zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 12 grudnia 2019

recenzja: Within Temptation "The Silent Force"

7.11.2010  autor: Pyrelysis
okładka płyty
Nazwa zespołu: Within Temptation
Tytuł płyty: "The Silent Force"
Utwory: Intro; See Who I Am; Jilian (I?d Give My Heart); Stand My Ground; Pale; Forsaken; Angels; Memories; Aquarius; It's the Fear; Somewhere
Wykonawcy: Sharon den Adel - wokal; Robert Westerholt - gitara; Ruud Jolie - gitara; Martijn Spierenburg - instrumenty klawiszowe; Jeroen van Veen - gitara basowa; Stephen van Haestregt - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Gun Records
Rok wydania: 2004
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Swój trzeci studyjny album członkowie holenderskiego Within Temptation ochrzcili "The Silent Force". Dziwny to tytuł dla płyty, na której wszystko dzieje się głośno i z ostentacyjną przesadą, a o składających się na nią utworach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że mają w sobie jakąkolwiek "siłę" czy też mistyczną "moc". Nie bez znaczenia jest tu fakt, że nowy album Holendrów ujrzał światło dzienne mniej więcej w tym samym czasie, w którym wyszło słynne "Once" fińskiego Nightwish, a na antenie muzycznych stacji radiowych i telewizyjnych brylowali Amerykanie z Evanescence. Gotycki metal nawiązywał właśnie romans z bardziej przystępnym dla masowego odbiorcy przebojowym rockiem, a ich wspólne dzieci szybko wyrastały na hity radiowych rozgłośni. Zagadką pozostaje, dlaczego na "The Silent Force" członkowie Within Temptation zdecydowali się w tak bezkrytyczny sposób ulec tej modzie, skoro silną markę ich zespołu wykreowały już wcześniej doomowo-gotycki "Enter" i pełen nastrojowych melodii "Mother Earth".

Przykro to mówić, ale kiedy do tych wcześniejszych wydawnictw Holendrów porównać "The Silent Force", to pierwszą rzucającą się w ucho zmianą jest... znaczny wzrost budżetu. Bo przecież bez solidnego naoliwienia dolarami ta wielka maszyna, w którą tym razem zaprzęgnięto osiemdziesięcioosobowy chór z Moskwy i orkiestrę symfoniczną w pełnym składzie, nigdy nie drgnęłaby z miejsca. A dzięki bajecznym sumom włożonym w produkcję maszyna ta może majestatycznie przetaczać się przez cały album, za nic sobie mając ewentualne pytanie o to, gdzie też podziali się muzycy Within Temptation. A jest to pytanie bardzo interesujące.

Zacznijmy od tego, że w większości składających się na "The Silent Force" utworów prawie w ogóle nie słychać gitar (!), co dla muzyki aspirującej do miana symfonicznego metalu jest posunięciem iście samobójczym. Trochę więcej do powiedzenia mają klawisze, których rola zbyt często sprowadza się jednak do seryjnej produkcji nieznośnie cukierkowych "ozdobników". Właściwie jedynym naprawdę dobrze "słyszalnym" instrumentem jest tu perkusja, ale uwypuklono jej brzmienie chyba tylko po to, by sztucznie przydać utworom nieco ciężaru. Generalnie w warstwie muzycznej na "The Silent Force" dominują nieciekawe i raczej szablonowe orkiestralne aranżacje, między którymi zabłądzi czasem klawiszowy pasaż czy zagubiony gitarowy riff. Nie trzeba dodawać, że takie wyraźne przeniesienie akcentów pozbawiło niemal wszystkie utwory tej wspaniałej muzycznej energii, którą kilka lat temu zachwyciło fanów pamiętne "Mother Earth".

Również wokalistka Sharon del Adel, której niezwykła wszechstronność i ciepła barwa głosu oczarowały fanów na poprzednich albumach Holendrów, na "The Silent Force" raczej muzyce szkodzi. Niemal wszystkie utwory pani del Adel śpiewa tu w denerwujący, przesadnie słodki sposób, a na domiar złego demonstruje słuchaczom wyłącznie górne granice skali swojego głosu, od czego chwilami bolą uszy. Być może zmusiły ją do tego zupełnie bezbarwne linie melodyczne, a być może zrobiły to rozbuchane orkiestralne aranżacje, które inaczej zagłuszyłyby jej delikatny, liryczny głos. Tak czy inaczej, wraz ze zniknięciem ambitnych wokalnych partii z muzyki Holendrów uleciała cała magia, pozostawiając po sobie masę podszywających się pod symfoniczny metal przesłodzonych melodii. Na domiar złego większość znajdujących się na "The Silent Force" piosenek razi brakiem kompozycyjnej spójności i wtórnością motywów, które momentami więcej niż z metalem mają wspólnego z... muzyką pop.

Jeśli ktoś chciałby usłyszeć "The Silent Force" w pigułce, powinien włączyć sobie tylko "Intro" - w zamyśle chyba bardzo mroczną i klimatyczną miniaturkę na chór i orkiestrę, która jednak po utopieniu w przesadzonym patosie zamieniła się we własną parodię. W podobny sposób rozczarowują cukierkowe "See Who I Am" i dość karykaturalne "Jilian (I'd Give My Heart)" - dwa sąsiadujące ze sobą utwory oparte na identycznym, bardzo już zużytym schemacie łączącym spokojne zwrotki, wzmagające napięcie przejście i przebojowy refren. Z równym trudem słucha się singlowego "Angels" i wyjątkowo infantylnego "It's the Fear" - zupełnie pozbawionych fantazji kawałków zbudowanych wokół irytująco skocznych refrenów. Jednak prawdziwą masakrę muzycy z Within Temptation zafundowali swoim balladom. Zarówno w zupełnie bezbarwnym "Pale", jak i w nieznośnie ckliwym "Memories" stężenie cukru chwilami sięga poziomu grożącego utratą... no, może jeszcze nie życia, ale na pewno słuchu.

W takim towarzystwie naprawdę nietrudno wybić się na plus. W niezłym stylu robi to "Forsaken" - kawałek może i niezbyt oryginalny, ale przynajmniej kompozycyjnie spójny i dość nastrojowy. Jeśli nie wsłuchiwać się w jego bzdurny tekst, to za w miarę udany można też uznać "Aquarius", w którym Sharon del Adel po raz pierwszy brzmi wyraziście i nawet dość drapieżnie. Nieźle wypada też ballada "Somewhere", która dzięki zwolnieniu ze śmiertelnej dawki lukru, którą wcześniej polano jej siostry, być może wzruszy nawet niektórych wrażliwszych słuchaczy. Fanom przebojowego rocka może się jeszcze spodobać "Stand My Ground" - nieźle skomponowany, choć niestety bardzo wtórny, komercyjny "pewniak".

Niestety, te kawałki bronią się z trudem, nie mają więc nawet cienia szansy obronić "The Silent Force" jako całości. To jest po prostu bardzo kiepska płyta - i to nie tylko dla tych, którzy z zasady krytykują wszelkie łagodniejsze i bardziej "przystępne" gatunki metalu. Muzycy Within Temptation chcieli na tym albumie stworzyć chyba monumentalne symfoniczno-rockowe dzieło, które kupiłby zarówno oddany fan gotyckiego metalu, jak i szybko nudzący się kolejnymi nowościami masowy odbiorca, któremu kiedyś obiły się o uszy przeboje takich zespołów jak amerykański Evanescence. Niestety, choć marketingowo zapewne słuszny, zamiar ten okazał się jednocześnie kompletnym artystycznym niewypałem. Zamiast symfonicznych uniesień i wbijających w fotel partii chóru, mamy tu tworzone przez orkiestrę nieciekawe muzyczne tła. Zamiast porywających riffów i niebanalnych motywów, mamy nieobecne gitary i cukierkowe klawiszowe pasaże. Zamiast przebojowych melodii, mamy przesłodzone wokale i karykaturalne zagrywki w stylu muzyki pop.

Małym dzieciom mówi się czasem, że od nadmiaru słodyczy psują się zęby. Niestety, od słuchania "The Silent Force" niektórym nawet dorosłym mogą popsuć się także uszy.

Komentarze
Dodaj komentarz »
?
chob1981 (gość, IP: 83.15.252.*), 2010-12-28 14:39:39 | odpowiedz | zgłoś
Nie zgadzam się z recenzją. Dziwne to troche, że recenzja została napisana tak jak by jej autor szukał w WT Vadera czy Opeth. Za dużo pan myśli słuchając muzyki i zamiast się nią cieszyć szuka pan dziury w całym.
Co kto lubi
zvn (gość, IP: 83.24.3.*), 2010-12-16 06:12:59 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie ta płyta jest to bani i faktycznie od cukru uszy mi się polepiły ale...de gustibus non dispitandum est. Co kto lubi.
szkoda czasu na takie recenzje... kompromitująca
filburg (wyślij pw), 2010-11-22 10:28:23 | odpowiedz | zgłoś
szkoda czasu na takie recenzje...kompromitująca... uważam, że recenzje powinny pisać osoby o szerszych horyzontach muzycznych...i podobnie jak przedmówcy jestem zdania, że komercyjność albumu nie powinna go dyskryminować...
re: szkoda czasu na takie recenzje... kompromitująca
ELP (gość, IP: 83.24.3.*), 2010-12-16 06:15:55 | odpowiedz | zgłoś
Recenzja jest bardzo dobra, dobrze napisana, autor wyraził swoje zdanie ale najwyraźniej nie powinien tego robić i rozpłynąć się w zachwycie jak wszyscy inni. Kompromitujące jest raczej nieuznanie prawa do odmiennego zdania.
porywające riffy
zibul (wyślij pw), 2010-11-15 00:13:10 | odpowiedz | zgłoś
Ta "recenzja" to istna porażka, poplątanie z pomieszaniem. Autor powinien najpierw zapoznać się z tym co to jest recenzja, później przemyśleć i napisać recenzję.
Z tego tekstu dowiadujemy się jedynie o tym co autor chciałby usłyszeć na płycie i to czego nie chce słuchać. Chciałby "porywających riffów i niebanalnych motywów", "przebojowych melodii" i w całości "uwypukloną perkusję". Nie chce słuchać "słodkiego śpiewu pani del Adel", a na dodatek, o zgrozo !, " w wysokich tonach" .Czyżby muzycy z Within Temtantion obiecali mu wcześniej "porywajace riffy" i "uwypukloną perkusję" ?, a pani del Adel obiecała mu śpiewać wyłącznie w niskich tonach ???? Przypuszczam, że takich deklaracji mu nie składali.
Jeżeli autor chce "porywające riffy" i "uwypukloną perkusję" powinien udać się na koncert Ozzy Osbourna lub Megadeth - tam do oporu riffów i perkusji...., a jeżeli chce posłuchać "niebanalne motywy" to powinien sięgnąć po płytę Joe Satrianiego lub Steva Vai'a - tam znów do oporu i motywów i riffów i perkusji.....
Toż to samo, co być na koncercie Chopinowskim i mieć za złe, ze nie było tam riffów i perkusji, a na dodatek wykonawca klikał przez dwie godziny w jedną i tą samą klawiaturę i do tego o zgrozo! - wiele razy w wysokich tonach !!!!
Autor "recenzji" plącze się w swoich wywodach, sam sobie przecząc. Żałuje, że na płycie nie ma "przebojowych melodii", a jednocześnie poleca "fanom przebojowego rocka" "nieźle skomponowany " "Stand My Ground" , docenia "kompozycyjnie spójny i dość nastrojowy" "Forsaken" i jeszcze dwa inne utwory. Twierdzi, ze na płycie nie ma "przebojowych melodii", a jednocześnie przyznaje, że "Angels" i "Its the Fear" zbudowane są na "skocznych refrenach", co prawda irytujących, ale jednak.....W czym to irytuje skoczny refren ???? Dlatego, że skoczny, czy dlatego, że refren ????? A może i jedno i drugie ??? Posumowujac 6 ( na 10 na płycie, nie liczę nitro ) utworów akceptuje, a mimo to uznaje płytę za "bardzo kiepską", żeby było ciekawiej to stwierdza też .że "większość znajdujących się na "The Silent Force" piosenek razi brakiem kompozycyjnej spójności" 4 do 6 to większość ????
"Recenzent" żali się na "nieznośnie ckliwy " i "przesłodzony wokalem" "Memories" , a jest to chwalona przez fanów przepiękna, nastrojowa liryczna ballada, a na koncertach ludzie mają łzy w oczach podczas jej wykonania. W ten sposób jak "recenzent" rozprawia się krótko z tą balladą to można i rozprawić się z niewątpliwie ckliwymi Trenami Jana Kochanowskiego, a przecież są to jedne z najpiękniejszych liryków literatury polskiej....
"Recenzent" w swojej "recenzji" stwierdza jednoznacznie, że wie co chcieli osiągnąć muzycy Within Temtation ( ciekawe skąd on to wie ????) i stawia pewnik, że nie osiągnęli tego co chcieli ...???
Nie rozumiem dlaczego "recenzent" tą piękną płytę, pełną nastrojowych, klimatycznych utworów, pozbawionych na szczęście riffów i grzmotów perkusji, ale ze ślicznym, wysokim wokalem w fantastycznym symfoniczo-chóralnym akompaniamencie uważa za kiepską. To siła tej płyty, wyróżnik Within Temptantion, dowód na to, że ten rodzaj rocka nie musi być sztampowy i nikomu całą pewnością nie popsują się uszy, a niejeden otworzy się na nowe brzmienia , doceni dorobek artystów i z przyjemnością posłucha
metyl
hrn z (gość, IP: 95.51.122.*), 2010-11-12 08:14:28 | odpowiedz | zgłoś
no bez jaj... ja myślałem że w metalu gitary są ważniejsze:D wyjątkiem jest apocalyptica, która ewidentnie brzmi metalowo. Przy okazji, nie mam nic do WT ale metal is metal, when it is metal
wtf?
atamcichobyć (gość, IP: 77.255.39.*), 2010-11-09 19:17:36 | odpowiedz | zgłoś
taaa... jak już ktoś odniesie sukces to najlepiej go zjechać, przecież wszyscy powinni grać w podziemiu! może i zbyt lukrowany album, ale trzyma mocny poziom, czego nie można już powiedzieć o kolejnym... żal. cytat: "Zacznijmy od tego, że w większości składających się na "The Silent Force" utworów prawie w ogóle nie słychać gitar (!), co dla muzyki aspirującej do miana symfonicznego metalu jest posunięciem iście samobójczym" - no bez jaj! a ja myślałem, że klawisze w symfonicznym metalu są ważniejsze.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (112 głosów):

 
 
72%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Dimmu Borgir "Abrahadabra"
- autor: Megakruk

Behemoth "Evangelion"
- autor: Megakruk
- autor: Kępol

Vader "Necropolis"
- autor: Megakruk

Hunter "Hellwood"
- autor: Megakruk

Nightwish "Oceanborn"
- autor: Pyrelysis
- autor: Do diabła
- autor: Margaret

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Muzyki ilu pochodzących z Azji zespołów rockowych lub metalowych często słuchasz?