zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 5 sierpnia 2026

recenzja: Daffodil Pill "Live at NCPP"

4.08.2026  autor: Krasnal Adamu
okładka płyty
Nazwa zespołu: Daffodil Pill
Tytuł płyty: "Live at NCPP"
Utwory: Loopin' Back; Hyperion; Spirit Switcher; Summer Children; Night When I Found Your Soul; Gilgamei; Ancient Thoughts; Wanna Feel It
Wykonawcy: Filip Dudek - wokal, gitara elektryczna, syntezatory; Dawid Stawiarz - gitara elektryczna, dodatkowy wokal; Mateusz Wróblewski - gitara basowa, dodatkowy wokal; Adam Chmura - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Interstellar Smoke Records
Premiera: 14.05.2026
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Z moich obserwacji, już od ponad roku znaczną część koncertowych setów Daffodil Pill stanowiły utwory, których słuchacze nie znali ani z "Daffodil Pill", ani z "Yup". Pora, by dorzucić je do dyskografii, była najwyższa. Zamiast kolejnego albumu studyjnego wrocławski zespół postanowił jednak wydać te nowe kawałki właśnie na koncertówce. Celem miało być zachowanie energii występu na żywo. Jak informowała psychodelicznorockowa kapela, nagranie pochodzi z 2024 roku z "Narodowego Centrum Polskiej Piosenki", a koncert stanowił nagrodę za zwycięstwo w festiwalu "Craft Music City". Jak ustaliłem, konkurs odbył się latem 2023 roku, a występ zarejestrowano jeszcze przed premierą "Daffodil Pill". Jak wyglądają plany i jak przebiegają procesy przygotowywania płyt zespołu, to pytania do muzyków, ale fakty są takie: w okresie, w którym wydany został pierwszy długograj kapeli, na scenie kwartet promował już "Live at NCPP".

Trzecia pozycja w dyskografii Daffodil Pill jest najdłuższa - trwa 48 minut. Na osiem utworów tylko dwa opublikowano wcześniej w wersjach studyjnych. Chociaż tytuł "Live at NCPP" sugeruje, że album powinno się traktować jak koncertówkę, książeczka na różne sposoby wymyka się konwencji. Zamieszczono w niej teksty wszystkich utworów, co już uznaję za nietypowe. Zdjęcia przedstawiające członków kapeli na scenie są tylko trzy, małe i niewyraźne - znacznie więcej jest obrazków w stylu tego z okładki, autorstwa perkusisty Adama Chmury. Czy fotki pochodzą w ogóle z tego samego występu, co zarejestrowana muzyka, nie wiem. Nie podano nawet daty nagranego koncertu - tylko że odbył się w NCPP, czyli "National Centre of Polish Song" w miejscowości Opole w państwie Poland. W kontekście języka razi mnie głównie, że w nazwiskach, w tym basisty, nie użyto polskich znaków. Zwalam to na niedbałość, która objawiła się też literówką w liście utworów na tylnej okładce - przerobieniem "Soul" na "Sould".

Od tych drobnych uwag przechodzę do czegoś, co naprawdę mnie zastanawia. Informacja w książeczce sugeruje, że album jest wiernym zapisem koncertu: "słyszycie dokładnie to, co się wydarzyło tego wieczoru". Gdzie indziej zespół napisał jednak - też po angielsku - że "utwory zostały zmiksowane tak, aby płynnie przechodziły jeden z drugi, tworząc nieprzerwaną, przypominającą trans podróż". Czyli "Live at NCPP" to tylko wierny zapis ośmiu fragmentów koncertu z wyciętym wszystkim pomiędzy? Po przesłuchaniu tak podejrzewam, mimo że dopuszczałem jeszcze możliwość nieodpowiedniego użycia słowa "mixed". Poza rozszyfrowanym przeze mnie dopiero przy którymś podejściu krzykiem "Jesteście tam?!" w środku "Ancient Thoughts", na albumie nie ma żadnej konferansjerki, a co do natężenia reakcji publiczności: chciałoby się powtórzyć pytanie wokalisty. Mogę jeszcze pojąć, że "Live at NCPP" jest kierowany m.in. do słuchaczy zagranicznych, którzy nie zrozumieliby z polszczyzny Filipa Dudka ani słowa, więc uznano ją za zbyteczną. Niedobór owacji boli już jednak trochę bardziej. Lepiej widzów słychać tylko tuż przed ostatnim utworem, ale może to przypadek, bowiem cały "Wanna Feel It" został nagrany nieco głośniej niż pozostałe kawałki, co przy każdym odtworzeniu płyty wywołuje u mnie irytację. Po oficjalnym wydawnictwie czegoś takiego się nie spodziewałem, nawet jeśli to wina realizatora dźwięku w Opolu, który w finiszu postanowił dać niektórym członkom kapeli więcej decybeli. Summa summarum, od strony edytorskiej ktoś tu na kilka sposobów pokazał niestaranność, a zespół podważył własną wiarygodność.

Utwory znane z "Daffodil Pill", czyli "Summer Children" i "Gilgamei", nie odbiegają znacznie od studyjnych wersji, więc można na ich podstawie wnioskować, że niestety nie jest to kapela improwizująca na scenie. Wśród różnic znalazło się uproszczone instrumentarium. Na brzmienie kwartetu na żywo składają się podstawowe dla rocka cztery składniki i syntezator jako piąty. Na "Live at NCPP" nie ma sitaru ani harmonijki ustnej - za jedyny dodatek można uznać odrobinę przetworzonego wokalu w "Spirit Switcher". Ten sam utwór wyróżnia się też solówką na klawiszach przywodzącą na myśl Raya Manzarka z The Doors oraz ciekawszymi bębnami w drugiej połowie. Gitarzysta najbardziej porywającą solówką popisał się w "Wanna Feel It". Basisty najprzyjemniej słucha się w "Ancient Thoughts", ale nie tylko jego partie są tu zadowalające. Kwartet na koncertówce pokazał się jako zgrany i w swoim żywiole - dokładnie tego się spodziewałem i cieszę się, że się nie zawiodłem.

Dźwięk siłą rzeczy jest nie tak dobry jak na "Daffodil Pill", ale lepszy niż na minialbumie "Yup". Zamiast dopieszczania poszczególnych ścieżek zespół postawił na pierwotną energię psychodelicznorockowego występu na żywo, z solówkami i długimi partiami instrumentalnymi. Nadal wyraźnie czerpie z surf rocka, chociażby w rozpędzonym "Loopin' Back" i bardziej krzyczanym "Wanna Feel It", przy czym w tym drugim słychać też zagrywki rodem raczej z inspirowanego jazzem rocka progresywnego lub po prostu z "21st Century Schizoid Man" King Crimson. Łagodniej, wręcz relaksacyjnie robi się w "Night When I Found Your Soul". Trwający ponad osiem minut kawałek dopiero pod koniec się ożywia. Mniej hałaśliwie Daffodil Pill gra też przez pewien czas w "Ancient Thoughts". Oparty na rozbujanym riffie "Hyperion" w refrenie uderza za to z siłą większą niż "Gilgamei". Znawców dotychczasowych publikacji studyjnych zespołu nic tu jednak mocno nie zaskoczy. Nowe utwory nie tylko nie odbiegają od starszych stylistycznie. Zastanawiające jest, jak się z nimi łączą. "Spirit Switcher" przechodzi w "Summer Children" nagle, ale zgrabnie. Przed "Ancient Thoughts" jest przerwa, lecz kompozycja zaczyna się prawie jak przedłużenie "Gilgamei". Ta para, jak dla mnie, mogłaby się zrosnąć ze sobą na stałe. Trudno jest mi teraz sobie wyobrazić "Ancient Thoughts" w innym zestawieniu.

Daffodil Pill zapowiedział "Live at NCPP" w taki sposób, że nie wiem, czy planuje wydać nowe utwory również w wersjach studyjnych. Nie miałbym nic przeciwko takim nagraniom, z urozmaiconymi aranżacjami. Tę koncertówkę natomiast chyba lepiej bym odebrał, gdyby była bootlegiem. Owszem, dobrze prezentuje, jak świetnie muzyka kwartetu brzmi na żywo - i z tego powodu warto ją polecić. Z drugiej strony przez brak konferansjerki i ledwo słyszalną publiczność uważam, że nie oddaje w pełni nastroju koncertu kapeli. Pewne szczegóły dałoby się wykonać lepiej. Co za tym idzie, nie mam też nic przeciwko temu, żeby się okazało, że to pierwszy z wielu albumów "live" Daffodil Pill.

Komentarze
Dodaj komentarz »