zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 11 grudnia 2019

recenzja: Christ Agony "Nocturn"

29.01.2012  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Christ Agony
Tytuł płyty: "Nocturn"
Utwory: Opus Sacrum / Reign of Chaos; Frozen Path Unholy Fire; The Stigma of Hell; Silent Gods of Darkness; Demonicon Illuminati; Black Star Falling; Flames of Several Suns; Opus Profanum / Fields of Inferno
Wykonawcy: Cezar - gitara, wokal; Reyash - gitara basowa; Inferno - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Mystic Production
Rok wydania: 2011
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Cezar (Cezary Augustnowicz), jak to Cezar, związany piastowanym, piekielnym urzędem, musi biedaczysko uwzględniać różnorodne zapotrzebowanie podległego sobie ludu. W myśl infernalnej władzy absolutnej stosunkowo niedawno złoił wszystkim dupę oldschoolowym i brutalnym do bólu powrotem Moon, który zniesmaczył dużą część polskiej metalowej tłuszczy, zaś z drugiej strony poniósł w samozadowoleniu ku bramom piekielnym ostatnie bastiony konserwatystów (w tym mnie). Prawem kolei dziejów pora więc na odwilż i nieco bardziej stonowane, natchnione przyłożenie, a co za tym idzie wraca główne danie cesarskiej garkuchni - Christ Agony, w którym od zawsze było więcej uczucia i przestrzeni, czyli wyznaczników dobrego, starego, polskiego dark - black metalu.

Przy okazji płyty "Nocturn", o której mowa, historia w aspekcie formalnym zdaje się także zamykać kolejne koło. Rzecz tyczy się składu, w którym kapustę za perkusyjną umowę o dzieło zgarnia do skarpety Zbylu Promiński. Przypomina mi to etap po połowie i w końcówce lat 90-tych, kiedy w Moon (wtedy Moon - "Daemons Heart") i Christ Agony ("Elysium") normę wyrabiał Docent Raczkowski, po którego śmierci, przypomnijmy, to właśnie rzeczony Zbylu objął tron naczelnego napierdalacza rodzimej sceny. Spokojnie jednak, nie dajcie się unieść marketingowemu wymiarowi tej informacji, gdyż tak, jak w przypadku rzeczonych płyt (szczególnie "Piekielnej Studni"), Inferno wzorem Doca brykanie ogranicza tutaj do pedałowania stopami, z reguły utrzymując zdyscyplinowane, proste tempa. W Christ Agony nigdy przecież nie chodziło o popisywanie się, a budowanie unikalnego, ponadczasowego klimatu, któremu wszystko było i nadal jest podporządkowane. Komu mało przejść po centralach - zapraszamy do odsłuchu płyt zespołu zarządzanego przez pewnego celebrytę z Gdańska, obecnie określanego, zdaje się, mianem Głosu Polski.

Nokturnalny skład (uzupełniony jak zwykle przez Reyasha) to dream team pełną gębą, ale nikt przed szereg Chrystusowo Agonalnej aury tutaj nie wychodzi. Rzecz, jak to w ich (jego?) przypadku, rozpoczyna nienazwane intrem intro w postaci wspaniałej, powoli i akustycznie rozkręcającej się kompozycji "Opus Sacrum / Reign Of Chaos". Po natchnionym wstępie wchodzą kroczące, pojedyncze uderzenia sekcji, wręcz niezauważenie przeistaczające się w piękne, prawie "greckie" pochody gitarowe Augystynowicza, zaopatrzone charakterystycznym wokalnym szwargotem. Centrum zainteresowania muzyków nie jest tutaj, co ponownie przypominam, zmiażdżenie odbiorcy, lecz bardziej hipnotyzujące okadzenie satanistycznym zielem, otumanienie i porwanie w czeluści otchłani, której kustoszem jest wprawdzie wciąż Papa Diablo, ale ten bardziej poetycki, romantyczny, zdesperowany, dławiący się niespełnionymi namiętnościami. Kolejny rozdział otwiera "Frozen Path Unholy Fire", w którego centrum widły ostrzy dobrze znany riff z pamiętnego hymnu "Moonlight", tylko że w mniej wyeksponowanej i mniej skomasowanej formie niż w tamtej pamiętnej kompozycji. Gdzieś w tle zaczyna majaczyć brzdąkanie gitary akustycznej akompaniującej czystemu wokalowi, przypominając czasy "Darkside" lub znów środkowej części "Moonlight", i w końcu nadchodzi nostalgiczne, przeciągane, epickie zwolnienie całej muzy, wzniecające pożar na plecach. "Slient Gods Of Darkness" to następne nawiązanie do księżycowego finału demonicznej trylogii sprzed ponad 20 już lat. Zdecydowanie wskazują na to melodeklamacja z wyjącymi wichrami w tle (vide: "Mephistospell") i położenie nacisku na melodyjne fragmenty wraz z przewodnią procesją gitar, ciągnącą - na swój sposób przebojowo - cały kawałek do przodu lub do dołu, jak sataniści by woleli. "Demonicon Iluminati" zajebiście kończy się w typie "Eternalhate", brak tylko wariacko wycharczanego "welcome to the eternity, wlecome to the edge of darkness!", ale moc zaiste podobnie zacna. Cezar jednak nie byłby sobą, gdyby najlepszego nie zachował dla swych wiernych na koniec, który stanowi tutaj - śmiem twierdzić - najlepsza kompozycja Christ Agony od 1996 roku - "Flames Of Several Suns". Panie Baalu... wiem, że to takie dziecinne zachwycać się wywrzeszczanym na początek - "Zejtaaaan! Mastaaaa!", ale cóż zrobić, kiedy ma to miejsce po tak uwodzicielskim początku ze staro - para - orientalnymi klimatami i rewelacyjnym, prostym niczym drut, ale koncertowo "pewniackim" trzonem motorycznym w roli głównej.

Znów nasuwają mi się wspomnienia, wiecie Panie i Panowie, z czasów, kiedy nasze periodyki metalowe był drukowane za bajońskie sumy na śliskim papierze, tak żeby każdy, kto przypadkowo zapomniał je w kiblu i z rana przed śniadaniem niechcący trafił obok muszli, mógł je jeszcze uratować pod bieżącą wodą. W pewnym momencie, mimo całej otoczki kultu i legendarnego szacunku, zaczęto kręcić nosem na Christ Agony, zwąc go zespołem jednej trylogii ("Unholyunion", "Daemoonseth", "Moonlight"). Zebrało się najpierw wpierdol za "Darkside", zebrało się za "Whispers", potem za ciągłe żonglerki menedżmentem i wydawcami, którzy raz po raz zapowiadali kolejną płytę jako powrót do wielkości i klimatu tamtej, pamiętnej trójcy. Tymczasem ani "Trilogy", ani "Elysium", ani nawet rewelacyjny "Condemnation" sprzed trzech lat takowym z pewnością nie były. Ten czas nadchodzi dopiero wraz z wydaniem "Nocturn". Augustynowicz, Rejek i Promiński z dużym powodzeniem odtworzyli klimat tamtych nagrań ze wskazaniem na ultrakultowe "Moonlight - Act III", od rozwiązań z którego "Nocturn" wręcz się trzęsie. Ja należę do grona fanów, którym tamta klasyczna już płyta na stałe zdefiniowała drugie podówczas po Vader miejsce wśród polskich kapel metalowych. Oczywiście nie jest to materiał lepszy od tamtego i ludzie tworzący ongiś Croon Records nadal mogą się chełpić wydaniem w latach 95-96, dwóch najzajebistszych polskich metalowych płyt wszech czasów, czyli "De Profundis" Vadera i "Moonlight" właśnie. Jednakowoż fani tamtej produkcji zapewne będą wpiekłowzięci. Zaręczam - to jest w końcu to Christ Agony, na jakie czekaliście długie, jak koń słonia, 15 lat.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Christ Agony "Nocturn"
Luki8l (gość, IP: 37.47.143.*), 2017-12-31 22:57:21 | odpowiedz | zgłoś
Pierwsza płyta Christ Agony, jaką miałem okazję przesłuchać to Elysium. W owym czasie, gdy pałałam się takimi kapelami jak Tristania, Dark Tranquility, czy nieistniejący już dawno Tower, był to wręcz epicki kawałek Polskiego dark metalu... Dopiero po latach pojawiła się równie wciągająca i nie nudząca się płyta, czyli ... Legacy. Po niej dopiero miałem okazję wrócić do tej kapeli i przesłuchać inne płyty, między innymi Nocturn. Płyta jest po prostu rewelacyjna, wręcz trybut szatana, a kawałek "Flames of several flames" po prostu żądzi! Polecam!
Darkside
Woodwoman (wyślij pw), 2012-02-02 16:40:25 | odpowiedz | zgłoś
na 1. miejscu na zawsze 'Darkside' i 'The key'
Jest dobrze:)
Przemo667
Przemo667 (wyślij pw), 2012-02-01 14:49:19 | odpowiedz | zgłoś
Dobry album, ale wiadomo, że starych albumów nic nie przebije. Dla mnie najlepszy jest "Daemonseeth Act II" tam mrok i zło zionie ze wszystkich stron, a muzyka, mimo, że znam ten album od jakichś 10 lat nie nudzi!!
I co do tych nowych albumów to wątpię, żebym za 10 lat mógł powiedzieć to samo, ale cieszmy się, chociaż, że nie grają czegoś w stylu "Elysium"
nuda
bruno upiorny (gość, IP: 89.69.229.*), 2012-01-31 19:11:56 | odpowiedz | zgłoś
Dla mnie nieznośna nuda.
.
dragonplag (wyślij pw), 2012-01-31 03:05:58 | odpowiedz | zgłoś
Mnie ta płyta znudziła okrutnie... Może trzeba ją przesłuchać więcej niż trzy razy żeby docenić?
Christ Agony "Nocturn"
vonsmroden
vonsmroden (wyślij pw), 2012-01-29 22:44:18 | odpowiedz | zgłoś
Ciekawa recenzja, zachęca do przeczytania kolejnych analiz tego autora, a przedewszystkim dzięki podanym epitetom i wielkiemu uznaniu odsłuchania ocenianej płyty. Aczkolwiek boję się, kiedyś też dażyłem CA wielkim szcunkiem, ustawjając ich na 3 miejscu w rankingu po Kat i Vader, ale potem coś się stało...

Oceń płytę:

Aktualna ocena (112 głosów):

 
 
62%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Muzyki ilu pochodzących z Azji zespołów rockowych lub metalowych często słuchasz?