zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 19 listopada 2019

recenzja: Danzig "Circle Of Snakes"

15.11.2004  autor: m00n
okładka płyty
Nazwa zespołu: Danzig
Tytuł płyty: "Circle Of Snakes"
Utwory: Wotans Procession; SkinCarver; Circle Of Snakes; 1000 Devils Reign; Skull Forrest; HellMask; When We Were Dead; Night, BeSodom; My Darkness; NetherBound; Black Angel, White Angel
Wykonawcy: Glenn Danzig - wokal, instrumenty klawiszowe, gitara; Tommy Victor - gitara, gitara prowadząca; Jerry Montano - gitara basowa; Bevan Davies - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Regain Records, Mystic Production
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Fan komiksów i horrorów. Założyciel legendarnej formacji horror-punkowej Misfits i trochę mniej znanej grupy Samhain. Od ponad dwudziestu lat na scenie. Tą postacią jest nie kto inny jak sam Glenn Danzig, Elvis Presley diabelskiego rocka, o którym wiele już napisano i powiedziano. Ostatnia płyta Mistrza, "777: I Luciferi", ukazała się dwa lata temu, a od tego czasu skład jego współpracowników uległ kompletnemu "przemeblowaniu" - miejsca Youtha, Pyro i Castillo zajęli nowi muzycy: gitarzysta Tommy Victor (Prong), basista Jerry Montano (ex-Deadlight i Nothingface) i bębniarz Bevan Davies (Comes With The Fall). W takiej właśnie konfiguracji Wielki Glenn nagrał bardzo dobry, ósmy w karierze album studyjny o dźwięcznym tytule "Circle Of Snakes".

Najnowsze wydawnictwo Danzig jest płytą ciężką, mroczną i solidnie rockową. "Circle Of Snakes" to blisko trzy kwadranse muzyki przesiąkniętej złem i perwersją, muzyki, która przytłacza i zniewala swym nieodgadnionym klimatem. Od pierwszych taktów organiczne bębny miarowo wybijają rytm, świdrujące, ostre jak brzytwa gitary rozrywają trzewia, a wokal Glenna, momentami mocny i złowieszczy, innym razem delikatny i jedwabisty, wciąga i hipnotyzuje. Danzig na "Circle Of Snakes" jest taki jak zawsze, a jednak inny - czasem mroczny i spokojny ("Skull Forrest"), czasem miażdżący ("NetherBound"), chwilami ekspresyjny i przygniatający ("SkinCarver"), a bywa że nawet thrashowy ("HellMask"). Na tej płycie nie ma natomiast zupełnie śladu po industrialnych eksperymentach rodem z "Blackacidevil" - następca "777: I Luciferi" chłoszcze piekielnym i wyuzdanym rockiem o lekko surowym brzmieniu i specyficznym magnetyzmie, od którego ciarki przechodzą po plecach.

Bez wahania stawiam "Circle Of Snakes" w gronie czterech najlepszych albumów Danzig. Jest to płyta w duchu starych dobrych długograjów tej kapeli, choć może nieco mniej przebojowa i bez wybitnie wyróżniających się hiciorów (nie licząc "1000 Devils Reign" czy "Black Angel, White Angel"). Ale z pewnością jest to cholernie równy, zawierający dobre numery materiał, którym Danzig udowadnia, że wciąż potrafi nagrywać znakomite albumy.

Komentarze
Dodaj komentarz »