zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 5 kwietnia 2020

recenzja: Judas Priest "Unleashed In The East"

29.09.1998  autor: Dominik
okładka płyty
Nazwa zespołu: Judas Priest
Tytuł płyty: "Unleashed In The East"
Utwory: Exciter; Running Wild; Sinner; The Ripper; The Green Manalishi (With The Two-Pronged Crown); Diamonds And Rust; Victim Of Changes; Genocide; Tyrant
Wykonawcy: Les Binks - instrumenty perkusyjne; Ian Hill - gitara basowa; KK Downing - gitara; Glenn Tipton - gitara; Rob Halford - wokal
Wydawcy: CBS
Rok wydania: 1979
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

Ciężka sprawa pisać o tej płycie. Po pierwsze dlatego, że możnaby ją postawić w Sevre (chyba tak się to pisze) pod Paryżem, jako wzorzec heavy metalu. A swoją drogą - muzyki należałoby posłuchać.

Pierwsza rzecz - okładka. A na niej cała brygada przyodziana w stroje skórzane, z różnymi metalowymi akcesoriami. W końcu to chyba oni pierwsi wykreowali taki styl. Stworzyli swój metalowy image, który wiele osób drażni, innych rozśmiesza, a dla innych jest uzupełnieniem muzyki. Ja osobiście nie wyobrażam sobie JUDAS PRIEST w innym przyodziewku.

"Unleashed In The East" to płyta koncertowa, zarejestrowana podczas dwóch koncertów w Tokyo. Jako, że jest to album "na żywo" i to sprzed prawie dwudziestu lat, można ocenić faktyczne umiejętności muzyków. A tych im nie brak. Gitarzyści swoim zgraniem mogą niejeden zespół wpędzić w kompleksy. Od początku do końca równo "pocinają" na gitarkach, każdy wie, w którym momencie ma wejść, tudzież wyjść z solówki. Z precyzją neurochirurga. To się nazywa zespół. Muzykę na płycie można określić tylko w jeden posób - biologicznie i chemicznie czysty heavy metal.

Nagrania zgromadzone na tym wydawnictwie pochodzą z połowy lat 70, co tym bardziej podkreśla klasę panów z Birmigham (tak, tak, tego samego, z którego pochodzi BLACK SABBATH). Co tu dużo ukrywać, dla mnie, tym albumem, przeskoczyli swoją dekadę. Popełnił bym grzech, gdybym nie wspomniał o wokalu - Rob Halford. Przecież to bardzo często z nim utożsamiany jest zespół JUDAS PRIEST. Z nim, jego głosem i możliwościami wokalnymi. Na pewno jeden z najlepszych (może najlepszy) metalowych wokalistów.

Płyta zaczyna sie mocno i w odpowiednim tempie - "Exciter", później "Running Wild" (tytuły powyżej). Takie granie towarzyszy nam przez najbliższe kilkadziesiąt minut. "Odpadniemy" przy nagraniu "The Ripper". We wstępie tego utworu Halford pokazuje swoje możliwości wokalne. "Wskakuje" swoim głosem na dość wysokie rejestry. Nie znam się dokładnie na tym, ale oktawę, półtorej... I tak dużo. Robi wrażenie.

Słuchając płyty, uświadamiamy sobie, kogo słuchali i na kim wzorowali się koledzy ze SLAYERa. Na pewno gitarzyści. Trudno tu mówić o najlepszym lub najgorszym utworze. Jednak w moje uszy "rzuca się" utwór "Victim Of Changes". Mocny riff, Halford wokalem skacze po pięciolinii jak na trampolinie, a i obsługa gitar nie żałuje "pałeru". Na koniec wspomnę, że w repertuarze JUDASzów znajdują sie kompozycje innych wykonawców. Piszę o tym dlatego, bo wykonawców z zupełnie innego muzycznego świata. Na "Unleashed In The East" mamy dwa takie utwory. Pierwszy "Diamonds And Rust" autorstwa Joan Baez. Nikt nic nie wie, Niemcy we wsi, ale to prawda. Na dodatek zrobili ten numer po prostu na metalowo. Nie słychać, by był to protest song z lat 60. Kto by przypuszczał. Drugi to "Green Manalishi" Petera Greena mocna, wpadająca w ucho rzecz. Jest to chyba "najprzyjaźniejszy" dla nie zaprawionego metalem ucha. Ale cały czas to MOC.

Na koniec, nie ma co rozprawiać. Każdy metalowiec powinien znać na pamięć ten album. Nie wspomnę już o posiadaniu tego swoistego wzorca.

Komentarze
Dodaj komentarz »
z Wikipedii
colangello (gość, IP: 83.7.88.*), 2012-01-28 15:17:29 | odpowiedz | zgłoś
"W czasie nagrywanych występów w Tokio, wokaliście, Robowi Halfordowi dolegało częściowe zapalenie krtani, przez co jego umiejętności wokalne stały się ograniczone. W czasie sesji miksowania albumu w Startling Studios, gdy niewielka część obsługi studia była obecna, Halford był widziany na patio ze słuchawkami na uszach śpiewając teksty piosenek. Informacja o nagrywaniu części wokalnej wydostała się poza studio, ale z tego ostatecznie powstała plotka o tym, że wszystkie instrumenty zostały nagrane od nowa a publicznością jest dubbingowe nagranie przygotowanych japońskich fanów. Chociaż plotki były nieuzasadnione to jednak doprowadziły one krytyków muzycznych do przezywania albumu jako Unleashed in the Studio[9], a po dziś dzień wielu fanów rozmyśla nad oryginalnością albumu. Rzadko spotykany bootleg z występu z 15 lutego ukazuje znaczy dowód jeśli chodzi o autentyczność koncertu: głos Roba Halforda potrzebował jedynie minimalnych poprawek, dźwięk publiczności nie został w ogóle zmieniony, a gitarzysta Judas Priest, Glenn Tipton, dodatkowo potwierdził, że część instrumentalna albumu jest całkowicie na żywo."
koncert w studio ?
tosemja (gość, IP: 194.153.95.*), 2008-06-17 10:07:08 | odpowiedz | zgłoś
Naprawdę super album, ale ma dużą wadę. Nie został nagrany na koncercie, ale w studio z nieudolnie zmiksowaną publicznością.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (215 głosów):

 
 
85%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy obecnie poświęcasz więcej czasu na słuchanie muzyki niż miesiąc temu?