zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 28 lutego 2020

relacja: Anathema, Artrosis, Warszawa "Proxima" 21.02.2000

25.02.2000  autor: Beata Kubiak
wystąpili: Anathema; Artrosis
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 21.02.2000

Na występ Anathemy zawsze warto jest czekać. Tak było też i tym razem. Ostatnio gościli u nas na zeszłorocznej Metalmanii, potwierdzając tym samym swoją ogromną popularność w Polsce. Trasa "Judgement Tour 2000" rozpoczęła się 17.02.2000 w Poznaniu. Kilka dni później zawitali do Warszawy. Dawno nie widziałam takiego ścisku jaki panował w Proximie. Wydawać by się mogło, że klub nie jest w stanie pomieścić tylu fanów tej angielskiej grupy. I to właśnie z tego powodu niemiłosiernie wręcz przedłużało się czekanie na szatnię, a po koncercie również należało odczekać swoje, razem koło godzinki. Uffffff!!!

Wszystkie koncerty miał otwierać Tower, który z niewiadomych przyczyn nie pojawił się na żadnym koncercie. Podobno jakieś konflikty wewnątrz grupy.... a szkoda, bo niewątpliwie wspólna trasa z Anathemą poszerzyłaby im grono fanów i pomogła w dalszej karierze. Z całej sytuacji, może trochę przez przypadek, nieumyślnie wręcz, skorzystać mógł Artrosis, który dzięki nieobecności Tower, miał możliwość zaprezentować znacznie więcej utworów niż to było wstępnie ustalone. Wydaje mi się, że wyszło im to na dobre. Ich koncert należy uznać za udany. Zagrali numery ze wszystkich swoich trzech płyt, ze szczególnym naciskiem na ostatnią "Pośród kwiatów i cieni". Mnie osobiście wpadły w ucho dwie kompozycje: "Szmaragdowa noc" i trochę dziwny "Crazy".

Niektórzy bardzo niesłusznie zarzucają zespołowi brak oryginalności. Na żywo wypadają bardzo dobrze, wszystko jest zgrane, ma sens. A to, że momentami przypomina Closterkeller... jest według mnie ich dużym plusem i może świadczyć jedynie o klasie bandu. Wszystko zresztą jest kwestią gustu. Jedynie, co można im w jakikolwiek sposób zarzucić, to fakt, że nie mają bębniarza i podczas koncertów wystawiają automat, którego brzmienie (a nawet istnienie) nie każdemu może się podobać. Osobiście wróżę im rychły sukces i trzymam kciuki. Artrosis wypełnił prawie godzinę oczekiwania na główna gwiazdę.

Anathema dała jak zwykle świetny show! Na początek koncertu - stały ostatnio punkt "Parasienne Moonlight", mający za zadanie rozbujać publikę. Tuż po nim usłyszeliśmy niemal wszystkie kawałki z najnowszej płyty "Judgement". Ostro i zadziornie wypadł w tym całym zestawie "Deep" i "Pitiless". Generalnie Anathema na żywo brzmi o tonę ciężej niż na płytach. Niesamowity z tego powodu wyraz miał "Inner Silence" z "Alternative 4", który jest raczej spokojnym numerem, a na żywo zamienił się w kipiący wulkan! Ciężko było oddychać, tłok niemiłosierny, szalejąca publika.... to na pewno pozytywnie wpłynęło na kapelę, bo cały czas utrzymywała niepowtarzalny kontakt ze słuchaczami. Widać, że będąc od kilku dni w naszym kraju, Vincent podszkolił nasz rodzimy język i co chwila rzucał jakieś polskie słówka (tego akurat wieczoru królowała: kapusta! kapusta! kapusta!...). Wypadało to komicznie, ale widać, że przynajmniej się starał i przy okazji świetnie się bawił!!

Nie zabrakło utworów z "Eternity". Nastrojowe "Eternity part 2 i 3" czy "Angelica", spełniły w pełni swoje zadanie, zatapiając wszystkich w swój mroczny, pełen delikatności klimat. Dalej poleciały już tytułowy "Judgement" oraz nieśmiertelny "Sleepless" i "The Silent Enigma", odegrany w nieco zmienionej wersji. Panowie rozkręcili się na całego... zagrali cover Misfits (z Davem na wokalu), "Orion" (eh, te wszystkie gitarowe efekciki!!) oraz "Helloween" Jeffa Buckley'a. Całość, choć wypadła trochę dziwnie, została entuzjastycznie przyjęta przez publikę. Grunt to dobra zabawa zarówno dla muzyków jak i wszystkich, którzy przyszli na ich koncert. A ci właściwie już od połowy koncertu skandowali "A Dying Wish". Ten numer musiał się pojawić... jest chyba stworzony po to, żeby go grali jako ostatni przed bisami.... To kawałek, który ma duszę, oddycha, rozwija się, nabiera tempa, wybucha, by znowu skazać nas na oczekiwanie i niepokój. I ta końcówka, te magiczne słowa o śmierci. Tego się nie zapomina!! Jako bis (to nie był bis - red.) zagrali jeszcze raz "Fragile Dreams" i... koniec. Vincent rzuca tylko krótkie "dzięki" i, obiecując że przyjadą za rok, znikają za kulisami.

Ten, kto został trochę dłużej po koncercie, mógł swobodnie porozmawiać z Vincentem i Davem, którzy po prostu wyszli do fanów, robili wspólne zdjęcia i dawali autografy. Podczas koncertu Vinnie pokrzykując przypominał, że nie są jakimiś gwiazdami czy bogami, są takimi samymi ludźmi jak my wszyscy. I z tym się całkowicie zgadzam. Po krótkiej rozmowie z Vincentem (przemęczonym, ale szczęśliwym) dowiedziałam się, że nowa płyta ujrzy światło dzienne jeszcze w tym roku. Całe lato będzie niezwykle pracowite dla Anathemy. Nowych pomysłów na piosenki jest już około 30-40. To z tego panowie wybiorą te najciekawsze, najlepsze. Czekam z utęsknieniem na ich nowe dzieło!! A na razie pilnie przygotowuję się na kolejną porcję emocji, kolejny ich występ, Kraków...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o pomyśle utworzenia klasy o profilu disco polo?