zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku niedziela, 20 stycznia 2019

recenzja: Beyond Fear "DTO."

6.07.2006  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Beyond Fear
Tytuł płyty: "DTO."
Utwory: Scream Machine; And... You Will Die; Save Me; The Human Race; Coming At You; Dreams Come True; Telling Lies; I Don't Need This; Words Of Wisdom; My Last Words; Your Time Has Come; The Faith
Wykonawcy: Tim "Ripper" Owens - wokal; John Comprix - gitara; Dwane Bihary - gitara; Dennis Hayes - gitara basowa; Eric Elkins - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: SPV Records, Mystic Production
Rok wydania: 2006
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

Tim Owens powinien wręczyć Robowi Halfordowi duży prezent, za to że ten swego czasu opuścił Judas Priest. Pozwoliło to bliżej nieznanemu wokaliście zabłysnąć. Dzięki temu, gdy Halford postanowił powrócić do swojej macierzystej kapeli i Ripper musiał odejść z Judasów, to - jako wokalista znany i uznany - zaraz dostał propozycję dołączenia do Iced Earth. Z nimi nagrał świetny album (to moje zdanie - opinie o "The Glorious Burden" są mocno podzielone), a następnie udało mu się wydać album z "własną" kapelą, nazwaną Beyond Fear.

Muzyka, która znalazła się na debiutanckim albumie zespołu, to klasyczny heavy metal. I to tak klasyczny, że aż do przesady. Bo niestety słuchając "DTO." ma się ciągle jakieś skojarzenia a to z Bruce'em Dickinsonem, a to z Angel Dust ("The Human Race"), a przede wszystkim z Judas Priest (trochę grania w duchu "Painkiller", tyle, że brakuje ognia; trochę "Jugulator"). Efekt jest taki, że ma się wrażenie obcowania z muzyczną kalką, w dodatku pozbawioną ikry, która jest przecież nieodzowna w heavy metalu. Do samego wokalu Owensa odnosi się to może w nieco mniejszym stopniu, niż do całości muzyki, ale i tak Ripper nie jest tu do końca sobą, bo jak nigdy wcześniej brzmi on tu jak kopia Roba. Są na płycie numery dobre (otwierające "Scream Machine", mocarne "Coming At You", wolne i ciężkie "I Don't Need This" czy "My Last Words"), ale niestety pozostałe są dość słabe lub co najwyżej przeciętne. Takie sobie aranżacje, mało poweru i pomysłów.

Może drugi album Beyond Fear przyniesie jakieś bardziej pozytywne niespodzianki...

Komentarze
Dodaj komentarz »
Ave
xAvex (gość, IP: 95.40.156.*), 2012-08-10 08:14:39 | odpowiedz | zgłoś
Wiem, że już lata minęły od tej recenzji, ale piszę gdyby ktoś chciał jednak z tym materiałem się zaznajomić, bo moim zdaniem autor tej recenzji mocno zaniżył.
W erze nu-metalowego shitu, łączenia metalu z innymi gatunkami pokroju country i dorzucania do tego dźwięku obieraczki do ziemniaków ta płyta zdecydowanie miażdży, jednak dla tych, którzy Jagulatora polubili, inaczej nie warto tego odpalać. Owens dzisiaj to jeden z najlepszych wokalistów metalowych na świecie a tutaj zdecydowanie widać dlaczego. 8/10 w moim odczuciu to minimalna ocena dla tego albumu.
Beyond Fear
Stragan (gość, IP: 83.9.251.*), 2008-07-13 18:50:15 | odpowiedz | zgłoś
No coż, nie sądzę by był to przeciętny album. lepsze to, niż mnożące się w nieskończoność powermetalowe wersje Helloween. Tam dopiero jest cieniutko. frontmani praktycznie bez charakteru i naprawdę bliźniacze z helloween aranże. Trochę szybsze, trochę dziwniejsze, ale i tak oparte o utarty już schemat. A tu - frontman, który z powodzeniem mógłby popchnąć Judas Priest w dobrym kierunku. dzięki Niemu Judas "odżył", stał się świeższy, rozwinął się w dziedzinie metalu XXI wieku. Ten band zawsze ewoluował, a teraz, po powrocie Halforda - cienizna. Proszę porównajcie sobie: Screaming For Vengeance z Defenders Of The Faith, potem Ram It Down z Painkiller, potem Painkiller z Jugulator, a w końcu Jugulator z Demolition. I co, nie ma postępu? A starsze dokonania Judas? nie jestem ich wielkim fanem, ale róznica pomiędzy płytami była często spora. Nie jestem wrogiem JP ani Roba Halforda, którego cenię za doskonały głos, a zespół za nietuzinkowe pomysły. Sądzę tylko, że Tim był doskonały w Judasach, co potwierdza na Beyond Fear. Jest to kawał solidnej roboty, może niezbyt odkrywczy, ale jednak jest ok. ... Czemu nikt się nie czepia choćby do najnowszego albumu Whitesnake? A tam znajdziemy wiele analogii do 1987 lub Slip Of The Tongue. I proszę, każdy zachwyca się nowym, starym Whitesnake. Niech żyje stary, dobry heavy metal!!!Taki jest ten album :-)