zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 8 grudnia 2019

recenzja: Silent Force "Worlds Apart"

3.10.2004  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Silent Force
Tytuł płyty: "Worlds Apart"
Utwory: Ride The Storm; No One Lives Forever; Hold On; Once Again; Master Of My Destiny; Heroes; Death Comes In Disguise; Merry Minstrel; Spread Your Wings; Iron Hand; Heart Attack; Worlds Apart
Wykonawcy: Alex Beyrodt - gitara; D.C. Cooper - wokal; Andre Hilgers - instrumenty perkusyjne; Torsten Rohre - instrumenty klawiszowe; Jurgen Steinmetz - gitara basowa
Wydawcy: Noise Records, Mystic Production
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Oj, niedobrze, bardzo niedobrze, pomyślałem sobie patrząc na okładkę płyty "Worlds Apart" - czeka na mnie do odsłuchu kiczowaty powermetal... Nie da się bowiem ukryć, że okładka nastraja wybitnie pesymistycznie i od samego patrzenia może zrobić się słabo. Pomarańczowo-czerwono-czarna tonacja, miasto w chmurach "wystrzeliwujące" jakiś laser w kierunku wtopionego w skałę zamku, skały a na pierwszym planie pół-kobieta, pół-ptak czai się (z mieczem w dłoni) na skraju przepaści. Efekt jest doprawdy paskudny, a przede wszystkim kiczowaty i jest to kicz, że tak powiem, pierwszoligowy. Nie ukrywam, że bardzo się bałem, że podczas słuchania tenże właśnie kicz mnie zaatakuje i w połowie płyty padnę zemdlony jego duszącym, mdlącym zapachem.

Na całe szczęście aż tak źle nie jest, choć płyta z pewnością na kolana nie rzuca. "Worlds Apart" to trzeci album amerykańsko-niemieckiej formacji Silent Force, poprzednie pojawiały się na rynku w roku 2000 ("The Empire Of Future") oraz 2001 ("Infatuator"). Potem była trzyletnia przerwa i teraz mamy właśnie "Worlds Apart". W zespole najważniejsze role odgrywają gitarzysta Alex Beyrodt, były członek Primal Fear oraz D.C. Cooper, były wokalista Royal Hunt. I nie będę ukrywał, że to przede wszystkim podobieństwo do tego ostatniego zespołu wyraźnie przebija w nagraniach kapeli, tyle, że nie ma tu lekko progmetalowego zacięcia znanego z płyt tegoż.

Muzyka prezentowana przez Silent Force to taki melodyjny power metal zmieszany w następujących proporcjach: jak najwięcej melodii, sporo szybkości i odrobina siły i mocy. Niby nic nadzwyczajnego, jednak od ogromnej liczby kapel grających podobnie Silent Forece odróżnia jedna, ale bardzo ważna rzecz: talent do tworzenia melodii i naturalnego rozwijania piosenek w taki sposób, aby "rzucić" je (czyli melodie:)) na pierwszy plan bez przesładzania utworów. Za małymi wyjątkami wszystko jest tu bowiem bardzo płynnie i zgrabnie zaaranżowane, nie ma topornych, nie pasujących wtrąceń melodyjnych. Wszystko rozwija się naturalnie i lekko. W efekcie mamy na płycie 12 numerów i 12 fajnych, wpadających w ucho nagrań. Oczywiście niektóre są nieco mniej udane, jak choćby "Heart Attack", "Iron Hand" czy "Death Comes In Disguise". Zdecydowanie przeważają jednak te lepsze, jak choćby dynamiczne "No One Lives Forever", podniosłe "Master Of My Destiny" czy "Merry Minstrel" z zadziornym riffem. Albo stonowane "Hold On", sunące przed siebie "Once Again" czy całkiem fajna ballada "Spread Your Wings", w której gościnnie na wokalu wystąpił syn D.C. Coopera.

Mamy więc dużo fajnych melodii, miarowy rytm bez kombinowania, niezłe riffy przetykane dobrymi, a chwilami świetnymi, solówkami ("Ride The Storm", "Hold On") i miękko-ostry wokal D.C. Cooper'a, którego zawsze lubiłem i ceniłem. Na specjalne wyróżnienie zasługuje gra klawiszowca, który udziela się bardzo mocno oraz - w większości przypadków - udanie i nadaje muzyce Silent Force specyficznego szlifu.

Muszę przyznać, że płyta jest dobra i równa, a chwilami potrafi nawet być porywająca. Przyjemnie się jej słucha, i choć osobiście nie jestem fanem tego typu grania, to do płyty pewnie będę czasem wracał.

Komentarze
Dodaj komentarz »