zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 kwietnia 2020

recenzja: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"

2.12.2007  autor: Kajetan Pawełczyk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Led Zeppelin
Tytuł płyty: "The Song Remains The Same"
Utwory: Rock and Roll; Celebration Day; The Song Remains the Same; Rain Song; Dazed and Confused; No Quarter; Stairway to Heaven; Moby Dick; Whole Lotta Love
Wykonawcy: Robert Plant - wokal; Jimmy Page - gitara, wokal; John Paul Jones - gitara basowa, instrumenty klawiszowe, melotron; John "Bonzo" Bonham - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Swan Song
Rok wydania: 1976
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4

Dość powszechnie uznaje się, że z wielkiej trójcy klasycznego hard rocka największym koncertowym zwierzem jest Deep Purple, co panowie potwierdzają już od czterech dekad znakomitymi albumami live - zawierającymi dużo lepsze wersje ich utworów, niż te studyjne. Z Led Zeppelin - gdyby sugerować się tylko płytą "The Song Remains The Same" - sytuacja przedstawia się niestety odwrotnie. Genialne kawałki z regularnych krążków wiele tracą, a w najlepszym wypadku niewiele zyskują, w wykonaniach koncertowych. To, że Zeppelini na koncertach też potrafili prezentować się świetnie, pokazał dopiero wydany parę lat temu zestaw "How The West Was Won". Jednak przez prawie trzydzieści lat jedynym świadectwem ich konfrontacji z publicznością pozostawał recenzowany tu album, do którego niżej podpisany, mimo wielu przesłuchań, nijak nie może się przekonać.

Ja wiem, że płyta live Led Zeppelin to nie koncert życzeń, jednak nie sposób uznać materiału zawartego na "The Song Remains The Same" za prawdziwie reprezentatywny, a chyba właśnie taki powinien się znaleźć na tego typu albumie. Na koncercie panowie Plant, Page, Jones i Bonham zaprezentowali aż trzy utwory z "Houses Of The Holy" (co można wytłumaczyć tym, że występ był rejestrowany w roku premiery tej płyty - jednak na tak ważną koncertówkę można było przygotować bardziej przekrojowy, a mniej promocyjny zestaw), po dwa z "Dwójki" i "Czwórki" i zaledwie po jednym z "Trójki" i "Jedynki" (co zwłaszcza w tym ostatnim przypadku boli...). Ale nawet zgadzając się na takie proporcje, nie sposób zaakceptować braku takich zeppelinowych standardów, jak "Immigrant Song", "Since I've Been Loving You" czy "Heartbreaker" (które na koncerty nadają się wręcz idealnie).

No ale zostawmy już to, czego nie ma i przejdźmy do tego, co na krążku znajdziemy. Album otwiera "Rock And Roll" (choć na "otwieracz" dużo lepiej nadawałby się sąsiadujący z nim na "Led Zeppelin IV" "Black Dog") - odegrany poprawnie i nic ponad to. Podobnie rzecz się ma z "Celebration Day" (oryginalnie na "Trójce"). Momenty są w "The Song Remains The Same" i "Rain Song" (obie z płyty "Houses Of The Holy"). Jednak "właściwa część" albumu rozpoczyna się dopiero wraz z 25-minutową wersją "Dazed And Confused" - chyba najlepszego kawałka Zeppelinów w ogóle. Początek jest bardzo obiecujący - powolny, "kroczący" bas Jonesa, gitarowe zawodzenia Page, a po chwili pierwsze zwrotki brawurowo odśpiewane przez Planta - jego interpretacja robi naprawdę duże wrażenie. Niestety do czasu. Gdy złotowłosy Robert intonuje "If you're going to San Francisco", to ręce opadają. Zaczyna się część improwizacyjna i wokalista zaczyna coś jęczeć bez większego sensu, za to na granicy fałszu, gitarzysta przynudza po kilkunastu minutach podobnych zagrywek, w zasadzie tylko basista trzyma poziom, bo i Bonham za garami coś taki trochę ospały momentami. Następne jest "No Quarter" - najlepszy utwór z "Houses Of The Holy" - klimatyczny klawiszowy wstęp Jonesa, łagodny śpiew Planta, który jednak pod koniec zwrotek znów nie potrafi czysto wyciągać "górek" i najwyższej klasy gitarowe riffy wychodzące spod łapy Jimmy'ego. Później zgrane do bólu "Stairway To Heaven" (z "Led Zeppelin IV") - Plant znów bardzo daleki od ideału, wysokie partie w jego wykonaniu wychodzą po prostu słabiutko, Page niepotrzebnie sztucznie wydłuża solówkę. "Moby Dick" z "Dwójki" - swoje pięć (a właściwe dwa razy więcej) minut ma "Bonzo" - solówka perkusji całkiem niezła, choć takiego bębniarza z pewnością stać na więcej. Zresztą Bonham nie zachwyca również w zamykającym album "Whole Lotta Love", gdzie gra wolniej i mniej precyzyjnie niż na studyjnym oryginale, a pozostała trójka też nie zachwyca.

"The Song Remains The Same" nie jest albumem jednoznacznie złym - jest tu dużo momentów świadczących o najwyższej muzycznej klasie, czuć tutaj ducha lat 70-tych (przede wszystkim w baaaardzo długich improwizacjach), jednak szkoda, że płyta ta nie została nagrana trzy lata wcześniej. Zawierałaby bowiem wówczas utwory wyłącznie z "Led Zeppelin I" i "Led Zeppelin II", w dodatku z Plantem w szczytowej formie i taki krążek miałby szansę stać się najlepszą płytą live w dziejach rocka. A tak mamy, co mamy...

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2018-06-21 14:07:59 | odpowiedz | zgłoś
Tak to już jakoś jest, że stara muzyka rockowych legend jest ponadczasowa. Nie wiem dlaczego rok 2000 stał się taki jakiś graniczny dla historii rocka, że już żaden epokowy zespół nie powstał, ani nowy znaczący gatunek. Takie zespoły jak Led Zeppelin czy Beatlesi ciągle odkrywają po kilkudziesięciu latach nowe pokolenia. A kto za trzydzieści lat będzie słuchał Limp Bizkit, Creed czy Nickelbach, albo grał ich kowery? Właśnie ten wysyp kowerbandów i ich popularność, jest jednym z dowodów na ponadczasowość rockowych legend. Bo mam na myśli oczywiście kower bandy grające klasyków. No bo wiadomo, że żyjemy w czasach, gdy rockowi giganci już się wykruszaja, a zapotrzebowanie na ich muzykę nie wygasa. Stąd choćby np popularność The Australian Pink Floyd Show, co grają u nas w największych halach i ludzie na to chodzą. Mają zresztą poparcie oryginalnych Floydów. Ja osobiście nie przepadam za kowerami i takimiż zespołami, ale mówię jak jest.

Moim zdaniem w naszych czasach już nie ma co dywagować, że bez danych muzyków "to już nie jest Judas Priest", albo "to już nie jest AC/DC". Trzeba docenić to co jest, a jak koncert będzie nieudany to już nigdy nie pójść i tyle. Przecież wiadomo, że przetrzebione AC/DC z samym Angusem z klasycznego składu jest lepsze niż jakikolwiek kowerband.

Poza tym, pokażcie mi zespół założony po 2000 roku, który by headlinował jakiś poważny rockmetalowy fest typu Masters Of Rock czy inny.
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Boomhauer
Boomhauer (wyślij pw), 2018-07-03 14:54:41 | odpowiedz | zgłoś
Kolejnym dowodem na to, że mam rację, jest to jak wiele jest dzisiaj tych wszystkich zespołów odwołujących się do starej muzyki. Zatrzęsienie. Choćby Steel Panther hołdujący ejtisowemu glamowi i hair metalowi, Blues Pills odwołujący się do hipisowskiej psychodelii, czy The Brew grający jak seventisowe power trio hard rockowe. A jakoś nie wyobrażam sobie, żeby za kilkadziesiąt lat swój revival przeżywał numetal czy post grunge w odmianie radiowo popowej.
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
lokator143 (wyślij pw), 2017-02-28 12:11:17 | odpowiedz | zgłoś
Recenzja - jest subiektywną opinią na dany temat. Nawiasem mówiąć, ja akurat zgadzam się z autorem. Led Zeppelin to jeden z najbardziej przereklamowanych zespołów świata. I wcale nie sądzę, by ich muzyka była jakimś wielkim dziełem. Mnie na przykład w ogóle nie wzrusza. Ale czy to jakaś tragedia? Więcej luzu ludzie.
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Lcypher (wyślij pw), 2018-06-19 00:33:44 | odpowiedz | zgłoś
Jest tak samo przereklamowana jak muzyka Mozarta ;-) Będą ją grać przez kolejne dekady i wieki. Nie rozumiesz jej, bo wbrew pozorom nie jest łatwa. Klasyczny syndrom "Too Many Notes".
Przyjmij chociaż fakt, że Led Zeppelin był zespołem o największym stopniu rażenia na twórczość innych artystów i zastanów się - dlaczego?
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Manti65 (gość, IP: 89.64.248.*), 2013-10-19 19:30:15 | odpowiedz | zgłoś
Wybaczcie mu , biedak nie wie co napisał. Page w najwyższej formie ... ciężko opisać coś co jest doskonałe .
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
lol (gość, IP: 89.70.20.*), 2013-03-19 22:05:11 | odpowiedz | zgłoś
Celebration Day było na płycie Houses of The Holy a nie na III, ale może cośmi się pokićkało?
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
pakosłaff (gość, IP: 109.173.145.*), 2018-06-20 10:27:43 | odpowiedz | zgłoś
pokićkało Ci się
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
saxon01 (gość, IP: 176.96.165.*), 2013-03-16 21:06:28 | odpowiedz | zgłoś
subiektywna ocena 4???!!!,chłopcze a ty sie na behemłocie wychowałeś,albo pauli pewnie.a tak poważnie Kajetan no cóż to twoja ocena dla mnie ten koncert który posiadam jest przezajebisty,trzeba go zrozumieć kolego.i nie ma co go porównywać do Celebration Day,odrębne dwa wspaniałe live-show.a propo clebration Day wiecie ,że Page/Jones/Bohnam młody chcieli zrobic cos dalej jakiegoś longa nagrać a Plant powiedział,że nie,że koncert wyszedł zajebiscie i lepiej tak niech zostanie...!jak to usłyszałem to wkórwiłem sie na P{a}lanta.no cóż szkoda:(,aha tak z innej beczki polecam Wam zespół Nightingale kórcze zajebista muzyka taki melodic-heavy-prog
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Nightraider
Nightraider (wyślij pw), 2013-03-16 20:02:15 | odpowiedz | zgłoś
Te owe "jęki" jak to nazwał pan Pawełczyk w utworze Dazed and Confused to nic innego jak próba naśladowania gitary J.Page'a przez Roberta Planta. Ba mało tego to rozmowa Planta z gitarą Page'a. No cóż powyrzsza recenzja potwierdza jedną rzecz, że muzyka jaką tworzył Led Zeppelin jest nadal muzyką nietyle co piękną ale i zbyt trudną i niezrozumiałą w odbiorze co do niektórych słuchaczy.
re: Led Zeppelin "The Song Remains The Same"
Waldek471 (wyślij pw), 2013-03-15 08:39:36 | odpowiedz | zgłoś
Oj kolega Pawelczyk jest albo baaardzo młody i siłą rzeczy nie wie co pisze albo jest osobnikiem kompletnie nie znającym się na rzeczy. Otóż The Song Remains the Same jest jednym z najlepszych albumów koncertowych stawianych na równi z legendarnym Made in Japan i w chwili pojawienia się tj. w roku 1976 i ja to pamiętam kolego wzbudził powszechny zachwyt krytyki jak również przeciętnych melomanów zamieszkujących naszą planetę.A jeżeli chodzi o dobór utworów znajdujących się na płycie to jest on niezwykle przemyślany wszak była to trasa promująca Houses Of The Holly i z całą pewnością Black Dog , Immigrant Song czy Since Ive Been Loving You brzmiały by dziwnie.
« Nowsze
1

Oceń płytę:

Aktualna ocena (118 głosów):

 
 
77%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Pink Floyd "Wish You Were Here"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: GSB
- autor: Tomasz Klimkowski

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Armia "Czas i byt"
- autor: ad

Black Sabbath "Master Of Reality"
- autor: Elwood

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy obecnie poświęcasz więcej czasu na słuchanie muzyki niż miesiąc temu?