Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
93% |
| liczba ocen: |
146 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Pink Floyd "The Piper At The Gates Of Dawn"
|
Nazwa zespołu: Pink Floyd
Tytuł płyty: "The Piper At The Gates Of Dawn"
| Utwory: |
Astronomy Domine; Lucifer Sam; Matilda Mother; Flaming; Pow R. Toc H.; Take Up Thy Stethoscope And Walk; Interstellar Overdrive; The Gnome; Chapter 24; Scarecrow; Bike |
Wydawcy: Columbia Records / Sony Music
Rok wydania: 1967
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
W roku 1967 swoje pierwsze płyty wydało sporo rockowych megagwiazd -
że wymienię tylko The Doors czy Jimiego Hendrixa. Również Pink Floyd,
założony w 1965 roku przez trójkę studentów londyńskiej Regent Street
Polytechnic - Watersa, Masona i Wrighta, zarejestrował swoją pierwszą
płytę w tym niezwykłym dla muzyki roku.
"The Piper At The Gates Of Dawn" to album pod wieloma względami
szczególny. Najważniejszy, warty odnotowania fakt, to obecność pierwszego
lidera zespołu, charyzmatycznego Syda Barretta. Syd to legendarna już
postać. To on jest autorem większości piosenek, które znalazły się na
tym longplayu, on również wymyślił nazwę zespołu, zestawiając po prostu
imiona dwóch bluesmanów - Pinka Andersona i Floyda Councila. Wcześniej
grupa przez kilka miesięcy zmieniała nazwy jak rękawiczki (np. Sigma
Six, Megga Deaths, The Architectural Abdabs...). Syd po wydaniu
"Pipera..." zmuszony został jednak do odejścia z zespołu jako osoba
głęboko pogrążona w narkotycznym nałogu.
Album ukazał się 5 sierpnia 1967 roku. Recenzje miał skrajnie różne,
zgodne jednak co do jednego: jeszcze nikt wcześniej tak nie grał... Cóż
tak wyjątkowego tkwi w tym wydawnictwie? To przecież poza dwoma wyjątkami
tylko banalne, krótkie piosenki, osnute bajkową, tolkienowską atmosferą,
intrygujące niezwykłymi odgłosami w tle i często nietypowymi partiami
instrumentalnymi. Tylko, czy aż? Dwa wspomniane wyjątki to "Interstellar
Overdrive" - wielowątkowa, rozimprowizowana kompozycja oraz utwór
sztandarowy dla pierwszego, psychodelicznego okresu działalności Pink
Floyd - "Astronomy Domine". Ten, delikatnie mówiąc, nieziemski utwór
najlepiej chyba sprawdza się na żywo - zresztą po 35 latach istnienia
zespół nadal ma go w swoim programie koncertowym.
Najsilniejszą bronią tej płyty jest chyba jej jedyny w swoim rodzaju
klimat. Słuchając, zagłębiamy się od pierwszego do ostatniego dźwięku
w tajemniczą krainę z dziecięcych bajek, gdzie żyją dziwne zwierzęta,
pełną gnomów, strachów na wróble i innych dziwacznych stworów.
Teksty są albo surrealistyczne, jak w "Astronomy Domine" czy "Chapter
24", bądź też baśniowe - tu można wymienić przede wszystkim kapitalne
"The Gnome", "Matilda Mother" i "Scarecrow". W muzyce natomiast dzieje
się tyle, że można jej słuchać wielokrotnie, a i tak za każdym razem
odkrywa się coś nowego. To po prostu pierwszy wspaniały rozdział w
historii świetnego zespołu, który (i ten rozdział, i sam zespół) stał się
inspiracją dla niezliczonej już ilości artystów i pozostaje nią do dziś...
autor: Tomasz Kwiatkowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
''tylko'' dobry album
floydman (gość, IP: 83.5.228.*), 2009-12-28 12:50:16
| odpowiedz | zgłoś
moim zdaniem ten album, to dopiero wstęp do muzycznego fenomenu jakim był Pink Floyd. świetne dwa kawałki: ''Astronomy Domine'' i ''Interstellar Overdrive''. a reszta? - takie fajne ''baśniowe'' piosenki ale.. nic poza tym. słychać jeszcze wyrażne wpływy The Beatles. Jakoś wole słuchać ''dwójki'' jeśli chodzi o PF. Ale i tak moim ulubionym albumem z tzw. psychodolicznego okresu tejże grupy jest ''Ummagumma-live''. Po prostu całkowity odlot! :)
|
| |
re: "tylko" dobry album
Pipera stawiam wyżej niż The Wall. Właśnie ten baśniowy, magiczny klimat trafia do mnie bardziej niż patos Ściany.
Zgadzam się co do Ummagummy live, genialny album!
|
| |
Jeden z trzech najlepszych albumów Floydów
gomez (gość, IP: 195.74.48.*), 2009-12-27 00:54:29
| odpowiedz | zgłoś
Kapitalny psychodeliczny rock, najbardziej "narkotyczna" płyta w historii. Aż dziw bierze, że zapomniano o niej na rzecz wszystkich albumów nagranych w "epoce Watersa" (lata 70.). Bardzo wartościowy album - 9/10.
|
| |
yupi
taratam (gość, IP: 83.20.218.*), 2008-12-19 01:10:55
| odpowiedz | zgłoś
najlepsza płyta Pink Floyd jeśli chodzi o psychodeliczny rock
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|