zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 3 grudnia 2021

recenzja: Megadeth "Dystopia"

24.01.2016  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Megadeth
Tytuł płyty: "Dystopia"
Utwory: The Threat Is Real; Dystopia; Fatal Illusion; Death From Within; Bullet To The Brain; Post American World; Poisonous Shadows; Conquer Or Die; Lying In State; The Emperor; Foreign Policy
Wykonawcy: Dave Mustaine - gitara, wokal; Kiko Loureiro - gitara; David Ellefson - gitara basowa; Chris Adler - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Universal Music
Premiera: 22.01.2016
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

"Ups, he did it again" - to pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po przeczytaniu newsa o tym, że Rudy Dave znów wywija i wypierdala połowę składu z Megadeth. Nie załamywałem rąk, bo to, że druga gitara i perkusja to w jego gnieździe raczej ruchome pozycje, na dodatek pozbawione większego znaczenia dla funkcjonowania kapeli, to tradycja sięgająca czasów "Killing Is My Business...". Rzecz na chwilę (10 lat) zmieniła się przy okazji tzw. "złotego składu", być może dlatego nazywanego "złotym", że to za jego sprawą powstały pomnikowe "RIP-y", "Countdowny" i "Youthanasie", który jednak, przypominam, wypalony kończył działalność w niesławie, prokurując względnie dobry "Cryptic Writings" i już zupełnie kontrowersyjny "Risk" (bez Menzy). Także taki obrót spraw nie jest dla mnie niespodzianką. Co więcej, trochę serce szybciej zabiło, kiedy usłyszałem nazwisko nowego najemnika, który miał zasiąść za garami, czyli Chrisa Adlera, którego grę bardzo lubię, przy okazji nie trawiąc jego macierzystego zespołu Lamb Of God (sic!) - taka sytuacja. Nie przepadałem za synonimem drewna za zestawem w postaci Shawna Drovera, dlatego tę zmianę przyjąłem z nadzieją.

Co innego nowy gitarzysta "aus" brazylijska Angra - Kiko Loureiro. Tutaj już pokręciłem nosem, bo każdy wie, z jakiego grania Angra jest znana, a przeszczepianie power - egzalt - nadepnięty chomik - heavy - metalu na grunt Megadeth uznałbym za osobista tragedię. Tak się jednak nie stało. Co więcej, po moim zdaniem bardzo udanej "cryptingowo - youthanasiowej" "Super Collider", Mustaine za sprawą najnowszej "Dystopii" przeprasza się po raz kolejny, już nawet nie z samym metalem ogólnie, ale z "tym" stareńkim, zajebistym "megadethowym thrashem" a'la "Peace Sells...", "So Far So Good So What", "Rust In Peace" i finezyjną melodyką "Countdown To Extinction", którymi to zarobił na status legendy, miano jednego z praojców - założycieli gatunku i komfort odcinania kuponów od własnej sławy - serio!

Choć brak tutaj jednoznacznych odpowiedników tak oczywistych strzałów, jak "Holy Wars...", "Hangar 18", "Peace Sells..." czy "Symphony Of Destruction", to jednak uczciwie trzeba stwierdzić, że to właśnie na "zapożyczeniach" (w cudzysłowie, bo od siebie samego nie można przecież pożyczać) opiera się cały zamysł i konstrukcja "Dystopii".

Po orientalnym intro, zapewne inspirowanym, jak to u Mustaine'a, bieżącymi wydarzeniami w geopolityce, od razu atakuje nas porywająca seria riffów "The Threat Is Real", w których obeznani od razu rozpoznają wiertarki "Set The World Afire", przejścia "Hangar 18" czy szkielet kompozycji żywcem zajumany z "Ashes In Your Mouth". Co ciekawe, nie brzmi to jak polepiony w pro-tools, przypadkowy zlepek pomysłów z "czasów wojny", tylko zwyczajnie rwie do przodu, uświadamiając po latach, że rozróżniane ongiś pod względem stylistycznym płyty tak naprawdę miały zawsze jeden megadethowy kręgosłup muzyczny.

Podobnym tropem podąża tytułowa "Dystopii", skręcając nieco w stronę melodyki "Countdown To Extinction", co też nie jest zaskoczeniem. Koniec końców, od czasu wejścia na salony muzyki ogólnie rockowej w 1992 r. - hit to pozycja obowiązkowa na płytach Rudego. Po prawdzie, tym razem jednak starania "uczłowieczania" muzyki Megadeth są ograniczone do minimum i na dobrą sprawę powtarzają się tylko jeszcze w najbardziej zróżnicowanym, epickim, skrzącym się natchnionymi wokalizami i solami gitarowymi "Poisonous Shadows" czy w instrumentalnym "Conquer Or Die!". Pozostała, lwia część materiału to już charakterystyczne, oldschool - megadethowe napieranie o cechach, które wymieniono gdzieś wyżej ("Fatal Illusion"), lekko, ale zawsze zakwaszone zwariowanymi wywijańcami, zakrętasami i dysonansami rodem z "Peace Sells... But Who's Buying" ("Bullet To The Brain", "Lying In State"). Wszystko zgadza się jak u księgowej, ale tutaj rodzi się mała obawa.

Nie martwi mnie, że "znawcy" podniosą gromkie hasła w stylu "autoplagiaty", "znów to samo tylko gorzej, bo tak, bo to już nie to". Zastanawiam się bardziej, czy miejscami średnia przystępność muzyczna, która ongiś odróżniała płyty Megadeth od dajmy na to wydawnictw Metallica, spotka się ze zrozumieniem gawiedzi, która w większości nie dorastała, ba, nawet nie była w planach, gdy powstawały "Peace Sells...", "So Far..." czy "Rust In Peace". O ile taki rozwój wydarzeń z aprobatą przyjmie nawet pokolenie nastolatków lat 90, mocno zainfekowanych stosunkowo świeżym wtedy kultem thrash metalu poprzedniej dekady (80), o tyle wątpię, czy "świeżym słuchaczom" będzie się chciało zgłębiać meandry tej muzyki. Czas pokaże. Osobiście jako fan, którego początkiem słuchania czegokolwiek w metalu było to, co przez lata nazwano "The Big Four", jestem wpiekłowzięty. Słuchając "Dystopii" nie wyczuwam zbędnej napinki, ścigania się Mustaine'a z własnymi dokonaniami sprzed lat. Zamiast tego dostaję "naturalny" Megadeth, w którym sprawnie mieszają się najlepsze momenty legendarnej kariery. Płyty słucha się jednym tchem, momentami padając na glebę, momentami potakując głową z uśmiechem zdającym się wyrażać: "tak jest, to jest to, na co czekałem".

Jak pisałem już kilka razy, członkowie Big Four nieuchronnie wkraczają w epilogi swoich karier. Jeżeli zaś robią to takimi miotaczami jak Slayer na "Repentless", który - choć brzmi to jak bluźnierstwo - obronił się nawet bez Jeffa Hannemana, czy opisywana w tym miejscu "Dystopia", to nie dość, że nie ma mowy o żadnym wstydzie czy porażce, to jeszcze pozostaje w ustach lekko gorzki posmak świadomości, że po nich dłuuugo nic, o braku równie spektakularnych następców nie wspominając.

22 stycznia 2016 r. - "Dystopia" już na początku sezonu wkracza pewnie do walki o miano jednej z płyt rocku. Jak przy każdej odsłonie mustaine'owego życiorysu wydawniczego zapytam: "co na to The Four Horsemen"? A tak, zapomniałem, oni pożegnali się już przy okazji "Black Album". Na Pazuzu, jakie to wielkie szczęście dożyć wieku, kiedy po okresie upadków i wzlotów ukochane kapele wracają do formy z najlepszego okresu działalności. Jaka to ulga, kiedy odpalasz płytę i słowa same cisną się na klawiaturę. To ma miejsce tylko w dwóch skrajnych przypadkach - płyt chujowych i zajebistych. Nie muszę chyba już mówić, do której kategorii zaliczam "Dystopię"?

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Megadeth "Dystopia"
Ziomaletto (gość, IP: 5.172.236.*), 2017-06-13 19:38:29 | odpowiedz | zgłoś
Slayer kompozycyjnie od zawsze był w tyle za takim Testament, Overkill, a nawet i za Death Angel. Pusty, suchy i prymitywny napierdol dla napierdolu, bez finezji, tak samo Sodom i Destruction.
re: Megadeth "Dystopia"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2016-02-05 19:58:10 | odpowiedz | zgłoś
Teraz tak - pośpieszyłem się trochę z moimi peanami.
Płyta jest przyzwoita... jak na lata 90-te. "Super Collider" o niebo lepszy.. Pod każdym względem prócz jednego - przylizywania się fanom oczekującym czegoś bardziej "w stylu starego Mega" - cała reszta kuleje.
Brzmienie....
Jest zwyczajnie słabe, brak mu mocy. Gitary brzmią jak spory rój komarów, będbny sobie bębnią. Wszystko tak sobie kroczy do przodka, tak jakby czas zatrzymał się w 1992 I nic się od tego czasu nie wydarzyło.

Autoplagiat......
I to kroczenie bardzo, czasem za bardzo, przypomina coś co już było. Np. 1/4 pierwszego kawałka to "Set The World On Fire" z "So Far....". Drugi zalatuje czmyś z płyty "Rust In Peace"... Nie pamiętam już co, bo jakiś czas nie parałem się Megadeth.
Trzeci to bodaj "Black Swan" z 13. Potem jest już lepiej - czasem naprawdę zajebiste riffy, trochę łojenia.... ale ciągle to słabe, rozproszone brzmienie, jakby za nimi stała orkiestra.

Gitary.....
Solówki - dużo odtwróczyzny i latania po gryfie. Bez porównania pomiędzy Kiko Lucero a Broderick'iem. Zwyczajnie - Chris to w chuj lepszy gitarzysta, operujący w innym wymiarze. "Super Collider" miał naprwadę przemyślane sola i riffy, a tutaj mamy odjebanie pańszczyzny.
Broderick był po prostu za dobry i pewnie nie chciał odtwarzać starych kotletów, tylko eksperymentować z dzwiękiem.

Ta płyta pewnie spodoba się ortodoksom. Z tego co wiem, Mustaine został przez ogół zjebany za "Super Collidera" i się ugiął pod presją. Collider wchodził sobie spokojnie i robił coraz lepszy w miarę przesłuchiwań. Ta płyta robi się coraz gorsza.
.... ale wciąż zajebista płyta (z 1990 roku)

oczywiście to wszystko moja subiektywna opinia.

PS. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak napierdala obecnie napierdala Broderick polecam Act Of Defiance "Birth and the burial".
re: Megadeth "Dystopia"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2016-02-05 21:25:22 | odpowiedz | zgłoś
oczywiście Kiko Loureiro, nie Lucero - znowu jestem pod wpływem:)
Ah - i to "Dystopia" brzmi jak bodaj "Black Swan", nie trzeci. Trzeci brzmi bodaj jak coś z RIP.
re: Megadeth "Dystopia"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2016-02-06 09:05:14 | odpowiedz | zgłoś
Piłeś?! Nie jedź ;)
re: Megadeth "Dystopia"
CozzY
CozzY (wyślij pw), 2016-02-07 12:39:34 | odpowiedz | zgłoś
Piłeś? Nie jedz! I "Set The World Afire".
re: Megadeth "Dystopia"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2016-02-07 15:48:19 | odpowiedz | zgłoś
ja nie piję tylko palę i jem
re: Megadeth "Dystopia"
Thrash Lover (gość, IP: 188.122.20.*), 2016-02-06 12:30:03 | odpowiedz | zgłoś
Ale przciez w porownaniu z Megadeth Act Of Defiance to tylko zwykle przecietne lojenie bez pomyslu...
re: Megadeth "Dystopia"
universal_soul (gość, IP: 81.187.190.*), 2016-02-07 15:49:55 | odpowiedz | zgłoś
Nie pisałem, że to dobre, tylko że Broderick się udziala jeśli ktoś byłby ciekaw.
re: Megadeth "Dystopia"
Thrash Lover (gość, IP: 188.122.20.*), 2016-02-07 00:00:18 | odpowiedz | zgłoś
A na jakim sprzecie sluchales, ze tak narzekasz na brzmienie?
re: Megadeth "Dystopia"
Bungo (gość, IP: 149.156.96.*), 2016-02-07 12:38:17 | odpowiedz | zgłoś
Też mnie to zaciekawiło. Na moim średniaku (yamaha + dali) jest w dostatecznie. Same gitary i bas trochę plastikowe, ale ten typ (rudy) tak ma. Natomiast zdziwiło mnie, iż słychać przesterowania gdy perkusja gra głośniejsze przejścia.

Jak z ciekawości wziąłem płytę do kolegi na dobry sprzęt (music hall - wysokie numerki + sonus), to wyszło szydło z worka. Pojawia się cała gama pierdzeń, przydźwięków i buczeń.

Można śmiało powiedzieć, że im lepszy sprzęt tym gorzej.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (470 głosów):

 
 
84%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Slayer "Repentless"
- autor: Megakruk

Budgie "Never Turn Your Back On A Friend (reedycja)"
- autor: Meloman

Black Sabbath "13"
- autor: Dominik Zawadzki

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Jak długa powinna być broda metalowca?