zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 28 lipca 2021

recenzja: Helloween "Keeper Of The Seven Keys - The Legacy"

5.05.2006  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Helloween
Tytuł płyty: "Keeper Of The Seven Keys - The Legacy"
Utwory: The King For A 1000 Years; The Invisible Man; Born On Judgment Day; Pleasure Drone; Mrs. God; Silent Rain; Occasion Avenue; Light The Universe; Do You Know What You're Fighting For; Come Alive; The Shade In The Shadows; Get It Up; My Life For One More Day
Wykonawcy: Daniel Loble - instrumenty perkusyjne; Markus Grosskopf - gitara basowa; Sascha Gerstner - gitara; Michael Weikath - gitara; Andi Deris - wokal
Wydawcy: Mystic Production, SPV Records
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Czy to bezgraniczna odwaga, czy też chęć zwrócenia na siebie uwagi mediów? A może brak pomysłów, albo skłonność do ryzykanctwa? W każdym razie fakt pozostaje faktem: oto po niemal dwudziestu latach Helloween zdecydował się nagrać kontynuację swoich klasycznych albumów "Keeper Of The Seven Keys I & II". Rzecz tym bardziej karkołomna, że w zespole brak trzech z pięciu muzyków, którzy przyczynili się do powstania "kiperów" - z tamtych lat pozostali w kapeli tylko Michael Weikath oraz Markus Grosskopf.

Jeśli zdecydowali się na taki manewr, to musieli być bardzo pewni swego - a czy aby nie na wyrost, to już inna rzecz...

W każdym razie ja właśnie trzymam w rękach dwupłytowe wydawnictwo o podtytule "The Legacy". Ale zanim zacznę pisać, co sądzę o tym albumie, chciałbym wyjaśnić, że nie zamierzam zbyt szeroko omawiać tej płyty w kontekście dwóch słynnych poprzedników. W stosunku do dnia dzisiejszego koniec lat osiemdziesiątych to kompletnie inna epoka i tak naprawdę to niezależnie jak genialny album Helloween by nie nagrał, to w zestawieniu z przesłuchanymi tysiące razy "oryginalnymi" Keeperami nie miałby u fanów zespołu szans na ich "przebicie". Stąd tylko dosłownie kilka słów porównania. "The Legacy" nie ma w sobie klimatu poprzedniczek, ale wszystkie inne atuty kapeli - jak najbardziej. A więc dobry wokal, świetne riffy i solówki, dynamiczna perkusja. I w mojej opinii nowy album jest lepszy kompozycyjnie. Procentuje doświadczenie i lepsze umiejętności, a świetna produkcja eksponuje wszystkie drobne niuansy i nadaje muzyce mocy i energii.

Szczególnie podoba mi się druga płyta, która charakteryzuje się większą zadziornością, dynamiką i agresją, jest ostrzejsza i bardziej "zajadła". Znakomite, ponad 11-minutowe "Occasion Avenue" ze świetną solówką to dla mnie jeden z najlepszych numerów w historii Helloween. Zaśpiewane z Candice Night "Light The Universe" jest może troszkę przesłodzone, ale magicznego uroku i piękna temu numerowi odmówić nie sposób. "Do You Know What You're Fighting For" kopie po uszach aż miło, podobnie jak "Come Alive" z lekko "megadethowskim" riffem. "The Shade In The Shadow" powala dynamiką, a "My Life For One More Day" - energią.

Ale i pierwsza płyta z 13-minutowym monstrum "The King For A 1000 Years" oraz dynamicznym "Pleasure Drone" na czele robi więcej niż dobre wrażenie. Wprawdzie "Mrs. God" jest nieco plastikowe, a "The Invisible Man" - niepotrzebnie przeciągnięte czasowo, ale ogólnych pozytywnych odczuć wobec płyty to nie zmienia.

Bardzo dobry album zespołu, który moim zdaniem można śmiało ustawić obok "jedynki" i "dwójki". Irytuje tylko jedna, w sumie poza-muzyczna sprawa, a mianowicie czemu muzyki jest na obu płytach 77 minut, a zrobiono z tego dwupłytowy album, w dwupłytowej cenie? Ech, chciwość, chciwość, chciwość, bo teledysk do "Mrs. God" na pewno wystarczającym powodem nie jest...

Komentarze
Dodaj komentarz »
keeper rules
jeździec rohanu (gość, IP: 195.117.22.*), 2010-10-30 09:08:06 | odpowiedz | zgłoś
Mnie ta płyta po tak już długim czasie nadal nie nuży i regularnie gości w odtwarzaczu. Najlepsza płyta dyni od lat i to jest fakt bezsprzeczny.
3 czesc straznika
saxon01 (gość, IP: 83.8.136.*), 2010-04-01 12:44:33 | odpowiedz | zgłoś
no cóż słuchałem tej płytki niedawno i mysle ,że jednak niepodołali legendzie 2poprzednich,może i technicznie to mistrzostwo,ale co z tego jak to nudzi po chwili słuchania utwory nie mają zycia w sobie,świerzosci,brakuje tych wspaniałych pojedynków pomiedzy Hansenem a Weitkathem,tak wspaniałych typowych dla Helloween,o wokalu niewspomne bo niema o czym,to nie Kiske!:(niema co porównywać nawet do płyt z Time of the oath,czy Better then raw.Może i grają szybko tak typowo dla Dyni ale to jest jednostajne,schematyczne.oczywiscie to moje zdanie,fana który od 20 lat słycha muzy metalowej Takiej muzy!aha posłuchajcie sobie ludzie kapeli Avantasia,i porównajcie z ostatnimi dokonaniami Dyni,zobaczycie czego jej brakuje(i nie chodzi mi oto,że na wokalu udziela sie tam własnie M.Kiske)
Helloween "Keeper Of The Seven Keys - The Legacy"
kiskeDDR (gość, IP: 79.184.248.*), 2009-05-10 15:30:17 | odpowiedz | zgłoś
Rewelacyjny album, podołali legendzie i nagrali 3cią brakujacą część Keeperów - dobrze jest słyszeć tych weteranów, w tak doskonałej formie, świeżość zupełnie jakby dopiero co zaczynali, a mają już stażu 30 lat !!!, to moi bohaterowie z lat 80tych, to były czasy, :)zresztą ich najnowsza produkcja Gambling with the devil, to mistrzostwo świata i ich najlepsza płyta !!!