Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
93% |
| liczba ocen: |
351 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Satyricon "Nemesis Divina"
|
Nazwa zespołu: Satyricon
Tytuł płyty: "Nemesis Divina"
| Utwory: |
Part I: The Dawn of a New Age; Part II: Forhekset, |
Wydawcy: Moonfog Productions / Mystic Production
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Satyricon to jeden z
najdoskonalszych blackowych tworów, jakie do tej pory ujawniły się
mrocznemu światu. Od lat podążają własną, opętaną drogą, absolutnie nie
zważając na obowiązujące trendy. Ten niezwykły indywidualizm jak magnes
przyciąga do ich muzyki. Muzyki pełnej brudu, "uporządkowanego chaosu"
i nade wszystko porażającej, bezpośredniej szczerości.
Nie inaczej jest w przypadku "Nemesis Divina". To już klasyka grania
mrocznego, lodowatego, zimnego i mającego swoisty urok dostępny
wybranym. Satyr zabiera w podróż, z której nie ma powrotu. W podróż,
w której zmieniamy się w ptaka, zataczającego koła coraz bliżej śmierci,
tym właśnie odpłacając za swoją Wiedzę, za swoją Sztukę, bo wydaje się,
że "Nemesis Divina" to wytwór wyobraźni... Wytwór dumny, majestatyczny
i potężny. Bo taka właśnie jest ta płyta - wzniosła i świadoma swej
wielkości. Może z wierzchu jakby nieco niedostępna i wyrafinowana, ale
w głębi wręcz czarująca i hipnotyzująca. Satyricon mistrzowsko łączy
surowość, brutalność i dzikość z monumentalizmem, lodowatym klimatem,
wspaniałą precyzją i mistrzowskim dopracowaniem. Określenie symfoniczny
black w tym wypadku wydaje się być zlepkiem pustych i niedorzecznych
słów. Nie można bowiem nie zauważyć, że zespół tworzy własny, mistyczny
klimat, który trudno jest zdefiniować i opisać. Ta muzyka oddycha iście
norweskim powietrzem, pozwala wędrować po mrocznych skandynawskich
lasach w blasku pełni księżyca. To dziwne, że na tyle norweskich grup,
tylko nielicznym udaje się NAPRAWDĘ wykreować w dźwiękach swą ojczystą
atmosferę. Cóż, pewne zdolności zarezerwowane są tylko dla prawdziwych
artystów, "mistrzów po fachu". "Nemesis Divina" fantastcznie splata zimne
klawiszowe klimaty z ostrymi, "pędzącymi" gitarami. Na pozór proste
struktury i aranżacje ciemną nocą, ujawniają całe swe monstrualne bogactwo,
raz po raz przerażając szczerością, opętaniem i majestatem. Obłęd,
szaleństwo, pasja... I jeszcze jedno - "Mother North" to prawdziwy
blackowy hymn...
Cokolwiek by o tym dziele nie napisać, to i tak wszystko sprowadza się
do jednego mianownika - doskonałość, mistrzostwo, bezdyskusyjna klasyka.
Dalsze opisywanie tej płyty uważam za stratę czasu.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Nadal mój ulubiony tegoż zespołu:)
thorn79 (gość, IP: 83.5.217.*), 2010-07-27 19:18:37
| odpowiedz | zgłoś
...aczkolwiek mam do tego albumu wielki sentyment, pamiętam jak widziałem teledysk do ''Mother North'' w jakimś programie telewizyjnym- w środku dnia(!) gdzieś w 97r. to był pierwszy blackmetalowy utwór jaki kiedykolwiek słyszałem i oczywiście wywarł na mnie ogromne wrażenie (szczeg. video hehe) generalnie druga połowa lat 90-tych była najlepsza dla tzw. ''melodyjnego'' blackmetalu, to wtedy powstawały tak genialne płyty jak ND, ,,Anthems...'' Emperora, ''Cruelty..'' Kredek itd.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|