostatnio dodane
indeks autorów

 aktualności:
terminy koncertów
wieści muzyczne

 biuletyn rockmetal.pl:
(zobacz szczegóły)
Chcesz otrzymywać biuletyn informacyjny (nakład ok. 30 tys. egz.) rockmetal.pl? Podaj swój email:

 czytaj:
recenzje płyt
relacje z koncertów
wywiady
felietony

 ogłoszenia:
ogłoszenia drobne

 słuchaj:
wizytówki (mp3)
muzyka (mp3)

 oglądaj:
galeria

 odnośniki:
forum.rockmetal.pl
strony.rockmetal.art.pl
garstka linków

 
 recenzje płyt, wybierz literę:

   0-9  A  B  C  D  E  F  G  H  I  J  K  L  M  N  O  P  Q  R  S  T  U  V  W  X  Y  Z

 recenzja: Porcupine Tree "Fear Of A Blank Planet"

Nazwa zespołu: Porcupine Tree
Tytuł płyty: "Fear Of A Blank Planet"
Utwory:  Fear Of A Blank Planet; My Ahes; Anesthetize; Sentimental; Way Out Of Here; Sleep Together
Wykonawcy:  Steven Wilson - wokal, gitara, instrumenty klawiszowe; Richard Barbieri - instrumenty klawiszowe; Colin Edwin - gitara basowa; Gavin Harrison - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Roadrunner Records
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

W roku 2007 zespół Porcupine Tree zdawał się stać na krawędzi. Setki fanów już dawno rozebrały domowe ołtarzyki poświęcone muzycznemu bożkowi o imieniu Steven Wilson - za odejście od psychodelii na rzecz metalu. Jednak były też tysiące świeżych fanów, którzy właśnie za tę twórczość pokochali go platoniczną miłością. Wszyscy czekali na następny, dla wielu decydujący, krok Stevena. I, jak to często z Porcupine Tree bywało, zespół nie skłonił się w żadną stronę, stworzył coś zupełnie innego.

Powiedziałem "zupełnie innego"? No, może delikatnie przesadziłem. Na "Fear of a Blank Planet" są trans i psychodelia, ale i także bardzo mocny - jak na tę grupę - metal. Mamy także coś zupełnie świeżego, co powoduje, że gatunki się ze sobą łączą i razem dalej brzmią świetnie.

"Fear of a Blank Planet" to album koncepcyjny, przez co i niezwykle spójny. Plus dla starych fanów, którzy narzekali na specyficzną "karuzelowatość" "In Absentia". Porcupine Tree pokazuje bez żadnych retuszów dzisiejszą młodzież i, nie krytykując jej wprost, stawia pytanie: "co dalej z Wami będzie?". Brakuje rozległych, instrumentalnych pasaży, a i do pieca dorzucą w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Plus dla nowych fanów, tych którzy na dźwięk "Shallow" tańczyli sambę na suficie. Ba, są nawet partie smyczkowe dla tych, którym łezka się w oku kręci na myśl o "Lightbulb Sun". Gavin pokazuje, że naprawdę jest niesamowitym bębniarzem, a i Barbieri wynurza się z deadwingowych mroków i słychać go tu naprawdę często. Colin po raz kolejny ukazuje klasę, a Steven... Przecież i tak każdy wie, że wciąż błyszczy.

Dźwięk wydawany przez klawisze przemienia się w dynamiczny utwór tytułowy, taki trochę singlowy, w którym Steven bardzo stara się śpiewać współcześnie, z nutką ignorancji. Tekst jest niezwykle dosadny, dajmy na to:

"Xbox jest dla mnie bogiem.
Palec na włączniku.
Moja matka jest suką,
Mój ojciec już dawno przestał próbować ze mną rozmawiać."

No i ten świetny refren... "Jak mogę być pewny, że istnieję, skoro tabletki, które biorę, ogłupiają mnie?" Od strony instrumentalnej niestety, bądź też stety, mamy tu nowe Porcupine Tree - dynamiczne, z kopem. Jednak im głębiej w las, tym mniej w tym wszystkim wcześniejszej "singlowatości", a utwór, po elektryzującym momencie instrumentalnym, przechodzi w...

"My Ashes". To spokojna ballada z gitarami akustycznymi i wokalem pełnym emocji. Mimo to, według mnie, to najsłabszy moment płyty, który ma nas tylko uspokoić przed następnym utworem. Tak myślę dopóki nie usłyszę skrzypiec, bo wtedy moje serce mięknie i na pięć minut oraz siedem sekund staję się więźniem Wilsona, pod sam koniec (w okolicach 4:20) rozpływając się jak masełko na patelni...

Przede mną "Anasthetize", czyli opus magnum "Fear of a Blank Planet". Trwające ponad siedemnaście minut dzieło, podzielone na trzy części, połączone niesamowitymi sekcjami instrumentalnymi, na pewno odciśnie piętno na szeroko pojętej muzyce progresywnej. A jeżeli nie na niej, to na Twoim jej rozumowaniu z pewnością. Ponoć jedną solówkę gra tutaj Alex Lifeson z Rush, ale dokładnie którą - nie jest ważne. Każda z części "Anasthetize" brzmi zupełnie inaczej, chociaż nie wyobrażam ich sobie osobno. Duża to zasługa Gavina, który przeszedł sam siebie. Nawet metalowe momenty powinny zostać wybaczone przez starych fanów. Bo nie wierzę, żeby mogli krytykować ten utwór. To niemożliwe.

"Sentimental" stoi na bardzo ciężkiej pozycji, bo musi bronić swoją pięciominutową strukturą drugiej części albumu, która następuje po "Anasthetize". Jednak jakoś się to udaje, przede wszystkim za pomocą pięknego refrenu i ciekawej warstwy lirycznej:

"Nigdy nie chcę być stary
I nie chcę odpowiedzialności
Nie ma zabawy, gdy już się wie
Że nie można zwalić winy na rodziców.

I sam nie wiem
Czy przejmuję się, co jest normalne
I nie jestem dosyć pewny
Czy tabletki, które brałem, pomogły

Straciłem swoje życie
I cierpię wewnątrz
Sam nie wiem
I nie jestem dosyć pewny..."

"Way out of here" to mój ulubiony utwór. Daleko mu do potęgi "Anasthetize", to prawda, ale to mi nie przeszkadza. Mamy tu fale emocji, które zalewają brzegi umysłu, skumulowane w każdym słowie zwrotek, niesamowitym refrenie, klasycznej wilsonowskiej solówce, a nawet w ostrzejszym zakończeniu. Może to zasługa Roberta Frippa (nie wierzę, że ktoś go nie zna), który dołożył charakterystyczne pejzaże. Może Barbieriego, a może całego zespołu, bo napisali go wszyscy członkowie. To nieważne. Siedem i pół minuty czystego piękna.

I ostatnia kompozycja - "Sleep Together". Z mocnymi partiami smyczkowymi, które w zasadzie decydują o jego potędze na spółkę z wokalem Stevena - zadziornym, zmieniającym się w połowie w zapętlony okrzyk. Świetny motyw. Potem niesamowite skrzypki i na zakończenie powraca zapętlenie głosu. Wielkie "bum" i koniec. Minęło pięćdziesiąt minut, minęło "Fear of a Blank Planet".

A przed Tobą, drogi czytelniku, trudne zadanie. Ocena. Jeżeli słuchasz Porcupine Tree po raz pierwszy, powinieneś być w szoku. Jeżeli jesteś starym fanem, możesz uznać, że Stevenowi po raz kolejny "udało się", jeżeli jesteś jeszcze starszym fanem, popatrzysz z utęsknieniem na "The Sky Moves Sideways" bądź "Signify", ale wypijesz za Wilsona, bo, mimo tego, że odszedł od tamtych płyt już chyba na zawsze, to poszedł w dobrym kierunku. Możesz też być typowym marudą i zmieszać "Fear of a Blank Planet" z błotem, bo "nuda i komercha".

Decyzja to naprawdę niełatwa. Porcupine Tree stworzyło płytę bardzo spójną, mroczniejszą od ostatnich, cięższą w odbiorze i, przede wszystkim, po raz kolejny inną. Zasługującą na plakietkę "progressive". Możliwe, że "Fear of a Blank Planet" to początek nowej ery w twórczości grupy. Początek zdecydowanie udany, co doceniły zarówno media, jak i słuchacze. W głowie kotłuje się tylko pytanie: "quo vadis, Steven?"

autor: Adam Piechota

tutaj od 9.12.2008

Uwaga! Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz własną recenzję i wyślij do nas!

 Wasze komentarze:

 Dodaj swój komentarz!


 
Way out of Here
bastek (wyślij pw), 2011-10-26 10:16:17 | odpowiedz | zgłoś
dla mnie ten numer jest w pierwszej 10-tce na mojej liscie wszechczasów...
dziekuje
doWidzenia

 
Ekstra!
piotrrek (gość, IP: 94.230.24.*), 2009-10-02 16:20:08 | odpowiedz | zgłoś
Jak dla mnie najwspanialsza płyta. W każdej sekundzie czuć niesamowitą atmosferę, spójną... Co do innych albumów, brak mi w spokojnych utworach takiego wewnętrznego rozdarcia-może to akurat nie najlepsze porównanie,ale przy tej płycie, utwory z innych płyt brzmią po prostu jak zwykłe gitarowe piosenki - tu natomiast jest magia, pewnie dostane baty,ale ja od tej płyty poznałem ten zespół, dlatego może mi się najbardziej podoba.

 
metal?
toma (gość, IP: 80.50.228.*), 2008-12-13 14:18:35 | odpowiedz | zgłoś
czy ktoś może mnie oświecić, w którym momencie wilson zaczął grać metal? jeśi chodzi o opetha to występował tam raczej w roli producenta-koordynatora...

 
re: metal?
Mackintosh (gość, IP: 85.198.249.*), 2009-02-03 01:45:18 | odpowiedz | zgłoś
Teoretycznie to za pierwszy "metalowy utwór" PT można uznać tytułowy utwór płyty Signify, ale dopiero na In Absentii poszli w kierunku mocniejszego grania. Pozdrawiam


 
 znajdź:
 
okładka płyty

 materiały dotyczące zespołu:
- Porcupine Tree

 recenzje płyt zespołu:
 zespół: Porcupine Tree

"Coma Divine - Live In Rome"
autor: Lambert

"Deadwing"
autor: Paweł Kuncewicz

"Fear Of A Blank Planet"
autor: Adam Piechota

"Lightbulb Sun"
autor: Lambert

"Lightbulb Sun"
autor: SlavusCo

"Signify"
autor: Przemysław Semik

"Stupid Dream"
autor: Przemysław Semik

"Stupid Dream"
autor: tjarb

"The Incident"
autor: Meloman

"Voyage 34 The Complete Trip"
autor: Przemysław Semik


 błyskawiczna sonda:
(zobacz wyniki)

Która to błyskawiczna sonda na rockmetal.pl?

 


"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl.

rock i metal po polsku
www.rockmetal.pl | nowe na stronie | RSS RSS | wieści | forum | o nas | reklama | napisz do nas