zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 29 marca 2020

relacja: Anathema, Artrosis, Wrocław "Kolor" 26.02.2000

10.04.2000  autor: Rob Zombie
wystąpili: Anathema; Artrosis
miejsce, data: Wrocław, Kolor, 26.02.2000

Wybierając się na ten koncert, miałem nadzieję zobaczyć Artrosis i Tower. Niestety i tym razem Tower nie wystąpił (tak samo jak w Bolkowie). Jeśli wierzyć plotkom, przyczyny mogą być dwie: honorarium za trasę lub rozpad grupy. Zaraz po wejściu nasunęło mi się pytanie: "dlaczego koncert odbywa się w tak małym klubie?", choć w tym momencie równie dobrze brzmiałoby "dlaczego jest tak dużo ludzi?" ;-). Nie wiem ile było osób, ale ilość chyba przekroczyła oczekiwania organizatorów, co obniżyło komfort imprezy.

Punktualnie o 16:00 na scenę wyszedł zespół Artrosis. Rozpoczęli pierwszym numerem z najnowszej płyty. Syntetyczna perkusja "Nieprawdziwej historii" oczywiście podzieliła publikę na dwie grupy, chociaż wydaje się że Artrosis przyzwyczaił już swoich fanów do tego brzmienia, ale dla przypadkowych słuchaczy była to całkiem niezła próba tolerancji. Niestety polska scena muzyczna, w przeciwieństwie chociażby do niemieckiej, nie jest tak zróżnicowana, a już na pewno nie ma na niej zbyt wielu kapel grających z automatem. Wpływy niemieckiej sceny gotyckiej nie kończą się jednak na muzyce. Image Medeah przywołuje skojarzenia z formacjami zza zachodniej granicy, gdzie czarny "lack" jest niemalże obowiązkowym atrybutem scenicznym. Potem było "Na wieki wieków", "Do zła", "Taniec" i w tym momencie publika postanowiła ostrzej zaatakować. Kilka zdartych gardeł i gromkie oklaski. Potem "Morfeusz", chyba najostrzejszy numer z nowej płyty, choć za sprawą bardzo elektronicznej rytmiki bardziej spokrewniony z Rammsteinem lub Samaelem. Nie zabrakło oczywiście "Ukrytego wymiaru", "Prośby", "Crazy", "Pośród kwiatów i cieni", no i utworu nie do zdarcia, czyli "Szmaragdowej nocy", gdzie tysiąc gardeł potwierdziło, że zna go na pamięć. Gromkie "Artrosis! Artrosis!" wywołało jeszcze upiory z tolkienowskiego Minas Morgul i "Nazgul" zakończył część bardziej gotycką. Pół godziny potem rozpoczęła się część "classic" i pierwsze rzędy zmieniły (w większości) twarze.

Anathema grała długo, jak dla mnie bardzo długo. Choć mają kilka bardzo dobrych numerów, wolałbym zobaczyć w roli gwiazdy mniej "klasyczny" zespół, np. Samael, nie mówiąc już o Robie Zombie. Niemniej jednak widać od razu, że Anathema to w Polsce ścisła czołówka, a połączenie dwóch gatunków znakomicie wpływa na frekwencję.

Podsumowując - plusem był występ dwóch bardzo dobrych zespołów z różnych kręgów muzycznych, minusem natomiast to, że akustyka klubu nie była najlepsza oraz brak Towera. I jeszcze jedno - zawsze dziwiły mnie porównania Medeah do Orthodox, teraz dziwią mnie jeszcze bardziej... To chyba dowód na to, jak mała jest w Polsce szeroko rozumiana scena gotycka.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jakiś muzyk uczył Cię gry na instrumencie lub śpiewu?