zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 15 listopada 2018

recenzja: Black Sabbath "Volume 4"

15.01.2001  autor: Elwood
okładka płyty
Nazwa zespołu: Black Sabbath
Tytuł płyty: "Volume 4"
Utwory: Wheels Of Confusion; Tomorrow's Dream; Changes; FX; Supernaut; Snowblind; Cornucopia; Laguna Sunrise; St. Vitus Dance; Under the Sun
Wykonawcy: Ozzy Osbourne - wokal; Tony Iommi - gitara, instrumenty klawiszowe; Geezer Butler - gitara basowa; Bill Ward - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 1972
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Pierwotnie album ten miał nosić tytuł "Snowblind", jednak już po raz drugi (wcześniej zmiana "War Pigs" na "Paranoid") wytwórnia nie zgodziła się na nazwę proponowaną przez zespół. Tym razem poszło o jawne wychwalanie kokainy.

"Volume 4" wyraźnie różni się od trzech poprzednich wydawnictw zespołu. Black Sabbath zaczął eksperymentować i szukać nowych brzmień, jednocześnie starając się rozbudować fakturę swoich utworów i wzbogacić ich aranżację. Pojawia się tu nawet fortepian! W cień usunął się Butler, którego partie na basie nie są już tak wyeksponowane, jak miało to miejsce na poprzednich albumach.

Ciekawa jest historia powstania "Vol. 4", jak wspomina Iommi: "Na czas nagrywania naszego czwartego albumu zajęliśmy ogromną posiadłość w Los Angeles. Co wieczór upijaliśmy się, potem braliśmy pełno prochów i spotykaliśmy się w znajdującej się tam ogromnej sali balowej, gdzie tworzyliśmy razem muzykę - do czwartej, piątej nad ranem. W takich okolicznościach powstała większość utworów, które znalazły się na "Volume 4."

W rezultacie słuchacze otrzymali płytę dosyć dziwną i zakręconą, z małą ilością kawałków wpadających w ucho. Na główny plan wybijają się "Snowblind", "Supernaut", "Changes" i świetny instrumentalny "kawałek" - "Laguna Sunrise". To właśnie te utwory po przesłuchaniu całej płyty pamięta się najlepiej, reszta nie pozostawia prawie żadnych wspomnień.

Przyjrzyjmy się teraz utworom, które znalazły się na albumie...

"Wheels of Confusion" (7/10) - trochę dziwny, nietypowy dla BS wstęp na gitarze przechodzi w ostry i namolnie grany riff. Po drugiej zwrotce mamy dosyć ciekawą, rozbudowaną część instrumentalną. Potem przez kilka minut z nadzieją czekamy na zakończenie utworu, kiedy pojawia się fajna solóweczka, która niespodziewanie przechodzi w gitarę akustyczną i rewelacyjną melodię (ciekawe klawisze i perkusja), a potem kolejną, długą solówkę. To piosenka, która ma zarówno świetne, jak i beznadziejne momenty. Gdyby nie odlotowe motywy instrumentalne, byłby to raczej mdły i nieciekawy utwór.

"Tomorrow's Dream" (7/10) - rozpoczyna się fajnym riffem, ale potem jest raczej nudno. Warto zwrócić uwagę na ciekawy wokal w trzeciej zwrotce i następującą po niej solówkę, a także przebrzmiewające od czasu do czasu klawisze.

"Changes" (8/10) - kiedy pierwszy raz słyszy się te piosenkę, naprawdę trudno uwierzyć, że to Black Sabbath! Podkład muzyczny wykonywany jest tylko i wyłącznie na fortepianie (gra na nim Iommi), czasami można dosłuchać się jeszcze innych instrumentów klawiszowych. Podoba mi się wokal Ozzy'ego i tekst, opowiadający o utraconej miłości. Nie przekonuje za to słaby refren. Motyw na fortepianie i cała piosenka jest OK, tylko że to wszystko trwa zbyt długo, gdyby utwór kończył się po 2,5 minutach, byłoby rewelacyjnie. Ale w sumie to całkiem fajna ballada!

"FX" (bez oceny) - chyba jeden z najbardziej hybrydalnych utworów w dziejach muzyki. Nie ma tu żadnego rytmu, słyszymy tylko dziwaczne dźwięki i jakieś uderzenia, wsłuchując się możemy usłyszeć nawet czyjś głos. Brzmi to wszystko, jak nagrane uderzenia prętem w szafę, z dodanym echem. Tworzy tajemniczy, psychodeliczny klimat. Geezer Butler tłumaczy genezę powstania tego utworu w ten sposób: "Pewnej nocy Tony postanowił pójść do studia. Kiedy tam wszedł, zdjął całe ubranie i zaczął tańczyć dookoła, mając tylko gitarę i krzyż zwisający z szyi, uderzający w struny. Byliśmy tak nawaleni, że pomyśleliśmy, że nagranie tego i umieszczenie na płycie będzie świetnym pomysłem." Jakoś niezbyt mnie to przekonuje, ale kto wie...

"Supernaut" (10/10) - chyba najbardziej melodyjny i przebojowy utwór na albumie. Świetny, łatwo wpadający w ucho riff Iommiego, doskonała linia melodyczna z fajnie wydzierającym się Ozzym, ponadto odlotowa solówka z głównym riffem w podkładzie, powodują, że warto posłuchać go jeszcze raz, a potem jeszcze i jeszcze... Warto zwrócić uwagę na ciekawy fragment pod sam koniec utworu, w którym słyszymy różne instrumenty perkusyjne, tworzące interesujący, wręcz latynoski rytm. Dla mnie numer 1 z tej płyty!

"Snowblind" (9/10) - zdecydowanie najbardziej znany utwór z tegoż albumu, ze świetnym riffem, fajnym wokalem i fantastycznym refrenem. Polecam wsłuchać się w tekst, po wychwalaniu marihuany ("Sweet Leaf" z "Master of Reality") przyszedł czas na kokainę...

"Cornucopia" (8/10) - ciężki, mroczny riff, a potem fajna linia melodyczna z bardzo dobrym wokalem i odlotowym refrenem. Mamy tutaj dosyć dziwaczną solówkę z ciekawymi efektami dźwiękowymi (m.in. gong). Ponoć Bill Ward nie mógł nauczyć się swojej partii do tego utworu i przez to omal nie wyleciał z zespołu, ale wsłuchując się w perkusję, raczej nie wydaje się to prawdopodobne.

"Laguna Sunrise" (10/10) - drugi w historii zespołu utwór instrumentalny wykonany na gitarze akustycznej. Znacznie przebija "Orchid" z poprzedniego albumu. Mamy tu przede wszystkim o wiele ciekawszy riff, a ponadto cudowne klawisze w tle. Naprawdę odlotowy, relaksujący utwór, którego słucha się z przyjemnością i który wprowadza w doskonały nastrój. REWELACJA!

"St. Vitus Dance" (7/10) - całkiem fajny melodyjny riff, ale raczej słaby wokal, tworzą przeciętną i krótką piosenką. Jedyne, co zwraca tu uwagę to doskonała gra Tony'ego.

"Under the Sun" (8/10) - na poczatek toporny, mroczny riff, a potem nagłe przyspieszenie i dosyć fajna linia melodyczna. Znowu mamy dziwne dwie solówki, w drugiej uwagę zwraca fajny podkład.

I to już wszystko... Myślę, że "Volume 4" nie sprawia takiego wrażenia, jak poprzednie wydawnictwa zespołu, ale także słucha się go z przyjemnością. Jest to po prostu kawał dobrej roboty i myślę, że warto tego posłuchać!

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Black Sabbath "Volume 4"
tobollik (gość, IP: 83.7.150.*), 2018-01-24 21:07:28 | odpowiedz | zgłoś
Raczej jesteś w błędzie:)"Volume 4" wyraźnie różni się od trzech poprzednich wydawnictw zespołu. Black Sabbath zaczął eksperymentować i szukać nowych brzmień, jednocześnie starając się rozbudować fakturę swoich utworów i wzbogacić ich aranżację. Pojawia się tu nawet fortepian!
Tak to twoje słowa a nastepnie zrobiłeś z tego zarzut:)))
To zdecydowanie najlepszy materiał grupy a wheels jest perełką,prosta z pozoru narracja tekstowa jest zaletą zespołu a nie wadą za to kocha sie ten zespół.
8??? nie ma mowy
wacuch (gość, IP: 109.243.149.*), 2011-09-26 11:21:03 | odpowiedz | zgłoś
pierwsze 6 albumów BS zasługuje na 11tke, H&H na 10 i będzie OK, to są po prostu od początku do końca arcydzieła hard rocka, w tamtych czasach to był kosmos a dziś megazacna muza
re: 8??? nie ma mowy
Staalkyer
Staalkyer (wyślij pw), 2011-09-26 11:44:22 | odpowiedz | zgłoś
racja, wypada jeszcze dodać że właśnie na 4-ce narodził się gatunek stoner/sludge
re: 8??? nie ma mowy
ert777 (gość, IP: 89.75.176.*), 2011-09-27 18:26:50 | odpowiedz | zgłoś
Narodziny stoner/sludge to raczej miały miejsce już na Master of Reality.
re: 8??? nie ma mowy
Staalkyer
Staalkyer (wyślij pw), 2011-09-28 09:11:22 | odpowiedz | zgłoś
można dyskutować, ja jednak stawiam na vol. 4

Oceń płytę:

Aktualna ocena (315 głosów):

 
 
86%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Iron Maiden "The Number Of The Beast"
- autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą piosenkę najczęściej śpiewasz pod prysznicem?