Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
240 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Kreator "Enemy Of God"
|
Nazwa zespołu: Kreator
Tytuł płyty: "Enemy Of God"
| Utwory: |
Enemy of God; Impossible Brutality; Suicide Terrorist; World Anarchy; Dystopia; Voices of the Dead; Murder Fantasies; When Death Takes Its Dominion; One Evil Comes - A Million Follow; Dying Race Apocalypse; Under a Total Blackened Sky; The Ancient Plague |
| Wykonawcy: |
Mille Petrozza - gitara, wokal; Jurgen "Ventor" Reil - instrumenty perkusyjne; Christian "Speesy" Giesler - gitara basowa; Sami Yli-Sirnio - gitara |
Wydawcy: SPV Records / Mystic Production
Rok wydania: 2005
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
W ostatnich latach na grupie Kreator, jednym z filarów niemieckiej Wielkiej Trójcy, w szczególności za album "Endorama" (1999), zaczęto wieszać psy. Niektórzy upatrywali w tym nawet początku końca legendy europejskiego thrashu.
Srodze się wtedy pomylili, a argumenty z ręki wybiła im poprzednia płyta Millego
Petrozzy i spółki "Violent Revolution" (2001), przywracająca kapeli należne,
wysokie miejsce w metalowej hierarchii. Pozycję tą potwierdza również dziesiąty
album studyjny kapeli o zadziornie brzmiącym, mogącym w pewnym stopniu sugerować
tematykę tekstów, tytule "Enemy of God".
Dwie dekady po wydaniu debiutanckiego "Endless Pain" (1985) kwartet z Zagłębia
Ruhry powraca jak Feniks z popiołów otrzepujący ze swych skrzydeł wszelki brud i pył. Wcześniejsze eksperymenty, które wielu fanom nie były w smak, odeszły w cień, a co za tym idzie, "Enemy of God" z grubsza przypomina stary, dobry Kreator poddany dobroczynnemu działaniu procesu recyclingu. W żadnym wypadku nie jest to krok wstecz czy tym bardziej odgrzewanie nagryzionych kotletów - dwanaście nowych utworów to lekko przefiltrowana esencja dawnego stylu z impetem wrzucona w dwudziesty pierwszy wiek. Wyraźne echa płyt Kreator z wczesnych lat dziewięćdziesiątych (tu i ówdzie kłania się chociażby duch "Extreme Aggression" i "Coma Of Souls") w nowoczesnej produkcji brzmią dość świeżo, agresywnie i dynamicznie, a wokale Petrozzy emanują złością. Co prawda w kilku momentach następca "Violent Revolution" jest zbyt łagodny i miałki ("The Ancient Plague", "Under a Total Blackened Sky"), ale cięte riffy, techniczna precyzja i thrashowa intensywność z nawiązką nadrabiają wszystkie te "wady fabryczne". Albowiem Niemcy nie zwykli nagrywać gniotów i chwała im za to.
"Enemy of God" plasuje się w gronie najlepszych wydawnictw stworzonych przez Kreator w ostatnich latach. To solidny, metalowy krążek, który mimo iż w nadchodzących miesiącach spodziewać się należy, że znać o sobie dadzą takie tuzy
jak Slayer, Destruction i Testament, powinien wytrzymać atak konkurencji. Tak
czy inaczej, jest to mocny kandydat do pierwszej dziesiątki thrashowych albumów roku 2005. A swoją drogą wielu młodym kapelom życzyłbym takiej formy, jaką
prezentuje Kreator po ponad dwudziestu latach działalności.
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|