zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 8 października 2026

recenzja: Charlie Watts Meets the Danish Radio Big Band "Charlie Watts Meets the Danish Radio Big Band"

7.10.2026  autor: Krasnal Adamu
okładka płyty
Tytuł płyty: "Charlie Watts Meets the Danish Radio Big Band"
Utwory: Elvin Suite - Part 1; Elvin Suite - Part 2; (Satis) Faction; I Should Care; You Can't Always Get What You Want; Paint It Black; Molasses
Wykonawcy: Gerard Presencer - instrumenty dęte, dyrygent; Anders Gustafsson - trąbka; Christer Gustafsson - trąbka; Thomas Kjaergaard - trąbka; Mads La Cour - trąbka; Vincent Nilsson - puzon; Peter Jensen - puzon; Steen Nikolaj Hansen - puzon; Annette Saxe - puzon; Jakob Munck Mortensen - puzon; Nicolai Schultz - saksofon altowy, flet; Uffe Markussen - saksofon tenorowy, klarnet; Lars Moeller - saksofon tenorowy, klarnet; Pernille Bevort - saksofon sopranowy, saksofon altowy, flet; Pelle Fridell - saksofon barytonowy, klarnet; Steen Rasmussen - Rhodes, Hammond; Per Gade - gitara; David Green - kontrabas; Kaspar Vadsholt - gitara basowa; Charlie Watts - instrumenty perkusyjne; Soeren Frost - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Impulse!
Premiera: 21.04.2017
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

W jednej z przerw od nagrywania i koncertowania z The Rolling Stones, perkusista Charlie Watts razem ze swoim przyjacielem z dzieciństwa i wieloletnim towarzyszem z różnych jazzowych formacji, kontrabasistą Dave'em Greenem, współtworzył projekt znany m.in. jako The ABC&D of Boogie Woogie. Z kolei w przerwie w występach tej grupy, w październiku 2010 roku w Kopenhadze obaj ponownie spotkali się na scenie z Gerardem Presencerem, z którym współpracowali już na przestrzeni dwóch poprzednich dekad w The Charlie Watts Quintet oraz w Charlie Watts and the Tentet. Z aktualnym zespołem trębacza, Big-Bandem Duńskiego Radia zagrali w sali koncertowej krajowej rozgłośni jazzowy set, a sześć i pół roku później zapis wydarzenia ukazał się wreszcie na płytach.

Na trzech stronach książeczki Gerard Presencer opisał tę historię z własnej perspektywy. Wkrótce po otrzymaniu pracy w Danish Radio Big Band rozmawiał przez telefon z Charliem Wattsem i dowiedział się, że na początku lat 60. perkusista spędził już kilka miesięcy w Danii i grywał w tym czasie jazz w różnych zespołach. Pojawił się pomysł wspólnego koncertu, będącego w pewien sposób powrotem muzyka na lokalną scenę po upływie prawie pół wieku. Trębacz omówił szczegóły z osobami odpowiedzialnymi za terminarze obu stron. Zaplanowano cztery dni prób, a piątego miał się odbyć występ w nowo otwartej sali radia. Aranżacjami i produkcją zajął się Gerard Presencer. Za selekcję materiału odpowiadał razem ze swoim słynnym gościem - i na tym polu muzycy lekko zaskoczyli. W przeciwieństwie do większości pozarockowych publikacji perkusisty, na wydanym z inicjatywy trębacza albumie znalazły się głównie nie jazzowe standardy, tylko utwory, przy których tworzeniu Charlie Watts był obecny lub nawet je napisał. Połowa setu to przeróbki przebojów The Rolling Stones: "(I Can't Get No) Satisfaction", "You Can't Always Get What You Want" i "Paint It Black". "Elvin Suite", tu podzielony na liście utworów na dwie części, pochodzi z autorskiego projektu Charliego Wattsa i Jima Keltnera. Kompozycje spoza tego towarzystwa są tylko dwie: "I Should Care" Axela Stordahla, Paula Westona, Sammy'ego Cahna oraz "Molasses" Joe Newmana. Mimo że na podstawie wybranego materiału można uznać, że perkusista jest tu gwiazdą, bohaterem i adresatem hołdu, według książeczki odmówił on gry na podwyższeniu nad zespołem - chciał być ze swoim zestawem między resztą muzyków. Siłą rzeczy nie występował przez cały czas ze wszystkimi członkami big-bandu - odpowiednicy Charliego Wattsa i Dave'a Greena musieli ustąpić im miejsca i dołączali do kolegów tylko w niektórych utworach. Kto jest w projekcie najważniejszy, nie można jednak mieć wątpliwości. Album nazywa się "Charlie Watts Meets the Danish Radio Big Band", a zdjęcia, których w książeczce zamieszczono tylko trzy, przedstawiają głównie dwie osoby: perkusistę The Rolling Stones oraz pełniącego obowiązki dyrygenta Gerarda Presencera.

Dwa pierwsze utwory to najmniejsze niespodzianki. "Elvin Suite" i "(Satis) Faction" znajdowały się już, i to w zbliżonych aranżacjach, w repertuarze Charlie Watts and the Tentet i trafiły - tylko pod trochę innymi tytułami - na koncertowy album "Watts at Scott's". Bardziej różni się - według mnie korzystnie - "I Should Care", który perkusista ze swoim zespołem wykonał na "Long Ago & Far Away" w wersji z wokalistą. Występ w Kopenhadze to zaś muzyka całkowicie instrumentalna, co aranżerom i wykonawcom pozwala się łatwiej wyrwać z pewnych ram. Prym, jak to w big-bandach, wiodą dęciaki. Dotyczy to też solistów, wśród których dominuje Gerard Presencer ze swoim flugelhornem. Do najrzadszych popisów członków duńskiej orkiestry należą pojedyncze na gitarze i na pianinie Rhodesa, a uzupełniają listę puzoniści, saksofoniści tenorowi, sopranowy i altowy oraz flecista. Big-band krajowego radia nie przyjmuje w swoje szeregi byle kogo, więc każda solówka jest profesjonalna i zdradzająca niemałe doświadczenie wykonawcy. Co do gości, Dave Green swoim popisem w "Elvin Suite - Part 1" od poziomu gospodarzy nie odstaje. Dźwięki jego grubych strun, wsparte dobrą selektywnością, czule pieszczą moje bębenki uszne. Że zaś Charlie Watts przez cały koncert nie zagrał ani jednej solówki, dla jego fanów nie będzie zaskoczeniem.

Miłośnicy The Rolling Stones, którzy jazzowego oblicza perkusisty nie znają, mogą za to nie wiedzieć, czego powinni oczekiwać po przeróbkach utworów słynnego zespołu. Otóż zwykle pozostawiono z nich główną melodię i obudowano ją inną muzyką. W efekcie "(Satis) Faction" opiera się na trzech motywach, z których rozpoznałem tylko jeden - odpowiadający wokalowi. Jeszcze mniej z oryginałem kojarzy mi się "You Can't Always Get What You Want". "Paint It Black" odbieram za to jako wierny pierwotnej melodii, mimo że zmieniono m.in. tempo. Muzycy zrezygnowali z marszowego rytmu i postawili na nostalgiczny klimat. Z przewodnim motywem granym leniwie na gitarze - która tylko w tym utworze zawłaszcza tak mocno pierwszy plan - a potem przejętym przez sekcję dętą, robi zupełnie inne wrażenie, niż wykonanie The Rolling Stones. Brzmi jak skrzyżowanie jazzu z bluesem, a nie jak psychodelicznorockowa piosenka. Z szacunkiem dla oryginału, ta wersja chyba odpowiada mi bardziej. Można powiedzieć, że duński big-band wyciągnął z kompozycji brytyjskiego zespołu to, co najważniejsze, i dobrze to wykorzystał.

Koncertowy album to ponad 50 minut muzyki w wykonaniu fachowców i z przemyślanym materiałem. Przeważa radosny nastrój, chyba najlepiej odczuwalny w "You Can't Always Get What You Want". W trochę inny sposób żywy - przynoszący pobudzenie i chęć namiętnej zabawy jak wieczór po upalnym dniu w tropikach - jest "Elvin Suite - Part 2". Smutek pojawia się w "Paint It Black", a po prostu spokojnie robi się w "Elvin Suite - Part 1" i wręcz relaksacyjnym "I Should Care". Pomimo tych zmian nastroju oraz wykorzystania kompozycji z różnych gatunków muzycznych, nie czuje się, żeby zespół nie zachował stylistycznej jednorodności. Jeśli cokolwiek odstaje, to bardziej plemiennie brzmiące bębny w "Elvin Suite - Part 2". Na podobne wrażenie liczyłem jeszcze w finałowym utworze. Wyobraźnia podpowiada, że współpraca dwóch basistów i dwóch perkusistów w "Molasses" mogłaby dać ekscytujący efekt, ale ta podwójna sekcja rytmiczna w ogóle nie rzuca się w uszy, co lekko mnie rozczarowało.

Słuchanie "Charlie Watts Meets the Danish Radio Big Band" to sama przyjemność. Nie jest to najwybitniejsza z jazzowych publikacji perkusisty, ale uważam, że jest lepsza, w tym bardziej finezyjna, od studyjnych albumów The Rolling Stones bezpośrednio poprzedzających koncert i jego wydanie, czyli odpowiednio "A Bigger Bang" i "Blue & Lonesome". To dobrze zrealizowany zapis solidnej roboty trzymających poziom muzyków. Nie widzę żadnych minusów, tyle tylko, że wolałbym album dwupłytowy niż sześcioutworowy.

Komentarze
Dodaj komentarz »