Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
179 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Nine Inch Nails "Halo 14 - The Fragile"
|
Nazwa zespołu: Nine Inch Nails
Tytuł płyty: "Halo 14 - The Fragile"
| Utwory: |
Left - Somewhat Damaged, The Day the World Went Away, The Frail, The Wretched, We're In This Together, The Fragile, Just Like You Imagined, Even Deeper, Pilgrimage, No, You Don't, La Mer, The Great Below; Right - The Way Out Is Through, Into The Void, Where is Everybody?, The Mark Has Been Made, Please, Starfuckers Inc., Complication, I'm Looking Forward To Joining You, Finally, The Big Come Down, Underneath It All, Ripe With Decay |
Wydawcy: Nothing Records
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Nine Inch Nails. Te trzy słowa doprowadzają mnie do ekstazy. Przez wiele
lat byłem zahipnotyzowany wytworami Trenta Reznora. Przeciągające się w
nieskończoność oczekiwanie na nową produkcję mojego ulubionego projektu
osłabiło nieco zainteresowanie nim samym, ale teraz, kiedy "The Fragile"
jest już na rynku, odżywają na nowo głęboko zakorzenione w mojej psychice
fascynacje. Nowy album jest fenomalny, rozpierdalający, nie pozostawiający
złudzeń, że Reznor to muzyczny geniusz. Po prostu kult!
O tym, że Mr. Reznor przymierza się do wydania kolejnego albumu pod
szyldem Nine Inch Nails, było wiadomo od dwóch lat. I na tym w sumie
się kończyło, bo czas płynął, a "The Fragile" nadal był znany fanom
tylko z nazwy. W pewnym momencie straciłem już cierpliwość i, podobnie
jak w przypadku nowego dzieła Quorthona z Bathory, zacząłem powątpiewać,
czy ten album w ogóle się ukaże. Ale jak się później okazało, była to
tylko cisza przed burzą. Kilka miesięcy temu Internet dosłownie oszalał
na punkcie Nine Inch Nails, wszędzie zaczęło znowu być głośno na temat
nowego albumu Reznora. Kolejnymi informacjami Nothing Records tylko
dolewało oliwy do ognia: najpierw wyjdzie singiel, a potem duży, podwójny
album. To wszystko zrobiło na mnie niesamowite wrażenie, pozwoliło
na nowo uwierzyć w ten projekt. I nie rozczarowałem się. Chociaż jest
to album ulepiony z zupełnie innej gliny niż poprzednie wydawnictwa,
powinien się spodobać każdemu fanowi dziewięciocalowych gwoździ, a tych
w Polsce na pewno nie brakuje.
Początkowo Reznor planował podzielić album na dwie części. Jedna z nich
miała składać się z normalnych utworów, druga pozostałaby wyłącznie
instrumentalna. Zaniechano jednak tego pomysłu, mieszając razem cały
materiał. W sumie postąpiono dobrze, dzielenie muzyki na dwa fronty
zabiłoby ten album. Zanim "The Fragile" wpadł w moje chciwe ręce,
długo się zastanawiałem, co też Mr. Reznor zaprezentuje nam po pięciu
latach milczenia ("The Downward Spiral" ukazał się wszakże w 1994 roku,
późniejsze single i remiksy pomijam). Okazało się, że płyta znakomicie
broni się sama, choć na próżno szukać tu atmosfery z "Broken", czy
wspomnianego już "Halo 8". W kwestii klimatów, najbliżej tutaj chyba do
"Pretty Hate Machine", choć w porównaniu z debiutanckim albumem, Reznor
używa więcej gitar. Muzykę zawartą na "The Fragile" trudno zakwalifikować
do industrialu - bardziej brzmi to jak zwykły samplerowy rock, przesączony
typową dla popu chwytliwością. Wszystko łatwo wpada w ucho, bez problemu
daje się zanucić, więc tradycyjnie przynajmniej połowa utworów jest
potencjalnymi hitami. Ja już mam swoich faworytów i to głównie na nich
skupię więcej uwagi (pisanie o wszystkich utworach nie ma sensu, jest
ich po prostu za dużo).
Najpierw słów kilka o otwierającym album "Somewhat Damaged", utworze
wyjątkowo ostrym i rokującym nadzieje na odrobinę rzezi w przyszłości. Na
początku doświadczamy niepokojących dźwięków gitary akustycznej, później
dołącza do tego automat i cały arsenał sampli. Wszystko rozkręca
się w zawrotnym tempie. Trent początkowo śpiewa dosyć spokojnie,
ale z każdą kolejną sekundą jego wokalizy przybierają na sile, by
wreszcie wybuchnąć. Bardzo fajny początek płyty, choć niestety nie
pozbawiony małego zgrzytu. Gdzieś około drugiej minuty pojawiają
się sample żywcem wyjęte z "Weisses Fleisch" Rammsteina. Nienawidzę
Rumsztyka i ten motyw skutecznie obrzydził mi doznania płynące z tego
utworu. Później mamy do czynienia z podobnym patentem, jak na pamiętnym
"The Downward Spiral". Tam, po rzeźniczym "Mr. Self Destruct" płynął
bardzo spokojny utwór, zatytułowany "Piggy". Tu jest tak samo. "The
Day The World Went Away" to balladka o niepowtarzalnym klimacie,
szczególnie pod koniec, kiedy Trent zaczyna nucić. Cały utwór zbudowany
jest na zasadzie kontrastu. Najpierw słyszymy przesterowane gitary,
robiące olbrzymi hałas, potem zawodzący śpiew Reznora z brzdąkającą
w tle gitarą akustyczną i znowu ten potężny grzmot. Przez to wszystko
przewija się miejscami ledwo słyszalne pianino - gdy po raz pierwszy to
usłyszałem, byłem zachwycony. Wspomniałem o związkach z "Halo 8", okazuje
się, że na lewej płytce jest ich znacznie więcej. "The Frail" nasuwa
skojarzenia z "A Warm Place", natomiast motyw przewodni "The Wretched"
- z początkiem "The Becoming". Czyżby ukłon w stronę fanów? Kolejny
utwór, który mnie dosłownie rozwalil, to "We're In This Together". Na
początku jest nieco psychodelicznie, potem wykluwa się z tego szybka,
rockowa piosenka z pięknymi wokalizami Trenta. Moim zdaniem, jest to
jeden z najlepszych utworów tej płyty, nie dziwię się więc, że nakręcono
do niego videoklip. Bardzo podoba mi się też otwierający płytkę prawą
"The Way Out Is Through". Na początku trąci on nieco ambientem: uszy
atakowane są dziwnymi dźwiękami, gdzieś w tle słychać szept Reznora. W
pewnym momencie robi się coraz głośniej. włączają się elektroniczne piski
i gitary, opętańczy śpiew Reznora dopełnia reszty. W punkcie kulminacyjnym
wszystko się wycisza i gdzieś w tle zaczynają pobrzmiewać proste dźwięki
odgrywane na piaNINie. Fenomenalny kawałek. I to w sumie tyle. Reszta
numerów z prawej płytki trzyma wysoki poziom, ale nic nie wyróżnia się
na tyle, żeby mnie specjalnie zachwyciło. No, może wyłączając jeszcze
"Please".
Ciężko jest mi opisywać muzykę NIN, dlatego najlepszą radą będzie
posłuchać tego samemu i samemu też wydać ocenę. Mój ciężko pojęty
sentyment do gwoździ, nakazał udzielić im maksymalnej noty, ale czuję, że
gdybym nie kochał Reznora za to co, zrobił przez ostatnie dziesięciolecie,
to oceniłbym "The Fragile" o jeden punkt niżej. Mam tylko nadzieję,
że na kolejny album Nine Inch Nails nie będziemy musieli czekać kolejne
pięć lat i że będzie on równie udany, co ten. W każdym bądź razie polecam.
autor: Kornik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|