zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 28 lutego 2020

relacja: Anathema, Artrosis, Katowice "Mega Club" 24.02.2000

28.02.2000  autor: Tomasz Solarz
wystąpili: Anathema; Artrosis
miejsce, data: Katowice, Mega Club (stara lokalizacja), 24.02.2000

Przede wszystkim słowa uznania należą się organizatorom. Jeszcze do tej pory przecieram oczy ze zdziwienia... Podczas tych paru koncertów, na których byłem w "Mega Clubie", były różne niedociągnięcia: a to koncert się opóźniał o paręnaście lub parędziesiąt minut, a to sprzedano za dużo biletów, a to ochrona miała jakieś ale... Tym razem mile się rozczarowałem. Punktualność i co za uprzejmość w środku... Jedyne mankamenty to mała ilość miejsca w szatni (nauczka dla spóźnialskich - przyjdźcie wcześniej, a czas w środku możecie umilić sobie np. małym jasnym...), brak Tower no i w środku - brak jakiejkolwiek wentylacji. Z początku nie stanowiło to problemu, ale później - jak w saunie. Zawsze są jakieś niedociągnięcia, ale atmosfera w środku i sam koncert pozwolił zapomnieć o tym wszystkim.

Nie wystąpił Tower. Na pierwszy ogień poszedł Artrosis. Pierwszy raz widziałem ich dwa lata temu, kiedy grali trasę z Aion i Sacriversum. Widać, że ten czas nie został zmarnowany. Kapela zaprezentowała przekrój swojej dotychczasowej twórczości z nieśmiertelną, wyśpiewaną przez fanów "Szmaragdową Nocą" i bisowanym "Nazgulem". Dzięki dobremu nagłośnieniu wszystkie utwory wypadły super. Mnie powalił "Morfeusz" z najnowszej płyty "Pośród Kwiatów i Cieni". Potężne, industrialne brzmienie gitar stworzyło niezapomnianą atmosferę. Jeszcze długo po zejściu Medeah i reszty publika domagała się kontynuacji występu. Potem przerwa na zregenerowanie sił, dopchanie się do toalety (niemal cud!!!), uzupełnienie płynów (wyskokowych lub nie) i oczekiwanie na gwiazdę wieczoru.

Parę dni przed koncertem uzupełniałem braki w znajomości twórczości Anathemy - głównie "Judgement". Miałem pewne obawy co do brzmienia, bo i ich ostatnia płyta, jak i poprzednia "Altetrnative 4", były raczej spokojne. Jeszcze raz sprawdziła się teoria, że kapele na żywo prezentują się całkiem inaczej (czytaj: ostrzej). Repertuar w większości składał się utworów z "Judgement". Przysłowiowa szczena opadła mi, kiedy zagrali cover Metalliki "Orion", który zabrzmiał prawie jak oryginał... Oprócz "Oriona" zagrali jeszcze inne przeróbki, też świetne, ale niestety nie potrafię podać ani tytułu, ani wykonawcy, a wiem, że takowe mają w swoim repertuarze. Nie zapomnieli też o starszych utworach. Przy "A Dying Wish" miało się wrażenie, że "Mega Club" zaraz pęknie - taki był czad!!!

Bardzo dobrze spisali się też ludzie odpowiedzialni za oświetlenie, które znakomicie współgrało z bajecznymi dźwiękami. Widać było, że zespół znakomicie czuje się w Polsce. W końcu 10 koncertów to nie byle co!!! Warto też się skupić przy osobie wokalisty (Vincent Cavanagh), który bez problemu umiał nawiązać kontakt z szalejącą publiką. Największą owację wywołął mały sprawdzian znajomości języka polskiego czyli: jak się czujecie, jednego z fanów poprosił nawet o fajkę, itd... "Mega Club" ma właśnie to do siebie, że umożliwia bardzo bliski kontakt z zespołem i właściwie zależy on tylko od jego oblicza i charyzmy. Bardzo udana impreza, oby takich nie brakowało w tym roku.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Co sądzisz o pomyśle utworzenia klasy o profilu disco polo?