zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 23 kwietnia 2019

recenzja: Running Wild "Pile Of Skulls"

19.08.2009  autor: Winterstorm
okładka płyty
Nazwa zespołu: Running Wild
Tytuł płyty: "Pile Of Skulls"
Utwory: Chamber of Lies; Whirlwind; Sinister Eyes; Black Wings Of Death; Fistful of Dynamite; Roaring Thunder; Pile Of Skulls; Lead Or Gold; White Buffalo; Jennings' Revenge; Treasure Island
Wykonawcy: Rolf Kasparek - gitara, wokal; Axel Morgan - gitara; Thomas Smuszynski - gitara basowa; Stefan Schwarzmann - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Noise Records
Rok wydania: 1992
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

"Pile of Skulls" to siódma studyjna płyta kapitana Rock n' Rolfa i jego załogi, która nieustraszenie przemierza bezkresne oceany muzyki metalowej. Czy siódemka okazała się szczęśliwa? Zaraz się przekonamy (a właściwie przekonają te szczury lądowe, które nie miały jeszcze styczności z dokonaniami Running Wild).

Okładka tym razem zaskakuje - jest co najmniej przyzwoita (i w sumie nic dziwnego - autorem jej jest niejaki Marschall, projektant m.in. genialnego "cover-artwork" do "Imaginations From The Other Side" Blind Guardian). Dlaczego zaskakuje? Ano dlatego, że z reguły Running Wild raczył nas raczej przeciętnymi, żeby nie napisać, że marnymi okładkami swoich, bądź co bądź, świetnych dokonań. A dla mnie okładka jest ważną częścią płyty i znacząco rzutuje na moją ocenę. Tutaj mamy tytułową (przynajmniej tak można się domyślać) "Stertę czaszek" na pierwszym planie, w tle jakieś kolumny, gra światłocienia, bliżej nieokreślone rysunki na ścianach - ciekawie, nastrojowo, piracko. Czyli tak, jak oczekujemy od Running Wild.

Paradoksalnie jednym z najmocniejszych punktów albumu jest... intro! Zabieg niespotykany wcześniej na płytach Runningów. Delikatny wstęp, w tle cichy chór i niesamowite "aaaa" (bez skojarzeń proszę). Później wchodzą gitary - najpierw akustyczna, następnie lekko przesterowany elektryk. Ciągle wszystko ciche i spokojne, aż w pewnym momencie zaczyna się solidniejsze uderzenie perkusyjne i cała nuta zdecydowanie przyśpiesza. W tle słychać bodajże tamburyn, który dodaje niesamowitego klimatu. Genialna rzecz. Po wstępie zaczyna się "Whirlwind" - szybki, rytmiczny, prosty. Doskonały materiał na początek, jeden z moich ulubionych utworów. Generalnie cały album jest wypełniony kawałkami w średnich i szybkich tempach, bardzo dynamiczny. Zostało w zamian za to zdjęte co nieco z mocy i ciężaru. Mamy więcej melodyki (jak chociażby w "Black Wings of Death") czy nawet skocznych zagrywek ("Jennings' Revenge"), ale rozumianych jak najbardziej pozytywnie, czyli szybka gitara, mocniejsza zwrotka, a po niej chwytliwy refren. Bardzo podoba mi się sekcja rytmiczna na tym albumie. Wielu znajdzie się takich, którzy stwierdzą, że nie jest to nic nadzwyczajnego - ot, zwykłe tło dla gitar. Myślę jednak, że właśnie o to chodzi, żeby nadawać tempo i rytmikę, a dzięki temu uwypuklić pracę wioseł, a nie przysłonić ją czy iść gdzieś "obok". Najsłabszym kawałkiem jest według mnie "Roaring Thunder" - zdecydowanie różniący się od reszty płyty, wolny, mozolny, bardzo "tłusty". Znam jednak osoby twierdzące, iż jest to świetne nagranie. Cóż, kwestia gustu.

A jak tam z warstwą tekstową zapytacie? Ano to, co zwykle u Running Wild w ostatnich czasach - piraci, walki na morzach i oceanach, przygody, skarby itd. Znalazło się też miejsce dla nieco bardziej politycznych liryków, jak chociażby ten z tytułowego kawałka (świetna linia wokalna!), a nawet ekologicznych (vide "White Buffalo"). I powoli zbliżamy się do końca płyty. I docieramy do apogeum - "Treasure Island". Utwór oparty na powieści "Wyspa skarbów" R. L. Stevensona (kto ciekaw o czym, niech sięga po książkę, całkiem ciekawa rzecz). Zaczyna się mówionym intro, żywcem wyjętym wprost z kart książki. Kawałek jest bardzo różnorodny i rozbudowany, momentami ciężej, czasami lżej. Na początku średnie tempo, w późniejszych partiach zdecydowanie przyspiesza. Są też chwile lekkiego przystopowania i wyciszenia. Wszystko świetnie skomponowane, dopasowane do całości, a wokal Rolfa wydaje się wręcz stworzony do tego rodzaju muzyki. Jak to ktoś kiedyś określił (niestety nie pomnę, któż taki): "ten kawałek powinno się dzieciom na dobranoc puszczać".

"Pile of Skulls" jest albumem zdecydowanie udanym i jedną z mocniejszych pozycji w dorobku Running Wild. Nie ma tu ckliwych ballad, niepotrzebnego pitolenia, wydumanych tekstów o religii czy filozofii. Dostajemy za to prosty (lecz nie banalny!), soczysty i szybki power - heavy metal, okraszony przyzwoitymi tekstami, zwłaszcza tymi "pirackimi", które są poniekąd wizytówką Runningów. Zdecydowanie polecam tę płytę, zwłaszcza tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością Kasparka - sam od tego longplaya zaczynałem i do dziś jestem wiernym fanem Running Wild. I zapewniam Was, że tak zostanie.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Running Wild "Pile Of Skulls"
minus
minus (wyślij pw), 2015-08-07 10:28:24 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie Running się skończył na "Death Or Glory", chociaż i tak już na tej płycie jest za dużo patataj.
3 pierwsze płyty plus "Ready For Boarding" to absolutna klasyka.
re: Running Wild "Pile Of Skulls"
Pumpciuś (gość, IP: 80.55.193.*), 2019-02-11 09:57:13 | odpowiedz | zgłoś
Cały Running Wild to symbol metalowgo kiczu. Nie tylko w image jak u Kinga Diamonda u którego muzyka tego nie odzwierciedla ale u Running Wild sama muzyka jest kiczowata.
re: Running Wild "Pile Of Skulls"
metalwerke44 (gość, IP: 31.63.111.*), 2015-08-07 08:27:51 | odpowiedz | zgłoś
okładka beznadziejna,ale muzyka wspaniała.denerwują mnie teksty w stylu najlepsza ,najgorsza.jak dla mnie najlepsze zawsze będzie gates,ale bez wątpienia treasure Island jest kompozycją mistrzowską ,arcydziełem.niemieckie zespoły w tym czasie grały bardzo dobrze.kto dziś pamięta destruction,czy violent force cz poczciwego tankarda o sodomie ikreatorze nie wspominając?
re: Running Wild "Pile Of Skulls"
Thrash Lover (wyślij pw), 2019-02-10 02:16:27 | odpowiedz | zgłoś
Ostatnio wyszła reedycja tego albumu i są tam wspomnienia Kasparka z pracy nad płytą. No i wspomina, że okładka, którą stworzył Andreas Marschall, kosztowała ich kupę kasy, ale było warto, bo efekt był świetny. A Ty narzekasz ;)
re: Running Wild "Pile Of Skulls"
pik (gość, IP: 79.191.163.*), 2019-02-11 16:45:54 | odpowiedz | zgłoś
hmm ja nie pamiętam ;)
chyba że chodzi o niemieckie zespoły.. piłkarskie:) ok to było tak pół żartem, pół serio a teraz na poważnie... naprawdę:)
nie będę ukrywał, że ogólnie to nigdy nie przepadałem za niemieckim metalem ale w ostatnim czasie jest jeden album zza zachodniej granicy, który lubię: to Nargaroth/ Jahreszeiten :D dobra kwestia gustu i że tak powiem: polecam i.. Nie polecam ;p
super płytka, stare dobre czasy
conan.Bararian (gość, IP: 88.220.50.*), 2009-08-25 09:50:54 | odpowiedz | zgłoś
dzięki Rolf
Running Wild
nordmann (gość, IP: 91.197.155.*), 2009-08-21 10:41:34 | odpowiedz | zgłoś
Jeśli ktoś nie zna Runnig Wild, to w sumie można rozpocząć od zapoznania się z ta płytą, która jest przyzwoita i później odkrywać przewdziwe wybitne dzieła takie jak "Port Royal", "Death or Glory", czy "Under Jolly Roger". Zresztą każda płyta RW nagrana przed rokiem 1995 jest warta przesłuchania.
Jeśli chodzi o okładkę to niczym się nie wyróżnia spośród innych okładek zespołu (zawsze cover płyty był ścisle powiązany z jej ogólnym konceptem)
re: Running Wild
Owczur (gość, IP: 195.38.12.*), 2009-08-21 11:06:56 | odpowiedz | zgłoś
Po 1995 tez ;P Moim ulubionym Runningiem jest np "Victory" :) "Brotherhood" i "Rogues..." tez uwielbiam, tylko brzmienie ostatniego jest plastikowe troche ;) ale Running to Running i kosi po calosci :)
re: Running Wild
nordmann (gość, IP: 91.197.155.*), 2009-08-21 13:27:47 | odpowiedz | zgłoś
w sumie jak ktos lubi ostatnie produkcje Running WIld to tez fajnie :), jednak osobiście uważam, że ostatnią dobra płytą była "Black Hand Inn"; później Rolfowi skończyły sie już pomysły i wpadł w pułapkę kopiowania samego siebie
:)
Wotan
Wotan (wyślij pw), 2009-08-19 22:58:06 | odpowiedz | zgłoś
"Roaring Thunder" i "Threasure Island" - na obu tych utworkach zawsze mam ciarki. Szkoda tylko, że kaseta już mi się deczko zdarła :)
« Nowsze
1