zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 8 sierpnia 2020

recenzja: Vader "Solitude in Madness"

14.07.2020  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Vader
Tytuł płyty: "Solitude in Madness"
Utwory: Shock and Awe; Into Oblivion, Despair; Incineration of The Gods; Sanctification Denied; And Satan Wept; Emptiness; Final Declaration; Dancing In The Slaughterhouse; Stigma of Divinity; Bones
Wykonawcy: Peter - wokal, gitara; Marek "Spider" Pająk - gitara; Tomasz "Hal" Halicki - gitara basowa; James Stewart - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2020
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Przeprowadzając prawie równo dekadę temu wywiad z liderem Vader na okoliczność piętnastolecia wydania legendarnej "De Profundis", zadałem mu pytanie: "45 lat na karku. Wciąż przed pierwszym zawałem?". Peter, jak to Peter, odpowiedział, że zawał mu nie grozi, a że mija 10 lat od tamtej chwili, a Vader wciąż z równą mocą koncertuje i wypuszcza płyty z regularnością zegarmistrza, co dwa lata przypominając o sobie a to wznowieniem, a to epką lub pełnym albumem, wypada stwierdzić: nie rzucał słów na wiatr, względnie - nie pierdolił.

Tym razem zarobiony Czołg Generała postanowił przypomnieć o sobie w nomen omen Święto Pracy. Nie na "robolstwie" jednak opiera się strategia marketingowa tej płyty, a mam wrażenie na datach rocznych. "Solitude In Madness" atakuje odpowiednio w 20. roku od wydania przesławnej "Litany" i ćwierć wieku po premierze "De Profundis", przez zdecydowaną większość fanów uważanych za najlepsze rzeczy Vader. Nikt tego nie ukrywa. Skojarzenia nawet niedowidzący i niedosłyszący wymaca jeszcze przed zapuszczeniem muzyki, choćby na podstawie dwóch danych. Czas trwania 29 minut. Okładka made by Wes Benscoter. Czy to wystarczy, żeby - prócz hołdowania - znów jakościowo deptać po piętach tamtym klasykom?

Wisława Szymborska gardłem Maanamu twierdziła, że "nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny". Mimo iż Vader zdaje się przeczyć tym dosłownie i bezkontekstowo rozumianym tezom, bo od pierwszej oficjalnej płyty brzmieli jak profesjonalni wyjadacze, a co do rutyniarstwa, to taki zarzut pojawia się przy okazji ich każdej kolejnej odsłony, przynajmniej od premiery "Revelations". Gdyby wyceniać materiał na podstawie tylko tych dwóch cech, czyli wprawy i rutyny, to "Solitude In Madness" w żaden sposób nie odstaje od tytułów, do których nawiązuje, i zwyczajnie napierdala z niego staroszkolny, wejderowy śmierć metal, ze zdecydowanie mniejszą ilością odwołań do thrash i heavy, niż miało to miejsce na kilku poprzednich wydawnictwach (no dobra, z wyjątkiem katowskiego wręcz "Emptiness"). Smaczkowy klawisz intr gdzieś wyparował, za to przeważa esencja stylu Wiwczarka, czyli masa odwołań i autocytatów w warstwie riffowej i fundowanych galopadach perkusyjnych.

Miażdżący "Shock And Awe", prócz fragmentów skrzeczanych wokali, jest bratem bliźniakiem "Wings" wiadomo skąd. "Incineration of Gods" z kolei to combo o ryjach "Silent Scream" i "Of Moon Blood Dream And Me". "Sanctification Denied" leje motorycznymi zagrywkami "Blood of King", podbitymi rytmami "North", a taki "And Satan Wept" każe dwa razy sprawdzić odtwarzacz, czy to nie przypadkiem jakiś remaster "Reborn In Flames". Sentymentalną stawkę uzupełniają "In A World of Hurt", tfu... przepraszam, znów się zapomniałem, "Stigma of Divinity" i wkomponowany pięknie cover Kwasów - "Dancing In The Slaughterhouse". Uzupełniają? Przecież to nie koniec płyty, skoro zostaje na niej jeszcze "Bones", ale o tym w podsumowaniu.

Nie bez przyczyny zabawiłem się w taką tytułową wyliczankę odnośników i nawet nie chodzi tutaj, by sobie ułatwić opisanie materiału. Jestem świadom, że mamy rok 2020 i dla wielu, którzy nie dorastali w czasach największych tryumfów Vader, będzie to najwyżej jakiś nie do końca zrozumiały ciąg kodów i szyfrów, ale podejrzewam, że Wiwczarkowi także o taki efekt tym razem chodziło. "Solitude In Madness" to krążek dla ludzi, którzy w latach 95 - 2000 obsrywali się w ekstazie, wyczekując każdego znaku muzycznego życia tego zespołu. Po tylu latach kariery wciąż możesz pójść z sondą uliczną przez dowolny stadt w kraju, przepytując ludzi pod czterdziestkę i dalej, jaka płyta Vader najlepsza i usłyszysz to samo czołobitne i w różnych konfiguracjach: "Litany - De Profundis - De Profundis - Litany, no i oczywiście Docent". Sporo młodsi rzecz jasna kojarzą Vader, ale mam wrażenie bardziej jak Smoka Wawelskiego, który wciąż niby zieje gazem pod Wawelem, ale w zasadzie jest tylko rzeźbą, odlewem, znakiem firmowym, przy którym warto sobie zrobić samojebkę. Ponoć wszyscy niby są potrzebni i każdego szkoda, ale żal mi trochę tego pokolenia, bo nigdy nie było mu pisane zaznać tej atmosfery czadu i podniecenia, która towarzyszyła ekipie Generała podczas otwierania wrót świata na nasz ukochany, rodzimy death te ćwierć wieku temu i wcześniej.

"Solitude In Madness", choć stworzona w 2019 r., z premedytacją wychodzi w okolicach okrągłych rocznic premier nieśmiertelnych klasyków Vader, aspirując do miana akademii powtórek ze świetlanych czasów tej muzyki. Malkontenci powiedzą: "i chuj, znów to samo, ile można". Jak dla mnie można tak długo, póki brzmi i gra to odpowiednio, a ta płyta od pierwszego do przedostatniego numeru zabija żywiołem, konkretem i nie odegraniem, a przeciwnie - realnym odświeżeniem historii. Nie mam wrażenia brania udziału w pokazie z jakimś odmalowanym trupem podłączonym do prądu, przeciwnie, wciąż chce mi się machać banią i nieistniejącymi włosami, jak przed wojną.

Nie żeby płyta nie miała wad. Pierwsza, to już nawet nie rzecz gustu, ale oczywisty błąd strategiczny Generała, czyli zakończenie wypełnionej szaleńczym napierdalaniem tracklisty takim średnio szybkim, rozwlekłym "Bones" - głową, o którą skróciłbym te 29 minut. Druga? Znów prawie ta sama produkcja. Zaraz, czekaj, przewiń, przecież "Solitude In Madness" nie nagrywali Wiesławscy w "Hertzu", tylko Atkins w "Grindstone". Niby tak, ale nie wiem, jak to zrobili, że trzeba się wsłuchać kilkanaście razy, poszukując istotnych różnic, a nie wszyscy są na tyle zdeterminowani. Szczególnie (tutaj już raczej wkracza do akcji gust) nie pasuje mi znów brzmienie perkusji. Chudzielec Stewart dwoi się i troi, wykręcając docentowe tempa za garami, ale wciąż brak temu masy, jaką wraz z Peterem wyciągnął np. Łukaszewski w "Red Studio" Gdańsk na "Revelations", jak dla mnie najlepiej brzmiącej płyty w historii tego zespołu.

Gdyby nie te dwie rzeczy, byłby maks, a tak muszę silić się na obiektywizm, czego w tym wypadku nienawidzę, bo to i tak najlepszy Vader od prawie dwudziestu lat. Serio.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Vader "Solitude in Madness"
Bungo (gość, IP: 149.156.96.*), 2020-07-16 07:42:25 | odpowiedz | zgłoś
Chyba zaczynam odczuwać syndrom dziadków z Muppetów. Kiedy zespól death metalowy jest najlepszy? Kiedy nie przekracza 60 bpm. Buahahahaha...

I coś w tym jest, bo TetI słucha się z przyjemnością w całości, chyba dzięki zróżnicowaniu. A "Przeklęty na wieki", do momentu przyspieszenia to (IMO) jeden z lepszych numerów Vadera.

Masz ciekawe spostrzeżenia dotyczące brzmienia perkusji. Na ile pamiętam wczesne płyty, to nigdy nie brzmiała soczyście i tak już pewnie pozostanie. Choc własnie w "Przeklętym" widać, ze teoretycznie się da ;-)
re: Vader "Solitude in Madness"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2020-07-16 13:44:54 | odpowiedz | zgłoś
Tutaj się nie zgodzę, Revelations ma na serio pełne brzmienie perkusji, jak dla mnie i jedyne tak dobre u Vader. Najgorsze? To chyba te kartony z Future of The Past
re: Vader "Solitude in Madness"
martinez1 (wyślij pw), 2020-07-17 12:30:50 | odpowiedz | zgłoś
Przeklęty na wieki świetny kawałek, Vader mógłby w końcu nagrać płytę po polsku.
re: Vader "Solitude in Madness"
Nekromantikk (gość, IP: 178.21.136.*), 2020-07-16 08:40:47 | odpowiedz | zgłoś
A słyszałeś, że niedługo będzie reedeycja De Profundis? Wiem, że wszyscy znamy ją na pamięć i od każdej strony, ale może przy okazji takiego wydarzenia pokusisz się o reckę? Coś na wzór tego, jak 10 lat temu (ależ ten czas zapierdala) opisywałeś płyty Deicide.
re: Vader "Solitude in Madness"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2020-07-16 13:46:37 | odpowiedz | zgłoś
Nie podejmę się tego, jeżeli to będzie nagrywane od nowa. Nie podobają mi się te nowe wersje brzmieniowo, nie mogę się przemóc. Moim zdaniem XXV, wyczerpał ten temat do cna.
re: Vader "Solitude in Madness"
Nekromantikk (gość, IP: 178.21.136.*), 2020-07-17 08:20:11 | odpowiedz | zgłoś
Ale to będzie wznowienie klasycznego materiału. Nie będzie ponownego nagrywania. Myślę, że już Dark Age wystarczy.
re: Vader "Solitude in Madness"
pakecjusz (gość, IP: 109.173.144.*), 2020-07-15 00:33:15 | odpowiedz | zgłoś
Nie pamiętam kiedy ten facet napisał recenzję w której nie dałby płycie 9, niezależnie od tego jak wtórnym i zwyczajnym by nie była tworem
re: Vader "Solitude in Madness"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2020-07-15 09:39:12 | odpowiedz | zgłoś
Było kilka. Ale jest tutaj lonad setka, chcesz to szukaj. Haha
re: Vader "Solitude in Madness"
pakecjusz (gość, IP: 109.173.144.*), 2020-07-16 18:41:35 | odpowiedz | zgłoś
haha, tu Wacek - co tam słychać, stary druhu? :)
re: Vader "Solitude in Madness"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2020-07-17 16:09:39 | odpowiedz | zgłoś
Hehe Szatana słychać ;)
2
Starsze »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (41 głosów):

 
 
73%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Vader

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy słuchając rocka i metalu jesteś w stanie odróżnić partie poszczególnych instrumentów?