zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 28 września 2021

recenzja: Emperor "Emperial Live Ceremony"

20.04.2000  autor: Kornik
okładka płyty
Nazwa zespołu: Emperor
Tytuł płyty: "Emperial Live Ceremony"
Utwory: Curse You All Men!; Thus Spake the Nightspirit; I am the Black Wizards; An Elegy of Icaros; With Strengh I Burn; Sworn; Night of the Graveless Souls; Inno a Satana; Ye Entracemperium
Wydawcy: Mystic Production
Premiera: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Najpierw o tym co mi się podoba. Produkcja - po prostu perfekcyjna. Brzmienie jest tak cholernie czyste i klarowne, że wszyscy fani przywyczajeni do na ogół brudnych kompozycji, z których ciężko wyłowić poszczególne dźwięki, mogą poczuć się naprawdę mile zaskoczeni. Wystarczy posłuchać przez chwilę takiego "I am the Black Wizards", aby zrozumieć o czym piszę. Klawisze, ledwo słyszalne w standardowym wykonaniu na "Emperor", czy "In the Nightside Eclipse", tutaj pięknie uzupełniają tę kompozycję, nadając jej niezwykłej głębi. W takim wykonaniu, utwór ten bez problemu mógłby się znaleźć na "IX Equilibrium". Emperor pięknie zagrał także "Night of the Graveless Souls", kawałek pamiętający czasy pierwszego dema - miło że muzycy nie zapominają o swoich korzeniach.

A teraz o tym co mi się nie podoba. Płyta jest zdecydowanie za krótka. Nie rozumiem, po co umieszczono jakieś screensavery, lepiej byłoby dołożyć w to miejsce jeszcze ze dwa kawałki. Jeśli już jestem przy samych utworach, to także tutaj poczułem się lekko rozczarowany. Brakuje mi "Decrystallizing Reason" i "The Loss and Curse of Reverence". W przypadku tego pierwszego kawałka, sprawa jest o tyle dziwna, że Emperor ten utwór w Astorii zagrał i to zaraz po "Curse You All Men!", ale na płycie słyszymy tylko bezczelne wyciszenie. "The Loss and Curse of Reverence" to stały element każdego koncertu Emperor, można go nazwać wręcz wizytówką tego zespołu i nie rozumiem, jak można było go pominąć na tym wydawnictwie.

Podsumowywując, jest to album z pewnością udany od strony technicznej, chociaż razi ten brak spójności pomiędzy poszczególnymi utworami. "Emperial Live Ceremony" bardziej kojarzy mi się z potworkami w stylu Greatest Hits, niż standardowym albumem live. O wiele lepszy był wydany rok temu "Mediolanum Capta Est" Mayhem, oddający w 100% to, co działo się na koncercie w Mediolanie: pomyłki, przestoje i energiczną reakcję publiki.

O tym, że Emperor jest świetny na żywo, mieliśmy dobrą okazję przekonać się podczas ich ubiegłorocznego występu w Hali Wisły. Sam album oceniam jednak bardzo nisko, a szkoda, bo mógł on być wspaniałym podsumowaniem tego, co zespół stworzył przez te wszystkie lata. Tak się jednak nie stało...

Faworyty: "I am the Black Wizards", "Thus Spake the Nightspirit", "Inno a Satana" (z pięknym zakończeniem zaczerpniętym z "I Am", ze splitu "Thorns vs. Emperor").

Komentarze
Dodaj komentarz »