zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 4 kwietnia 2020

recenzja: Sodom "In War And Pieces"

21.02.2011  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Sodom
Tytuł płyty: "In War And Pieces"
Utwory: In War and Pieces; Hellfire; Through Toxic Veins; Nothing Counts More Than Blood; Storm Raging Up; Feigned Death Throes; Soul Contraband; God Bless You; The Art of Killing Poetry; Knarrenheinz; Styptic Parasite
Wykonawcy: Tom "Angelripper" Such; Bernd "Bernemann" Kost; Bobby Schottkowski
Wydawcy: Steamhammer, SPV Records
Rok wydania: 2010
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Czy to się komuś podoba, czy nie - z pewnymi oczywistymi muzycznymi faktami po prostu się nie dyskutuje. Tom Angelripper i jego Sodom to kapela bez dwóch zdań kultowa. Dziesiątki lat działalności, niebagatelny wpływ na scenę black, thrash i death metal, olewczy stosunek do napuszonego wizerunku scenicznego i w ogromnej większość wierność własnemu niepowtarzalnemu chamskiemu, wojennemu stylowi. Nie ma bata. Do dziś, jak spotykasz gościa z naszywką "Agent Orange", wiesz z kim masz do czynienia. Wiesz, że nie słucha nowomodnego amerykańskiego, stoiskowego pierdzenia wciskanego jako new-thrash i nie popija na wycieczkach rowerowych mineralnej z cytryną. Śpi mi się też spokojniej, kiedy wiem, że takie zespoły jak Sodom nadal stoją na straży kapitalnego grania. I choć mam świadomość, że ich dni już są raczej policzone (w tym przypadku prawie 30 lat grania), to nie burzy mi to jakoś radochy z odsłuchu ostatnich dokonań. Na kolanach pieszczę właśnie "In War And Pieces", czternasty już krążek germańskich thrashmetalowców z zagłębia Gelsenkirchen - i wyjść nie mogę z podziwu, bo to właśnie ta płyta, wraz z "Hordes Of Chaos" Kreator, rozwiązuje konflikt ostatnich trzech lat pt. Europa czy Ameryka. Niemcy górą moi drodzy, ich okupacja gatunku thrash metal trwa.

Radość tym większa, że z jakąś specjalną napałką na "In War And Pieces" nie czekałem. Jak zwykle byłem przygotowany na regularne uderzenie, wypicie pół litra czystej z ogórkiem kiszonym i beknięcie pod nosem - stary Sodom... i ch**. Coś się jednak tutaj zmieniło. Może to niewłaściwe określenie, raczej nabrało nowego sznytu, dzięki bardzo fajnie zastosowanemu odczyszczaniu i smarowaniu niezawodnego niemieckiego silnika, będącego zasługą naszego agenta na obczyźnie - Waldemara Sorychty. I od tego wypadałoby zacząć. Mimo iż ta płyta to wciąż to samo dźwiękowe Luftwaffe, to jest na niej wszechobecne tchnienie twórczości nieodżałowanego Grip Inc. A więc tego, ujmowanego jako nowoczesny, metalu z pierwszej połowy lat 90-tych. Słychać to w charakterystycznej produkcji i niekończących się kanonadach riffowych, które mimo iż z sodomowym posmakiem, to jednak na i na takim "Nemesis" spokojnie znalazłyby "swój kawałek podłogi". Co najciekawsze, tego typu patent, jakkolwiek wymyślony z 16 lat temu, nadal brzmi świeżo, czyniąc charakterystyczną muzykę ekipy Onkel Toma towarem wciąż atrakcyjnym.

Najpierw wejście "hiszpańskiej", nerwowej niczym matador z byczym rogiem w pośladku, gitary akustycznej, a dalej już tylko wojna, która - parafrazując tytuł płyty - pozostawia słuchacza w kawałkach. Muzyka w numerze tytułowym, rzuconym jako pierwszy na pożarcie, czy następnych po prawdzie do wydumanych nie należy. Kwintesencją wszystkiego okazuje się tutaj być przede wszystkim motoryczna gitara, który po połowie kawałka nagle przyspiesza wtórując atakom solówek. Nad tym wszystkim unosi się krzyk Angelrippera, który tym razem wypada jak skrzyżowanie nieodżałowanego Gusa Chambersa i Mille'a Pettrozy, jawiąc się w swej manierze jako forma manifestu. Bez wytchnienia podąża kolejny, świetlnie rozpędzony "Hellfire", łączący w sobie cechy najlepszych wątków twórczości Slayer, Kreator i wynalazku będącego wypadkową stylu gry Kirka Hammeta i Kerrego Kinga(!). Dalej wręcz punkmetalowym smrodem zaczepia "Through Toxic Veins". "Nothing Counts More Than Blood" zaskakuje barwami żywcem zaczerpniętymi ze sławetnych "Peace Sells... But Who's Buying" lub "So Far So Good So What" Megadeth. Brzmienie o niebo lepsze, lecz klimat w zasadzie ten sam. Jest też kilka bardziej przystępnych momentów, jak wstępna część "God Bless You", które przez te kilka sekund swojego trwania przywołuje klimaty Opeth a nawet Anathema. Zachwyca mnie także zakończenie tego krążka - "Styptic Parasite", który charakterystycznym, ciętym riffem i pojechaną melodyką jak w pysk strzelił zdradza konotacje z genialnymi multiplatynowymi "Countdown To Extinction" i "Youthanasia".

Jak widzicie, Niemcy korzystając nie tylko z własnych odkryć, podbijają Amerykę jej własną bronią. Po prawdzie, za grosz tu oryginalności, ale nie o to w thrash metalu przecież chodzi. Płyta posiada zaletę wysokiej słuchliwości. Jest brutalna, ale i na swój sposób przebojowa, szorstka, ale także melodyjna. Jest przy tym fenomenalnie zagrana, ale nie pozbawiona punkowej zadziorności, niezbędnej dla otrzymania dobrze znanej atmosfery rewolty i buntu antyrządowego, antywojennego czy jakiego tam sobie chcecie. Jeśli kochacie klasyczny thrash metal, tak kosmopolitycznie - i ten europejski, i ten amerykański - a także jeśli pamiętacie o Waldemarze Sorychcie i Grip Inc., nadto za nic mając sobie opinie tych, którym progresu nigdy za wiele, to pokochacie ten materiał i ocenicie go wysoko, tak, jak ja to niniejszym czynię. Najlepsza rzecz, która wyszła spod rąk starej gawiedzi na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Sodom "In War And Pieces"
universal_soul (gość, IP: 84.13.63.*), 2014-04-01 15:00:44 | odpowiedz | zgłoś
Ok - wyjątek. Kruk - przesłuchaj to jeszcze raz, bo chyba się pomyliłeś chłopie. Ta płyta nie może Ci się podobac, bo jest dobra.

Przesłuchałem kilka kawałków i naprawdę nieźle dają. Jeśli miałbym mieć jakąś "uwagę" to Tom za wysoko wyciąga wokale - tak jakby chciał zabrzmieć jak Tom Araya? Mnie to osobiście miejscami drażni. Ale takie "God bless you" kopie dupę po całości
stary dobry zespół
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-09-02 16:01:26 | odpowiedz | zgłoś
Materiał jest niezły. Dziś jakoś naszło mnie na ten Sodom.
Nawet widzę w tym najlepsze lata Agent Orange (płyta gorsza od tej ale za to dorównuje Better of Dead)
Recenzja konkretna, wulgarzyzmów nie ma a jak są to sporadycznie i użyte we właściwym miejscu i tak trzymać.

Słuszne stwierdzenie. W thrashu jakby Niemcy wracali do łask, czy w lepszym stylu od USA??? trudno powiedzieć, bo na ten moment wyszły niezłe płyty m.in. nowy Over Kill

Sodom powinien mieć jeszce jednego gitarmena, bez solówek na koncercie raczej ciężko
re: stary dobry zespół
universal_soul (gość, IP: 84.13.63.*), 2014-04-01 03:34:16 | odpowiedz | zgłoś
Better off dead jest 17 razy lepszy od Pomarańczowego agenta
re: stary dobry zespół
pik (gość, IP: 83.9.99.*), 2014-04-01 14:10:51 | odpowiedz | zgłoś
to jest jescze inny ''better off dead'' oprócz tego w wykonaniu bad religion i anathemy? muszę posłuchać;)
re: stary dobry zespół
universal_soul (gość, IP: 84.13.63.*), 2014-04-01 14:58:21 | odpowiedz | zgłoś
Heh - jest, jest:) Posłuchaj sobie "Saw is the law" albo "Cold Sweat" covera Thin Lizzy jaki na tej płytce zrobili. Albo "Ressurection":) jak dla mnie płytka rozpierdala
re: stary dobry zespół
Andi69 (gość, IP: 83.19.161.*), 2016-07-20 14:21:59 | odpowiedz | zgłoś
o racja. jedna z najlepszych płyt metalowych w ogóle. agent jest jeszcze taki dosyć prosty i melodycznie infantylny. better brzmi o wiele bardziej dojrzale. oczywiście jak na standardy metalowe bo ogólnie jazz to to nie jest
re: stary dobry zespół
Ziomaletto
Ziomaletto (wyślij pw), 2018-01-31 09:49:32 | odpowiedz | zgłoś
Czytasz czasem przed wysłaniem te idiotyzmy, które wypisujesz? Niby od której strony Better Off Dead jest bardziej dojrzałe od Agenta? Chyba od tej, do której słońce nie dochodzi, bo to że coś jest bardziej heavy metalowe, nie znaczy zaraz że jest bardziej dojrzałe. Wtedy Black Album byłby bardziej dojrzały od AFJA. Dojrzałe to jest Persecution Mania, albo M-16, a nie pierdołowate Better Off Dead, które jest wyraźnie gorsze i od Persecution, jak i od Agenta, który niby jest "melodycznie infantylny". Taaa, bo na Better Off Dead melodie są takie kurna dojrzałe.
co z tego że kultowa
minus
minus (wyślij pw), 2011-02-25 15:35:29 | odpowiedz | zgłoś
skoro odwalają od stuleci jakąś biedę. Dwie fajne płyty nagrali bardzo dawno temu i tyle. A jeśli ktos wychodzi z założenia że stare=kultowe, a jeśli kultowe to musi być zajebiste i 9/10 to niech fan club prowadzi a nie za recenzje się bierze
re: co z tego że kultowa
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2011-02-25 20:48:08 | odpowiedz | zgłoś
Spokojnie grubasku, to bardzo dobra płyta...tak po prostu.
re: co z tego że kultowa
universal_soul (gość, IP: 84.13.63.*), 2014-04-01 03:33:33 | odpowiedz | zgłoś
Nie słyszałem ale napiszę, że mało prawdopodobne żeby była dobra. Skoro piszesz, że dobra najpradodpobniej to jakiś odtwórczy gniot
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (465 głosów):

 
 
80%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Sodom

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Vader "Necropolis"
- autor: Megakruk

Sepultura "A-Lex"
- autor: Piter_Chemik

Dismember "The God That Never Was"
- autor: Mrozikos667

Kreator "Hordes of Chaos"
- autor: Kępol

Benediction "Organized Chaos"
- autor: m00n

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy obecnie poświęcasz więcej czasu na słuchanie muzyki niż miesiąc temu?