|
|
| relacja: Anathema, Artrosis, Warszawa "Proxima" 21.02.2000
|
| wystąpili: |
Anathema; Artrosis
|
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 21.02.2000
Dotarliśmy do "Proximy" bez większych problemów, mimo że jakaś grupka
wcześniej utrudniała to, przywłaszczając sobie cudze bilety. A wydawało mi
się, że takich zespołów słuchają wrażliwi ludzie... cóż, to był pierwszy
zawód tego wieczoru.
Drugim zawodem był fakt, że Tower nie zagrał. Choć wiedziałem
to już przed koncertem, podobnie jak spora rzesza ludzi, miałem
cichą nadzieję, że zespół pojawi się na scenie. Nikt nawet nie wyszedł
powiadomić o tym zebranych i po niedługim czasie dały się słyszeć pierwsze
dźwięki automatu perkusyjnego, a na scenie pojawił się Artrosis.
Zaczęli od pierwszej częci "Nieprawdziwej Historii" z najnowszego krążka,
potem zagrali "Na Wieki Wieków", jeśli mnie pamięć nie myli. Następny był
"Taniec" z pierwszej płyty. Przez te trzy utwory publika nie wykazywała
większych skłonności do poruszania się, ale powoli się rozkręcała. Potem
przemieściłem się w pobliże sceny, więc nie wiem, jak to wyglądało dalej,
ale tam, gdzie byłem, wszyscy doskonale odnajdywali się w atmosferze
koncertu. Artrosis zagrał jeszcze "Morfeusza", "Do Zła", "Pośród Kwiatów
i Cieni", "Ukryty Wymiar", "My", "Szmaragdową Noc", którą tłum odśpiewał
wraz z Medeah i "Prośbę". Muzycy zaczęli się zbierać, ale tłum skandując
"Artrosis! Artrosis!", przekonał ich do powrotu na scenę, gdzie zagrali
"Nazgula". Jeśli support wraca na bis, to chyba o czymś świadczy,
nie? Przez całość występu Medeah, oprócz czarowania nas swym głosem,
robiła użytek ze swej niebywałej charyzmy. Nie raz las rąk wznosił
się ponad publicznością. Całości dopełniały doskonale zaaranżowane
efekty specjalne w postaci dużych ilości mgły i kolorowych świateł oraz
hipnotyzującego tańca Medeah, czyniące z występu "Sztuki Róż" niemalże
teatralne przedstawienie. Uważam nawet, że występ Artrosisu był dużo
bardziej widowiskowy niż koncert gwiazdy wieczoru.
A gwiazda wieczoru, którą była Anathema, pojawiła się na scenie
stosunkowo szybko. Czasu wystarczyło mi na dopchanie się do baru i
wypicie zasłużonej wody, ale było go na tyle mało, że nie zdążyłem
odczuć zniecierpliwienia. Zaczęło się od "Parisienne Moonlight" z
kobiecym wokalem z playbacku, potem było "2000 & Gone". A potem... od
"Deep" zaczął się koncert. Anathema zagrała prawie wszystkie kawałki z
"Judgement" (poza "Wings Of God" i "Anyone, Anywhere", jeśli się nie
mylę) i dużo starszych utworów, których niestety nie znam. Prawdę mówiąc,
trochę się zawiodłem ich występęm, czasami miałem nawet wrażenie, że
oni bawią się lepiej ode mnie... ale nie jestem wielkim fanem Anathemy,
więc sądzić nie będę. Koncert skończył się około 22:15. Po tym nastąpiła
szalona przepychanka do szatni, do której ścieżkę dźwiękową tworzył
pewien pan, usilnie namawiający wszystkich do "cofnięcia się do tyłu".
Nie chciałbym nic ujmować Anathemie, ale dla mnie (i nie tylko dla mnie)
ten wieczór należał do Artrosis, których występ przeszedł moje najśmielsze
oczekiwania. Medeah zapewniła, że jeszcze zagrają w Warszawie. Mam
nadzieję, że szybko i często, bo zagrali naprawdę rewelacyjny koncert.
autor: Do diabła
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|