zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 30 marca 2020

recenzja: Faith No More "Album Of The Year"

15.11.1999  autor: Louis
okładka płyty
Nazwa zespołu: Faith No More
Tytuł płyty: "Album Of The Year"
Utwory: Collision; Stripsearch; Last Cup Of Sorrow; Naked In Front Of The Computer; Helpless; Mouth To Mouth; Ashes To Ashes; She Loves Me Not; Got That Feeling; Paths Of Glory; Home Sick Home; Pristina
Wykonawcy: Mike Patton - wokal; Jon Hudson - gitara; Billy Gould - gitara basowa, gitara; Roddy Bottum - instrumenty klawiszowe; Mike Bordin - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Polygram Music, Slash Records
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

To ostatni album zespołu, który swoją nazwę wziął od imienia psa wyścigowego (zespół, nie album). Na owego zwierzaka postawili pewną sumę pieniędzy panowie Gould i Bottum, a traf chciał, że wygrali. Jako, że szukali nazwy dla swojego nowo powstającego zespołu, wybrali imię psa, uważając, że przyniesie im to szczęście.

Postanowiłem zrecenzować ten właśnie album, gdyż jest to moim zdaniem najwybitniejsze dzieło Faith No More, zawiera to wszystko, z czym fanom przez lata funkcjonowania zespołu kojarzyła się ich muzyka. Przede wszystkim niesamowita łatwość, z jaką tym panom przychodziło tworzenie takich dźwięków (a może przede wszystkim) tekstów. Właśnie tekstów dotyczy jedno z wyznań Pattona: "...pisanie tekstów przypomina mi uczenie się do egzaminów w szkole, które zawsze odkłada się na ostatnią chwile...".

Teraz wypadałoby napisać coś o samej płycie. "Cudo, które broni się samo!" - to by było za proste. Album jest podsumowaniem dotychczasowych dokonań grupy. Jeśli jednak ktoś myśli, że to tylko powtarzanie tego, co było, to się grubo myli. FNM zachowali jedynie swój styl, udało im się to mimo ciągłego wachlowania gitarzystami. Stylem tym, tak zróżnicowanym pod względem rytmicznym jak i melodyjnym, mogliby z powodzeniem obdarować kilka innych zespołów. Wystarczy wymienić tu najbardziej charakterystyczne utwory z płyty, takie jak "Last Cop Of Sorrow", "Mouth to Mouth", "Got That Feeling", "She Loves Me Not" czy genialne "Ashes To Ashes". Rozumiem, że wszystkie utwory muszą być czymś oryginalnym, ale tutaj każdy z nich osiąga rangę arcydzieła samego w sobie.

"Album Of The Year" przyniósł również pewna zmianę. Otóż po raz pierwszy Patton pozwolił dojść do głosu komuś innemu i to w dodatku tak wiele razy. Mowa tu o Hudsonie (gitarzyście), którego możliwości wokalne możemy podziwiać w takich utworach, jak np.: "Paths Of Glory" (to jego możemy usłyszeć w tle, śpiewającego "...comin' comin' comin'...") czy "Pristina", na której to Hudson przejął prawie całkowicie rolę wokalisty. Musiał przypaść do gustu Pattonowi, bo jako jedyny nie próbował wykonywać "...tych pieprzonych solówek...". Fragment ten pochodzi z jednego z wywiadów, w którym Patton mówił o głównej przyczynie konfliktów z gitarzystami. Wkurzał go fakt, że "...przy tak prostych partiach gitarowych, które można grać jednym palcem, oni wszyscy chcieli grać te swoje pieprzone solówy...".

To świetny i godny uwagi album. Obok "Who Cares A Lot?" jest to najlepsza pozycja od rozpoczęcia przygody z FNM. Naprawdę polecam!

MW! Dzięki za pomoc!

Komentarze
Dodaj komentarz »
może i najlepsza płyta FNM
wac (gość, IP: 62.21.49.*), 2012-10-25 15:45:51 | odpowiedz | zgłoś
kiedyś wydawało się, że Angel Dust łyka wszystko inne ale jednak ma swoje gorsze momenty (RV???Midnight Cowboy?)a tutaj wszyścuitko gra idealnie
re: może i najlepsza płyta FNM
pik (gość, IP: 79.163.1.*), 2012-10-25 16:14:13 | odpowiedz | zgłoś
Midnight Cowboy to zayebisty instrumental..taa harmonijka- miodzio sie czepiasz. uwielbiam tak samo te obydwa albumy. dla mnie są całkowicie bez skazy
re: może i najlepsza płyta FNM
wac (gość, IP: 62.21.49.*), 2012-10-25 23:40:13 | odpowiedz | zgłoś
niech będzie!
album of the year
fester (gość, IP: 87.96.74.*), 2012-01-15 11:21:53 | odpowiedz | zgłoś
świetna płyta, świetne czasy..
re: album of the year
Marcin Kutera (wyślij pw), 2012-09-05 22:47:59 | odpowiedz | zgłoś
no pamiętam jak ten album pierwszy raz usłyszałem zaraz po premierze i stwierdziłem, że już nic nie przebije Angel Dust, ale album wg mnie to zrobił (choć obydwa uwielbiam)
cudowny album
pik (gość, IP: 95.49.180.*), 2011-12-16 12:17:52 | odpowiedz | zgłoś
a także sam zespół. jak to sie dzieje, że płyta którą bardzo dobrze znasz od kilkunastu lat, wciąż.. rośnie w tobie! niesamowite.. podobnie jak angel dust tego samego bandu, october rust- negatywnych typków, above- mad season czy temple of the dog i jeszcze pare innych krążkow (szczeg. z lat 90-tych) z tendencją wzrostową by sie znalazlo.
wracając do 'album of the year'- świetnie sie slucha przy każdej okazji. nie potrzebujesz mieć melancholijnego nastroju, gdy sięgasz np. po type o negative czy mad season.
re: cudowny album
wac (gość, IP: 62.21.49.*), 2012-10-25 23:54:17 | odpowiedz | zgłoś
mad season - dlaczego ta płyta jest znana tak niewielu?

Oceń płytę:

Aktualna ocena (371 głosów):

 
 
85%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

The Dillinger Escape Plan "Ire Works"
- autor: Ugluk

Mr. Bungle "California"
- autor: ad

Alice In Chains "Dirt"
- autor: Sajmon

Fantomas "Delirium Cordia"
- autor: ad

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jakiś muzyk uczył Cię gry na instrumencie lub śpiewu?