zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

recenzja: Dream Theater "Awake"

3.09.2001  autor: Tomasz "YtseMan" Wącławski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Dream Theater
Tytuł płyty: "Awake"
Utwory: 6:00; Caught In A Web; Innocence Faded; Erotomania; Voices; The Silent Man; The Mirror; Lie; Lifting Shadows Off A Dream; Scarred; Space Dye Vest
Wykonawcy: James LaBrie - wokal; John Petrucci - gitara; Kevin Moore - instrumenty klawiszowe; John Myung - gitara basowa; Mike Portnoy - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Elektra Records
Premiera: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

"Awake" była płytą przełomową w karierze Dream Theater. Wprawdzie już "Images And Words" cieszyło się dużym powodzeniem - szczególnie w Stanach Zjednoczonych - ale dopiero drugi konkretny cios "między uszy" ugruntował pozycję DT po obu stronach Atlantyku jako jednego z czołowych zespołów grających progresywny metal. Oczywiście fakt, że coś się dobrze sprzedaje, nie oznacza jeszcze, że jest dobre, co można (niestety) łatwo zaobserwować na rynku muzycznym i nie tylko, gdzie często króluje banał i tanie, komercyjne chwyty, ale akurat w tym przypadku popularność była w 200% zasłużona - płyta jest rewelacyjna.

"Awake" jest z pewnością najostrzejszym i najmroczniejszym albumem w dorobku DT (choć z tego, co zapowiada Mike Portnoy, nowa płyta, planowana na styczeń 2002, ma być jeszcze bardziej mroczna). Jak zawsze nie brakuje pięknych melodii oraz pokręconych rytmicznie fragmentów, ale tu rządzą przede wszystkim mięsiste riffy, energiczny bas, mocna perkusja, no i wspaniały głos Jamesa, który chyba na tej płycie najpełniej zaprezentował swoje nieprzeciętne umiejętności wokalne i skalę głosu. Prezentuje się ostro i drapieżnie ("The Mirror"), subtelnie i delikatnie ("The Silent Man") lub wchodzi na wysokie "ultradźwięki" ("Innocence Faded"). Na koniec trzeba wspomnieć o Kevinie Moore, który tutaj po raz ostatni towarzyszy DT na swoich klawiszach. I jednym zdaniem można powiedzieć: odchodzi w naprawdę wielkim stylu. OK, przejdźmy do konkretów...

"6:00" i "Caught In A Web" - bardzo podobne w koncepcji i klimacie: ostre, soczyste riffy i melodyjne refreny; agresywny wokal Jamesa; w "6:00" szczególnie zapadają w pamięć wersy "So don't cut your losses too soon / cause you're only be cutting your throat / and answer a call while you still hear it all / cause nobody will if you won't", będące przesłaniem piosenki w pigułce; natomiast w "Złapanym w sieć" warto zwrócić uwagę na solo Petrucciego, a potem na "kłótnię" między Johnem a Moorem, która potem zamienia się w zgodny duet - krótko mówiąc: znakomite, drapieżne rozpoczęcie płyty, a za nim równie znakomita kontynuacja.

"Innocence Faded" - fantastyczny wstęp Petrucciego, potem uspokojenie, świetny bridge i refren z chórkiem reszty zespołu w tle; w drugiej zwrotce LaBrie zaczyna wchodzić "na ultradźwięki", śpiewając kolejne wersy coraz wyżej, a gdy się wydaje, że kończy mu się skala... on śpiewa jeszcze wyżej; potem, w drugiej części utworum mamy zmianę nastroju: rytm przyspiesza i staje się bardziej połamany - tutaj szczególnie widoczna jest znakomita współpraca wszystkich członków zespołu; ten kawałek w typowy sposób łączy fantastyczną melodię z ostrymi riffami.

"A Mind Beside Itself" - ta trzyczęściowa suita, składająca się z "Erotomanii", "Voices" i "Silent Man" jest po prostu genialna; pierwsza instrumentalna część zaczyna się spokojnie, na pierwszym planie Kevin na klawiszach, potem dołącza reszta zespołu - już początkowy fragment, choć niby nie jest specjalnie szybki, naładowany jest energią; potem tempo znacznie rośnie i następuje płynne przejście do mocniejszych rytmów; włącza się Mike na podwójnej stopie i razem z Petruccim zaczynają grać w typowym dla siebie, pokręconym tempie i rytmie; potem uspokojenie i oto niezauważalnie zaczynają dochodzić do nas... "Głosy" - wspaniały tekst Petrucciego; dzieło, które zaczyna się jak spokojna ballada z wyciszoną gitarą, ale szybko metalowy ogień bierze górę... potem znów totalne uspokojenie i znowu ostro... kawałek jest niesamowity i słuchając go ma się uczucie jazdy na rollercoasterze; wielką rolę odgrywa w nim James, którego głos w genialny sposób dostosowuje się do klimatu: jest pełen przejęcia, gdy śpiewa "I'm kneeling on the floor, staring at the wall" i pełen złości, gdy wyrzuca z siebie "But where was the Garden of Eden"; kończące takty wygrywane na gitarze akustycznej przechodzą w początek ostatniej części suity, która jest bardzo nastrojowa i spokojna, a w roli głównej występuje akustyczna gitara Johna.

"The Mirror" - początek nagrania, znany wcześniej pod nazwą "Puppies In The Acid", jest chyba najcięższym fragmentem w karierze DT - piekielny riff i pulsująca perkusja z delikatnymi klawiszami w tle dają niesamowity efekt; i tak samo rewelacyjnie jest już do końca; a do tego jeszcze znakomity wokal: cedzący słowa Portnoy i pełen wyrzutu i skargi głos LaBrie; no i jeszcze Moore, którego klawisze jeszcze potęgują klimat utworu, a który szczególnie daje się we znaki w części instrumentalnej; do tego znakomity tekst: "This has come to an end, I'll never trust you again, It's time you made your amends, Look in the mirror my friend"; i znowu mamy niezauważalne przejście do...

"Lie", które jest bardzo podobne klimatycznie do "Zwierciadła", z cudowną "drżącą" gitarą Johna i równie cudowną całą resztą; warto zaznaczyć, że ta piosenka ukazała się na singlu i cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem stacji radiowych i eMpTVy. :)

"Lifting Shadows Off The Dream" - piękna, nastrojowa ballada ze smutnym gitarowym motywem i świetnym tekstem.

"Scarred" - kolejne znakomite nagranie; chłopaki mają mnóstwo czasu, by się pokazać z jak najlepszej strony, kompozycja trwa jedenaście minut; rozpoczyna ją znakomity bas Myunga z szepczącym Jamesem "To rise, to fall...", a potem mamy jak zawsze: świetne solo, znakomitą perkusję oraz przejmujący głos LaBrie ("Sometimes I feel I should face this alone...").

"Space Dye Vest" - ciekawa jest historia powstania tej piosenki: otóż Moore przeglądając katalog z modą zauważył kobietę ubraną właśnie w "kosmicznie ufarbowany podkoszulek" i ona tak go zauroczyła, że aż zaczął rozmyślać, jak to bywało w jego związkach z kobietami... cóż, nigdy nie wiadomo, co może dać człowiekowi do myślenia; ale wracając do piosenki: jest niesamowita - prostymi środkami, przede wszystkim klawiszami z naprawdę niewielką pomocą innych instrumentów, stworzona została tak niesamowicie mroczna atmosfera, że aż ciarki przechodzą po plecach; do tego niesamowity jak zwykle James; ważną rolę pełnią też cytaty z kilku filmów, które jeszcze pogłębiają przesłanie utworu; świetne, po prostu trzeba to usłyszeć...

Usłyszeć trzeba całą płytę. Mroczny klimat, budowany konsekwentnie przez całe 75 minut przez całą ekipę, poprzetykany cudownymi solówkami i melodiami, powoduje, że płyta jest po prostu WIELKA. Przez wielkie wszystkie litery, a nie tylko "W". A skoro tak, to jakaż może być ocena...

Komentarze
Dodaj komentarz »

Oceń płytę:

Aktualna ocena (564 głosy):

 
 
87%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Death "The Sound of Perseverance"
- autor: Rock'n Robert
- autor: Sanitarium

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?