zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 28 lutego 2020

recenzja: Anathema "Weather Systems"

24.09.2012  autor: Paweł Kuncewicz
okładka płyty
Nazwa zespołu: Anathema
Tytuł płyty: "Weather Systems"
Utwory: Untouchable, Part 1; Untouchable, Part 2; The Gathering Of The Clouds; Lightning Song; Sunlight; The Storm Before The Calm; The Beginning And The End; The Lost Child; Internal Landscapes
Wykonawcy: Vincent Cavanagh - wokal, gitara; Daniel Cavanagh - gitara, instrumenty klawiszowe, wokal; John Douglas - instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe, gitara; Jamie Cavanagh - gitara basowa; Lee Douglas - wokal
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

W przededniu kolejnej serii koncertów, wymierzonej w nasz kraj przez Anathemę, nadeszła pora na recenzję, do której długo się zbierałem. Wiadomo, że do pisania o takich płytach, jak "Weather Systems" potrzeba odrobiny dystansu. Taki materiał najlepiej weryfikują czas, ilość przesłuchań i wykonanie go na koncercie.

Długo oczekiwany "We're Here Because We're Here" trochę jednak rozczarował. Przede wszystkim był nieco nierówny i przepchany progresywnym patosem a'la Steven Wilson, którego wyczuwalną od razu manierę nie każdy dobrze znosi. Dla tych, którzy odnieśli podobne wrażenie, jest dobra wiadomość - na "Weather Systems" nie ma po tym śladu i w ogóle ciężko odnieść wrażenie, że to kontynuacja czegokolwiek. Zawartość muzyczna albumu to zupełnie inna bajka - spójna, skondensowana, idealna do słuchania w całości, od początku do końca utrzymana w jednolitym klimacie i posiadająca jeden niesamowity atut - to muzyka prosta, nieprzekombinowana i przyjemna.

I jeszcze jedną rzecz Anathema zdecydowanie odrzuciła. Na próżno tu szukać jakichś depresyjnych, dołujących nastrojów znanych z wcześniejszych płyt. "Weather Systems" to afirmacja pozytywnych, pełnych nadziei i ukojenia dźwięków, i to w takim progresywnym, camelowym stylu. Przy pierwszym odsłuchu w pewnym sklepie muzycznym padło stwierdzenie "taki rock dla bab". I faktycznie coś w tym musi być, bo bracia Cavanaght odnaleźli złoty środek - tworząc miłą, nieinwazyjną muzykę nadal znajdują się w ścisłej światowej czołówce, w głównej mierze właśnie dzięki tym "babom", które przecież drzwiami i oknami walą na koncerty grupy. Dlatego właśnie główny zarzut to przesłodzenie muzyki. Bo ile można grać w balladowym tonie z łezką wzruszenia w oku? Ech, przydałaby się odrobina rockowego pazura, ale tym razem (niestety) trzeba obejść się smakiem.

Opowieść "Weather Systems" toczy się na tle ciepło brzmiących klawiszy, smyków, gitar akustycznych, wokali Vincenta i Lee - w delikatnych, orkiestrowych aranżacjach. Są tutaj rzeczy, które spokojnie mogłyby się znaleźć na listach przebojów, jak chociażby otwierający płytę "Untouchable", który przechodzi w drugą część i w ten sposób mamy elegancką, ponad 10-minutową suitę na początek. Z bardziej wyróżniających się fragmentów uwagę zwraca "The Beginning And The End", który spokojnie mógłbym się znaleźć na albumie "Judgement", albo składający się z dwóch odrębnych utworów "The Storm Before The Calm" (jako jedyny sygnowany przez perkusistę Johna Douglasa - pod pozostałymi utworami podpisał się Daniel Cavanaght). Zakończenie nachalnie przywodzi na myśl kompozycję "Temporary Peace", jakby zachęcając do sięgnięcia po anathemowy klasyk "A Fine Day To Exit".

Ciężko mi teraz stwierdzić, czy "Weather Systems" będzie moją płytą 2012 roku, ale już na pewno wiem, że to jeden z takich albumów, do których będzie się wracało nawet i po wielu, wielu latach.

P.S. Do limitowanej edycji wydawnictwa dołączona jest płyta DVD z dźwiękiem 5.1. Przedziwne jest to zjawisko, bowiem miks jest zupełnie inny, niż w wersji stereo. Wokale wchodzą w innych momentach, kompletnie inne brzmienie - inaczej nagrane zostały basy, gitary. A wszystko brzmi niczym wersja demo. Kto powie, co "poeta miał na myśli"?

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Anathema "Weather Systems"
saxon01 (gość, IP: 176.96.165.*), 2013-12-23 21:08:43 | odpowiedz | zgłoś
dluuuugo przekonywałem sie do tego longa,jak i "we here..."początkowo posłuchałem 2-3 razy i odpusciłem,brakowało tego co najepsze z poprzednich płyt,zasłuchałem sie w Wolverine - Communication lost bo takiej płyty oczekiwałem od Anathemy,z takim wyjebistym klimatem i tak pieknym audiofilskim brzmieniem,a tu dupa.i po roku prawie znowu zacząłem przegryzać Weather...i We here...,i weszło delikatnie powoli i weszło,i jest pieknie,Ana poszła w kierunku który kiedyś obrał the Gathering choćby na "How to Measure A planet"bardziej ambitną,kosmiczną,rock - progresywną muze przez duże "M",mysle ,że nawet z delikatną domieszką trip rocka,albumy są przecudne
re: Anathema "Weather Systems"
universal_soul (gość, IP: 89.242.81.*), 2013-03-30 05:55:43 | odpowiedz | zgłoś
Ja osobiście kilka razy próbowałem podejścć do Anathemy ale nigdy tego nie kupiłem. Chciałem ich polubić bo to co Danny Cavanagh opierdolił na "Leaving Eden" Antimattera przechodzi ludzkie pojęcie. Muzyka nie jest najgorsza ale wokale jak dla mnie Vincent Cavanagh zwyczajnie wszystko zabijały jak dla mnie. Tutaj śpiewa jakoś lepiej, nie wiem czy to zasługa elektroniki, czy czegoś innego. Wyraźnie ma lepsze góry, doły są nie do zniesienia. Widziałem kiedyś koncert Anathemy po zmianie wokalisty i wokale brzmiały bardzo miałko, jakby facet śniadania nie jadł i głos mu się łamał. Jeśli ktoś lubi art rocka w najlepszym wyadaniu niech posłucha czegokolwiek Antimattera, np. ostatniego krążka "Fear of a Unique Identity" - to jest szczyt niedościgniony tego typu muzy. Z jakichś powodów nikt tutaj o Antimatter nie pisze. Odświeża się jakieś starocie - raz lepsze raz gorsze - i zachwyca nad nimi głównie dlaetgo, że to starocie, kiedy teraz są zespoły które niejednokrotnie przebijają tamte dokonania
re: Anathema "Weather Systems"
samja (gość, IP: 178.42.73.*), 2013-03-10 03:21:18 | odpowiedz | zgłoś
Może nie bida i nie płacze po próżnicy... Troszkę zrozumienia i może pójdzie... Nawet kozak, któremu życie da popalić, spuści nieco z tonu i da popis Artu, takiego z dużej litery... Nikomu nie życzę takiego doświadczenia, jak strata ukochanego synka...
Jak mawiała moja babcia...
Westpreussen
Westpreussen (wyślij pw), 2012-09-26 12:24:39 | odpowiedz | zgłoś
... zesrała się bida i płacze.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (310 głosów):

 
 
75%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Iron Maiden "Brave New World"
- autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
- autor: piolo
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Piotr Legieć
- autor: Rafał "Negrin" Lisowski
- autor: Marcin Bochenek

Katatonia "Dead End Kings"
- autor: Ania Oskierko

Motorhead "Motorizer"
- autor: Szamrynquie

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

My Dying Bride "A Map Of All Our Failures"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o pomyśle utworzenia klasy o profilu disco polo?