zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 17 stycznia 2019

recenzja: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"

12.08.2018  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Pain Of Salvation
Tytuł płyty: "In The Passing Light Of Day"
Utwory: On A Tuesday; Tongue Of God; Meaningless; Silent Gold; Full Throttle Tribe; Reasons; Angels Of Broken Things; The Taming Of A Beast; If This Is The End; The Passing Light Of Day
Wykonawcy: Daniel Gildenlow - wokal, gitara; Ragnar Zolberg - gitara; Daniel D2 Karlsson - instrumenty klawiszowe; Gustaf Hielm - gitara basowa; Leo Margarit - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Inside Out Music
Rok wydania: 2017
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7

Daniel Gildenlow, lider i wokalista Pain Of Salvation, w 2014 roku ciężko zachorował i trafił do szpitala, gdzie spędził sporo czasu, ocierając się nawet o śmierć. Lekarze zdiagnozowali w niego rzadką chorobę nazywaną: martwicze zapalenie powięzi. Symptomem tej przypadłości był bardzo silny ból pleców. Leczenie polegało na stosowaniu bardzo silnych antybiotyków. Nowa płyta grupy Daniela powstała pod wpływem tych przeżyć i jest propozycją koncepcyjną zawierającą głębokie przemyślenia na temat życia. Odkrywa inne spojrzenie na świat w obliczu nieuchronności tego, co każdemu z nas może zgotować los.

"In The Passing Light Of Day" przedstawia muzykę niepokorną, zawierającą mnóstwo zmian rytmicznych oraz trochę połamanych rytmów gitarowo-perkusyjnych. Wiele tu progmetalowego riffowania. Wokalnie mamy duże rozpiętości: od deklamacji i delikatnego śpiewania, poprzez mocny głos rockowy, do krzyku - ale artykułowanego. Ścieżka wokalna wzbogacona jest kobiecymi wokalami i męskimi chórkami. Na pewno nie jest to płyta nudna, chociaż dosyć długa, trwająca trochę ponad siedemdziesiąt minut. Znajdziemy na niej też klasyczne fragmenty w konwencji metalu, hard rocka względnie rocka progresywnego. Niemalże w każdym numerze słychać zaskakujące zwroty akcji, spowolnienia lub przyspieszenia rytmu. Zaznacza się też udział orkiestrowych instrumentów takich, jak obój i rożek angielski (Anette Kumlin) oraz skrzypce (Camilla Ardvisson i David Ra Champari). Jeżeli nawet wkrada się do muzyki trochę chaosu, to tylko na chwilę, potem wszystko wraca do harmonii. Jako gość w nagrywaniu uczestniczył też Halfdan Arnason na kontrabasie.

Album zawiera dziesięć utworów, w tym jakby dwie główne kompozycje, na początek i finał. Otwarcie stanowi "On A Thusday" - długi, ponad dziesięciominutowy numer, będący mieszanką prog metalu i rocka. Dalej trzy krótsze propozycje, w tym piękna krótka ballada "Silent Gold", gdzie gościnnie zagrał na basie i melotronie Peter Kvint. W środku stawki mamy nagranie z pokręconymi rytmami gitary, "Full Throtte Tribe" (jedno z dłuższych - dziewięć minut). Wyśmienicie prezentuje się "Angels Of Broken Things" (według mnie najlepsza po temacie tytułowym) w stylu rocka progresywnego z wyraźnymi klimatycznymi solówkami gitarzystów. Jest tu płynność akcji, nastrój i budowanie głównego tematu. Trzy ostatnie numery są esencją tej płyty. Najpierw bardzo dobre, radośnie brzmiące "The Taming Of The Beast", mocno rockowe w refrenie z delikatnymi zwrotkami bez fraz gitarowych, czyli melodyjnie z zaznaczonym podstawowym motywem. "If This Is The End" jest nastrojowym, trochę ponurym wstępem do głównego utworu na krążku. Słyszymy najpierw przez moment akordeon, akompaniament gitary i głos. Mamy też mocniejsze uderzenie w połowie, potem wraca spokój, ale końcówka to zdecydowane ostre granie.

Tytułowy utwór, "The Passing Light Of Day", jest genialny w swojej prostocie. Wszystko początkowo obraca się wokół krótkiego tematu gitarowego z wokalem, który systematycznie się rozwija, nabiera tempa oraz mocy uderzeniowej. Zapada w pamięć ze względu na melodię. Apogeum tej piętnastominutowej kompozycji następuje w granicach jedenastej minuty, kiedy krystalizuje się pełna wersja rockowego brzmienia - lecz wszystko sączy się płynnie w formie balladowej. W finale następuje wyhamowanie i powrót do początkowych klimatów z udziałem instrumentów smyczkowych i orkiestrowych dętych, a te kilka sekund na zakończenie brzmi niczym Islandczycy z Sigur Ros. Dobre wydawnictwo, warte posłuchania.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
Krewetka (gość, IP: 94.254.131.*), 2018-08-24 11:03:37 | odpowiedz | zgłoś
Raczej POS bierze pomysły z Dream Theater, więc nie może być lepsze.
Ale jak ktoś woli rajtuzy szwedzkie od amerykańskich, to już jego sprawa.
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
RadomirW (gość, IP: 194.30.179.*), 2018-08-24 14:55:50 | odpowiedz | zgłoś
Brali na początku, ale potem wyrobili sobie swój oryginalny styl. Mi generalnie chodziło o fakt, że nie mają jakiś gniotów w swojej dyskografii, których DT zdarzyło się kilka popełnić.
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
martinez1 (wyślij pw), 2018-08-24 20:23:22 | odpowiedz | zgłoś
Jeśli chodzi o PoS to dwie ich pierwsze płytki jak Entropia i One Hour by the Concrete Lake nie były złe, nawet całkiem fajna była Scarsick ale już trochę inna. Natomiast Road Salt One i Two oraz Falling Home to dla mnie porażka, tego ciężko było w całości przesłuchać. Z ostatnią płytką Daniel wrócił na właściwy tor. A co do Dream Theater, to zaczęli grac w kółko to samo, dlatego chyba odszedł Portnoy, bo ileż można. A ta ich ostatnia płyta to tylko dla wytrwałych. A Riverside mogliby znowu grać muzykę z pogranicza PoS/DT, byłoby fajnie, a nie takie balladowe plumkanie.
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
martinez1 (wyślij pw), 2018-08-22 21:12:01 | odpowiedz | zgłoś
Płytka świetna, nawiązująca do The Perfect Element i Remedy Lane a wiec do najlepszych płyt. Widać trzeba bylo kryzysu zdrowotnego żeby znów nagrać płytę na najwyższym poziomie. Jest tu wszystko co dobre, szybkie momenty przeplatane z wolnymi. Jak dla mnie rewelacja.
re: Pain Of Salvation "In The Passing Light Of Day"
pik (gość, IP: 79.184.175.*), 2018-08-21 18:26:40 | odpowiedz | zgłoś
Ok. to ja może tylko od siebie tak dodam, że to IMO bardzo dobre wydawnictwo i zdecydowanie warte posłuchania, szczególnie dla fanów szeroko pojętej muzyki klimatycznej, myślę. 8/10
Btw. utwór ''Undertow'' z RE to może już w trochę mniejszym wymiarze jak kiedyś (jak dla mnie) ale pomimo wszystko, to wciąż- jak tego słucham- to jest taka hmm bomba emocjonalna, że tak powiem ;p super.
2
Starsze »