Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
92% |
| liczba ocen: |
26 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Faith No More "Who Cares A Lot? The Greatest Hits"
|
Nazwa zespołu: Faith No More
Tytuł płyty: "Who Cares A Lot? The Greatest Hits"
| Utwory: |
We Care A Lot; Introduce Yourself; From Out Of Nowhere; Epic; Falling To Pieces; Midlife Crisis; A Small Victory; Easy; Digging The Grave; The Gentle Art Of Making Enemies; Evidence; I Started A Joke; Last Cup Of Sorrow; Ashes To Ashes; Stripsearch; The World Is Yours; Hippie Jam Song; Instrumental; I Won't Forget You; Introduce Yourself; Highway Star; Theme From Midnight Cowboy; This Guy's In Love With You |
Wydawcy: Slash Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Autoironiczna parafraza jako tytuł, a na okładce - zdjęcie Benny'ego
Hilla, czyli zupełnie innego nieboszczyka. W takim stylu w 1998 r.
pożegnało się ze swoimi fanami Faith No More.
Jeśli kogoś interesują członkowie tej zasłużonej grupy, to wewnątrz
okładki wymieniono ich aż czternaścioro. Przewinęli się przez nią m.in.:
Mike Bordin (znany również z zespołu Ozzy'ego Osbourne'a, swego czasu
żartobliwie obwiniony przez kolegów o doprowadzenie do rozwiązania Faith
No More), Mike Patton (który po rozpadzie kapeli zyskał opinię nie tylko
świetnego wokalisty, ale i prawdziwego artysty) i Courtney Love (ale ona
tutaj muzycznie nic nie wniosła). Te i pozostałe zawarte we wkładce
informacje jednoznacznie dają do zrozumienia, że album jest przede
wszystkim podsumowaniem działalności grupy. Niektórym się przez to nie
podoba, ale trudno oczekiwać czegoś wyjątkowego, gdy chodziło tylko o
pożegnanie. Nie bawiono się więc w wydumaną kompozycję - utwory ułożono
chronologicznie. Z albumów nagranych z Chuckiem Moseleyem na wokalu
wybrano tylko dwa kawałki - te brzmią stosunkowo młodzieńczo i
kanciaście. Trzy utwory z "The Real Thing", w tym słynne "Epic", to już
początek ery Pattona, na razie głównie rapującego i wysoko śpiewającego.
Zachowana została energia, doszły jednak jakość i przebojowość.
Podobnie, wciąż postępowo jest z trzema kawałkami z "Angel Dust",
chociaż tutaj pojawiło się "Easy" z repertuaru The Commodores - balladka
z fortepianowym akompaniamentem, odstająca stylistycznie od rocka
granego przez Faith No More. Szczególnie mocno kontrastuje ona z
następującymi po niej trzema już mniej przebojowymi reprezentantami
albumu "King For A Day... Fool For A Lifetime", w tym ostrym, "brzydkim"
"The Gentle Art Of Making Enemies". Z drugiej strony "Evidence" z
elementami jazzu i soulu zdecydowanie nadaje się do radia. Płytę kończą
trzy utwory z "Album Of The Year" i w ten sposób słuchacz od wesołych
początków dociera do mrocznych "Ashes To Ashes" i "Stripsearch", w
których głos Pattona schodzi już naprawdę nisko.
Na uwagę zasługują jednak przede wszystkim dodane do tej składanki
odrzuty z sesji, niektóre znane wcześniej z singli. "Who Cares A Lot?"
promowane było przez "I Started A Joke" z repertuaru Bee Gees. Podobnie
jak "Easy", jest to spokojny kawałek, który można traktować jak żart, tu
jednak Patton pokazał, że głos ma fantastyczny. Pozostałe rarytasy
zebrano na drugiej płycie. Wyróżnić można wykrzyczane "I Won't Forget
You" z brutalnym riffem. "The World Is Yours" i "Hippie Jam Song"
również są dobre, ale nie wybitne. Przyjemniej słucha się "Instrumental"
z ciekawą partią gitary basowej. Po luzackiej, rozwalającej na kawałki
(chociaż niestety nie aż tak, jak oryginał) wersji demo "Introduce
Yourself" następują jeszcze trzy koncertowe przeróbki. Pierwsza to
kapitalne wykonanie jednej zwrotki "Highway Star" Deep Purple. Ta minuta
aż kipi energią! Podoba mi się bardziej niż oryginał. Co dalej? Nie mam
nic przeciwko tematowi z "Midnight Cowboy" autorstwa Johna Barry'ego,
ale mdłe "This Guy's In Love With You" Burta Bacharacha i Hala Davida
sprawia, że rzadko dosłuchuję ten 28-minutowy krążek do końca.
Album dostępny jest również w wersji jednopłytowej, uboższej o wykonania
koncertowe.
Mimo że materiał z "Who Cares A Lot?" nagrał jeden zespół, jest on
bardzo zróżnicowany. Kompilacja pokazuje niemałe możliwości kapeli.
Faith No More było wielkie. Może jeszcze będzie.
autor: Krasnal Adamu
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|