zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 22 września 2020

recenzja: Arena "The Unquiet Sky"

30.09.2015  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Arena
Tytuł płyty: "The Unquiet Sky"
Utwory: The Demon Strikes; How Did It Come To This?; The Bishop Of Lufford; Oblivious To The Night; No Chance Ecounter; Markings Of Parchment; The Unquiet Sky; What Happened Before; Time Runs Out; Returning The Curse; Unexpected Dawn; Traveller Beware
Wykonawcy: Paul Manzi - wokal; John Mitchell - gitara; Clive Nolan - instrumenty klawiszowe; Kylan Amos - gitara basowa; Mick Pointer - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Verglas Music
Rok wydania: 2015
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

"The Unquiet Sky" to ósmy album studyjny tego znakomitego brytyjskiego bandu grającego progresywnego rocka. Jak to często zdarzało się w twórczości formacji, kolejny longplay koncepcyjny. Wydanie właśnie tego krążka łączy się z jubileuszem dwudziestolecia istnienia Areny. Tym razem Clive Nolan napisał teksty inspirowane twórczością M.R. Jamesa - autora horrorów, który żył na przełomie XIX i XX wieku w Anglii. Muzykę skomponowali głównie współzałożyciele formacji, czyli Pointer i Nolan, z niewielką pomocą Mitchella. Swoją niepoślednią rolę zaznaczył także wokalista Paul Manzi, nagrywający z kompanami już drugą płytę. Jest on twórcą dwóch kompozycji. Wśród wykonawców nowa twarz, na basie Johna Jowitta zastąpił Kylan Amos.

Początek otwierającego album utworu "The Demon Strikes" orkiestrowym brzmieniem przypomina ścieżkę dźwiękową horroru, potem znienacka wchodzi solówka gitarowa - ciężka i drapieżna, ale porywająca. Jednocześnie słyszymy niezwykle potężną i mocarną perkusję. Dopiero dalej partie wokalne. Zwrotka i refren zakończone są ponownie frazami gitar. W tle pięknie brzmiące klawiszowe pasaże chóralno - orkiestrowe, harmonie wokalne. Do tego po raz trzeci zjawia się świdrująca gitara z urwanym nagle finałem.

Ballada rockowa "How Did It Come To This?" jest kompozycją Manziego. Najpierw fortepianowy prolog z udziałem wokalu ilustrowany z głębi klimatami orkiestrowymi. Wiadomo, solówka Mitchella przepiękna (przypomina Riverside) - tylko jedna, ale za to jaka? Cały czas w tle klawiszowy chór. Na koniec mamy kilka sekund tajemniczych dźwięków.

Bardzo dynamiczny wstęp w "The Bishop Of Lufford" przechodzi w zwolnienie tempa, gdzie na moment pojawia się gitara cudo, trochę delikatniej brzmiąca niż dotychczas. W zakończeniu żywiołowy popis Mitchella i Manziego. "Oblivious To The Night" - najpierw odgłosy pisania na maszynie i szepty duchów, potem fortepian i deklamacja wokalisty w towarzystwie klawiszowych smyczków i gitary rytmicznej.

Na początku nagrania "No Chance Ecounter" mamy trochę dźwięków różnych, a zarazem dziwnych. Potem numer rozwija się dynamicznie całą mocą wszystkich instrumentów i wokalu. Słychać też jakby operowy głos we fragmencie w tle, lecz mocno wyeksponowany. No i oczywiście John Mitchell pruje świetne melodie na gitarze, aż serce się raduje, że tak można. Chwyta niesamowicie. I jeszcze te klawiszowe chóry! Wszystko urywa się nagle - ale przechodzi płynnie w następny kawałek. Najkrótszy, trwający trochę ponad dwie minuty instrumentalny "Markings On A Parchment" (kompozycja Amosa), spokojny i wyciszony, z męskim głosem puszczonym z taśmy od tyłu i chóralnym zwieńczeniem.

Tytułowy "The Unquiet Sky" stanowi jakby kontynuację poprzedniego nagrania. Wstęp tworzy pizzicato na smykach zagrane klawiszami i rozmarzony głos wokalisty. Melodia szybko wpada w ucho. A w refrenie Mitchell z trochę przetworzonym syntezatorowo dźwiękiem. Następnie pięknie wpasowane akordy pianina, jak w koncercie fortepianowym, i cały czas John nie zwalnia na gitarze. W finale ponownie pizzicato i szmery oraz szepty duchów, aż ciarki przechodzą.

"What Happened Before" rozpoczyna spokojny śpiew przy fortepianie, którego melodia przypomina "Baranka na Broadway'u" Genesis, a dalej hardrockowa jazda i sporo klawiszy. Od tego kawałka rozpoczyna się ożywienie, jeśli chodzi o partie syntezatorowo - organowe w interpretacji Cliva Nolana. Utwór ten płynnie przeistacza się w kolejny, "The Runs Out", z riffami oraz klawiszowymi partiami ozdobionymi krótkimi solówkami gitar. Generalnie propozycja ukazuje oblicze i wirtuozerię Nolana. Podobnie prezentuje się "Returning The Curse", gdzie królują klawiszowe popisy.

Drugą balladą rockową na krążku jest "Unexpected Dawn"- autorstwa Manziego. Trochę w stylu Scorpions lub Whitesnake, z fantastyczną partią solową gitary. Ale, jak wsłuchamy się dokładniej, wychodzi na to, że Manzi śpiewa jak Gillan i przypomina się Deep Purple. Ostatni, najdłuższy (ponad siedem minut) numer na kompakcie to "Taveller Beware" z szeptami duchów na wstępie. Mamy tu różnorodność tempa, wokalista śpiewa bardzo wysoko i czysto - całą mocą. Mitchell pojawia się i znika ze swoimi krótkimi, ale niesamowicie porywającymi solówkami. W epilogu uwagę zwraca duet wokalu i wchodzącej w jego linię melodyczną gitary. Kapitalnie zgrane i zakończone gwałtownie gitarowym riffem.

Arena wydała bardzo dobrą płytę. Inną od poprzedniczki, "The Seventh Degree Of Separation". Tym razem materiał jest może trochę trudniejszy, wymagający maksimum wsłuchania się (najlepiej na słuchawkach). Mnóstwo tutaj aranżacyjnych smaczków, głosów, pogłosów i dźwięków towarzyszących. Jest kapitalna gra Johna na gitarze i wysmakowane partie Clive'a na instrumentach klawiszowych. Słychać potęgę sekcji rytmicznej i świetne partie wokalne Paula. Nie ma jakiegoś nagrania szczególnie odstającego poziomem od pozostałych, przez co całości słucha się świetnie. Istotnym elementem muzyki na tym krążku jest wszechobecność melodii oraz harmonicznych powiązań brzmienia instrumentów. Album ten można zarekomendować miłośnikom rocka neoprogresywnego, szczególnie tym, którzy gustują w jego mocniejszym hardrockowym obliczu.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Arena "The Unquiet Sky"
wintermoon (gość, IP: 31.179.221.*), 2015-10-01 13:44:47 | odpowiedz | zgłoś
jak dla mnie póki co płyta roku 2015