Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
40% |
| liczba ocen: |
27 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: UFO "Misdemeanor"
|
Nazwa zespołu: UFO
Tytuł płyty: "Misdemeanor"
| Utwory: |
This Time; One Heart; Night Run; The Only Ones; Meanstreets; Name Of Love; Blue; Dream The Dream; Heaven's Gate; Wreckless |
Wydawcy: Chrystalis Records
Rok wydania: 1985
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5
Czy to naprawdę jest UFO? Przyglądając się liście muzyków, biorących udział
w tworzeniu tej płyty, nieprzypadkowo nasuwa się skojarzenie z płytą
"Seventh Star" grupy Black Sabbath. W obydwu przypadkach niejeden mógłby
pokręcić głową z niesmakiem, że osamotniony lider wykorzystuje uznaną
markę, firmując nią solową płytę... No, w przypadku UFO przynajmniej
powrócił Paul Raymond, ale to akurat nie jego tu najbardziej
brakowało...
Jak więc poradził sobie pan Phil Mogg plus znalezieni-naprędce-po-świecie
muzycy? Ocena nie wypada najkorzystniej - gitarę w ręce chwycił
japoński(!!!) gitarzysta o groteskowym wyglądzie wymalowanej laleczki,
radzący sobie z instrumentem cokolwiek średnio... Słuchając go ma
się wrażenie, że starał się rozwijać wyłącznie w kierunku szybkiego
przebierania palcami po gryfie silnie przesterowanej gitary i zaniedbał
edukację muzyczną we wszelkich innych kierunkach, a i technicznie za
Schenkerem i Chapmanem pozostaje daleko w tyle. Żeby jednak nie ograniczać
się tylko do krytyki, przyznać trzeba, że kilka riffów wyszło mu nawet
całkiem ciekawie...
Kompozycje na płycie zdominowane są przez keyboardy, jak nigdy dotąd,
gitara Tommy'ego popiskuje raczej jakby w tle, a klimat utworów
zdominowany jest przez to, do czego UFO nieuchronnie zmierzało na
poprzednich płytach - piosenki, piosenki - fajne, skoczne, radosne,
pełne chórków i potwornie kiczowate. Tak przynajmniej jest z początku
- pierwsze cztery utwory aż zlewają się ze sobą i każą zatykać uszy
prawdziwemu fanowi hard rocka, który zęby łamał na "Phenomenonie",
"Lights Out", "Obsession"...
Fan ów jednak odżywa nieco na utworze piątym - "Meanstreets" to już
poprawny ufowski rocker, choć i tu dużo hasają klawisze... Jeszcze
większą nadzieję przynosi utwór szósty - świetny riff, klawisze wyraźne,
ale tworzą wyjątkowo korzystny klimat. Przychodzi wokal Mogga i radość
wzrasta - podniosły, pełen mocy śpiew dopełnia korzystnego wrażenia. "Name
Of Love" to prawdziwa perła płyty, kto wie, czy nie najjaśniejsza...
I dalej byłoby naprawdę nieźle, gdyby nie wyjątkowo kiepska ballada "Dream
The Dream". Korzystne wrażenie robi znowu mocny, rockowy "Blue" (jednak
i bez przesteru da się grać, panie Japończyku?), no i przede wszystkim
świetny finał płyty. "Heaven's Gate" to zadatek na czołówkę najlepszych
hitów UFO, gdyby nie znów przesadnie wyeksponowane syntezatory. Całości
broni jednak niezawodny jak zwykle Mogg, bardzo przyjemnie rozdzierając
gardło w refrenie. Tylko żeby jeszcze ten Tommy M tak strasznie nie
plumkał w solówce...
W efekcie na najlepszy utwór płyty wyrasta zamykający album "Wreckless",
w którym jako jedynym chyba słychać dawne, świetne UFO, które wszyscy
tak kochamy. Spokojny, balladkowy początek, pięknie i lirycznie śpiewany
przez Mogga, po "ufowsku" rozpędza się w rockowe szaleństwo. Wreszcie
nad klawiszami dominuje "szarpiąca" gitara, wreszcie Mogg przestaje bawić
się w wyśpiewywanie chwytliwych melodii, a i solówka aż tak nie drażni...
Album UFO, którego jedynie połowa jako tako się broni, a połowa jest
niemal do wyrzucenia, nie może zachwycić żadnego, nawet najwierniejszego
fana latającego spodka. W roku 1985 okres jego upadku zdawał się
sięgać apogeum. Ciekawe, czy ktoś jeszcze wierzył w lepsze czasy dla
tych muzyków...?
autor: Maciej Mąsiorski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|