zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 19 listopada 2019

recenzja: Abscess "Through The Cracks Of Death"

5.12.2002  autor: m00n
okładka płyty
Nazwa zespołu: Abscess
Tytuł płyty: "Through The Cracks Of Death"
Utwory: Raping The Multiverse; Mourners Will Burn; Through The Cracks Of Death; Escalation Of Violence; Serpent Of Dementia; An Asylum Below; Tomb Of The Unknown Junkie; Monolithic Damnation; Die For Today; 16 Horrors; Vulnavia
Wykonawcy: Chris Reifert - instrumenty perkusyjne, wokal, gitara basowa; Clint Bower - gitara, wokal, gitara basowa; Danny Corales - gitara, gitara basowa
Wydawcy: Peaceville Records, Mystic Production
Rok wydania: 2002
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Wielu maniakom death metalu osoby Chrisa Reiferta przedstawiać nie trzeba - wiele lat temu bębniarz Death z czasów debiutanckiego "Scream Bloody Gore", a później współzałożyciel legendarnego w pewnych kręgach Autopsy, twórców kultowych "Severed Survival" i "Mental Funeral". Zanim jeszcze Autopsy dokonało żywota, w roku 1994 wraz z Danny'm Corallesem, również muzykiem tej formacji, wspólnie powołali do życia Abscess.

"Through Cracks Of Death" jest trzecią w dorobku płytą "nowego" zespołu Chrisa, i już jej szata graficzna sugeruje słuchaczowi, że stylistycznie najprawdopodobniej będziemy mieć do czynienia z jakąś kontynuacją jego macierzystej kapeli. Muzyka na najnowszym dziele Abcess jest całkiem dobrym odzwierciedleniem okładki, jest równie chora i popieprzona jak te dziwaczne, pokrzywione postacie we krwi. To trzy kwadranse chorobliwego death metalu, od którego na kilometr czuć zgnilizną, to kilkadziesiąt minut smrodu rozkładającego się ciała, który mimo to chętnie chłoniemy naszymi nozdrzami. Słuchając tej płyty ma się nieodparte wrażenie, że te jedenaście "odrażających" kompozycji tworzących "Through Cracks Of Death" musiało powstać w umyśle jakiegoś psychola, a odczucie to podkreślają także dziwne, czasem chaotyczne (ale nie prymitywne) solówki. Nieco brudna produkcja - w tym przypadku liczy się to jej na plus - nadaje płycie specyficzną, ohydną atmosferę.

O tym, że Chris Reifert chyba od zawsze miał "nierówno pod sufitem", z pewnością mogliśmy się przekonać już za czasów Autopsy. Od tamtej pory niewiele się zmieniło, a muzyk wciąż konsekwentnie i z powodzeniem realizuje swoje chore pomysły, tym razem pod innym szyldem. Miejmy nadzieję, że za ich szerzenie nie wyląduje któregoś pięknego dnia w domu bez klamek. A po przesłuchaniu "Through Cracks Of Death" radzę się przewietrzyć, bo smród skutecznie zainfekuje wasze umysły i ciało.

Komentarze
Dodaj komentarz »