zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 13 lipca 2020

recenzja: Tiamat "The Scarred People"

18.11.2012  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Tiamat
Tytuł płyty: "The Scarred People"
Utwory: The Scarred People; Winter Dawn; 384 - Kteis; Radiant Star; The Sun Also Rises; Before Another Wilbury Dies; Love Terrorists; Messinian Letter; Thunder & Lightning; Tiznit; The Red Of The Morning Sun
Wykonawcy: Johan Edlund - wokal, gitara, instrumenty klawiszowe; Anders Iwers - gitara basowa; Roger Ojersson - gitara; Lars Skold - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Napalm Records
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Nic tak nie determinuje mnie jak doniesienia o kiepskości czegoś. Zauważyłem, że ostatnio bardziej interesuje mnie sprawdzanie rzeczy okrzykniętych gównami niż zapowiadanych jako diamenty. Może po prostu wolę się mile rozczarować niż karmić płonnymi nadziejami. Tak więc w myśl takiej koncepcji postępowania, gdy tylko usłyszałem, że nowy Tiamat jest: supernudny, superchujowy i w ogóle kał im w oczy, w dwie minuty stawiłem się w sklepie płytowym z jęzorem przylepionym do szyby wystawowej. Szukam... jest. Mruga do mnie słoneczkiem i masońską ornamentyką, znaną z mokrego snu wszystkich fanów "Wildhoney", i woła: nie jestem kupą, weź mnie! Uwierzyłem, biorę i co? Żyję, a nawet więcej, o wiele więcej, w końcu naprawdę oddycham!

Choć w środku "Wildhoney" na pierwszy rzut radarem brak, to jednak słucham, słucham i co ciekawe, z każdym kolejnym razem zaczynam mieć to w dupie. Tam w dupie, głęboko dalej, z dwa kilometry za dupą nawet. Dlaczego? Bo Tiamat nagrał właśnie najlepszą płytę od czasów "A Deeper Kind Of Slumber". Wiem, że dla wielu to żaden odnośnik, bo na moich oczach zaciekli diehards w czasie premiery "Drzemki" zrobili siku na słynny szyld, ale nie ja, więc spieranie się w tym temacie uważam ze bezprzedmiotowe.

"The Scarred People" określiłbym wielkim zebraniem w jednym miejscu najlepszych pomysłów Johana z okresu bardziej wyluzowanego, rockowego Tiamatu - czyli "A Deeper" (z naciskiem na "Cold Seed"), "Skeleton Skeletron", "Judas Christ" czy w mniejszym stopniu "Prey" i promili "Wildhoney". Tak więc może i gotyk, ale przede wszystkim rock 'n' roll!

Tak właśnie, mimo iż na płycie nie brakuje charakterystycznego dla Edlunda klimatu, to jednak zadziwia ona gitarowym wymiataniem. Nie chodzi o to, że ktoś tutaj bawi się w Gamma Ray czy ostatni Kreator z drugiej strony. No. 1, czyli "Przerażonych Ludzi", otwiera klasyczne dla łysego jak kolano Szweda katedralne intro, wprowadzające zaraz do hitowego rockowania w najlepszym stylu "Zimnego Nasienia" ("A Deeper Kind Of Slumber") lub "Anielskich Hologramów" i "I Am In Love With Myself" ("Judas Christ"). Skoczna atmosfera, potężne brzmienie i rewelacyjne chóry w tle sekundę stawiają kręgosłup do pionu. Świetna rzecz na koncertowe spędy. Dalej mozolnie niczym grudniowe słońce na scenę, za pomocą dekadenckiego riffu, wtacza się "Winter Dawn". Mruczenie Edlunda i minimalistyczne zagrywki torują drogę znakomitemu refrenowi, mnie osobiście przypominającemu "Cain" z niedocenianej "Prey", by ostatecznie płynnie wejść w plumkania i sitarowe smaczki tak dobrze znane z kontrowersyjnej następczyni "Wildhoney". "384 Kteis" z kolei kąsa kłami wręcz moonspellowego wampiryzmu. Monumentalne gitarowe tupnięcia kopytem Johan przeplata pojedynczymi, złowrogimi uderzeniami w klawisz i przetworzonymi sykami wokalnymi, rzeźbiąc niczym kamieniarz kolejne demoniczne nagrobki swej opowieści.

Prawdziwa bajka zaczyna się gdzieś od poziomu "Radiant Star", mającego w sobie coś z rozmarzenia i patosu "Gaia". Z niepozornego, akustycznego motywu rozwija się cudowny kwiat, okraszony niekończącym się floydowskim wręcz popisem gitarowym. Tylko trzy minuty z kawałkiem trwania, ale za to czystej muzycznej magii i fantazji. W podobnej, rozbudowanej estetyce onirycznego rocka porusza się "The Sun Also Rises", skrzący fantazyjnymi wymianami gitarowymi, które fanom prog rocka nie pozostaną zapewne obojętne. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem do czynienia z tak elektryzującymi instrumentalami, jak te w minutowym wyjściu z rzeczonej kompozycji ("Before Another Wilbury Dies"). Brawo Panowie. A przed nami wciąż jeszcze takie "szlagiery", jak totalnie zamerykanizowana, wręcz klasycznie popowa ballada "Messinian Letter" (coś w stylu "Too Far Gone" czy "Haven Of High" z "Judasza Chrystusa"), zorientowane na "Brigter Than The Sun" lub "Vote For Love" - "Thunder And Lightning", w warstwie aranżu solówki czyniące swoją drogą spustoszenie niczym grom z jasnego nieba.

Już na tym poziomie jestem kupiony, ale nie, Edlundowi jeszcze jakby mało, bo na zakończenie pozostawia już zupełne urwanie głowy, a raczej serca. Niezależnie od obiegowej opinii i bezpodstawnego krytykanctwa, zawsze szanowałem faceta za to, jak za pomocą minimalnego wkładu środków potrafi roztaczać dookoła swojej muzyki prawdziwą atmosferę. Fakt, czasami nie do końca mu to wychodziło, ale w wielkim zwieńczeniu "The Scarred People", czyli "The Red Of The Morning Sun", znów mu się to udaje. Nawet nie chodzi mi tutaj o pierwszą część tego kawałka, gdzie dominują gitarowe plumkania i natchnione, poduszkowe wokalizy, ale te elementy, jakie wprowadza zaskakująco rwany, twardy riff i sekcja dęta. Potęga atmosfery!

I tak całkiem niespodziewanie Tiamat wrócił po 4 latach z najlepszą płytą od 1997 roku. W dodatku, by to zrobić, nie musiał nagrywać kolejnej "Wildhoney", udowadniając, że to dobra kompozycja przede wszystkim się liczy, a takich na "The Scarred People" zdecydowanie nie brakuje. Dodajmy do tego rewelacyjne brzmienie i mamy komplet. Paradoksalnie, jako stary fan Edlunda, cieszę się, że nie obrał ponownie prostej niczym droga do zatracenia konwencji powrotu do najstarszych dokonań (w pewnym sensie "Amanethes"), bo jak tutaj widać i słychać, wciąż ma o wiele więcej do zaproponowania. Do rewelacyjnych lub bardzo dobrych płyt klimatycznych tego roku (Paradise Lost, My Dying Bride, Anathema, Moonspell) bez dwóch zdań dołącza Tiamat! Fajnie się czuję, bo wielki renesans słynnych kapel (ongiś) z Peaceville i Century Media, tak swego czasu rozpropagowanych u nas przez śp. Tomasza Dziubińskiego, stał się faktem. Nie chodzi mi bynajmniej o to, że nagrali to i owo, wracając tam czy siam. Po prostu starzy wyjadacze przypomnieli sobie, jak robić rewelacyjne kawałki i równe dobre płyty. Ot co.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Tiamat...
BadFatEd (gość, IP: 91.150.222.*), 2012-11-21 17:34:12 | odpowiedz | zgłoś
A ten chudy, łysy Szwed nadal usiłuje wszystkich przekonać, że jest wybitnym, nietuzinkowym artystą... Gorzej, ze nadal są tacy, którzy mu wierzą. Tiamat skończył sięna pożałowania godnym "Clouds".
re: Tiamat...
Hawky (gość, IP: 89.68.28.*), 2012-11-22 10:21:50 | odpowiedz | zgłoś
Wybitna opinia. Johan nie musi przekonywać nikogo do tego, ze jest artystą, tyś natomiast przekonał wszystkich, żeś głuchy.
re: Tiamat...
BadFatEd (gość, IP: 91.150.222.*), 2012-11-22 15:15:14 | odpowiedz | zgłoś
Ośmielę się mieć na ten temat nieco inne zdanie, mam nadzieję, że wybaczysz.
re: Tiamat...
GreGreG (gość, IP: 83.143.136.*), 2012-11-23 19:57:16 | odpowiedz | zgłoś
Człowieku jesteś ignorantem w dodatku głuchym i nieuważnym. Wg ciebie Tiamat skończył się na "Clouds" wnioskuję że wcześniejsze płyty uważasz za dobre a tym samym wystawiasz sobie laurkę człowieka o ciasnych horyzontach muzycznych, fanatyka ciężkiego brzmienia i fana prostoty wynikającej z braku umiejętności. I o czym tu z tobą rozmawiać?
re: Tiamat...
aarrgg (gość, IP: 87.206.188.*), 2012-11-24 15:40:03 | odpowiedz | zgłoś
wg mnie edlund właśnie wybitnie odcina się od gwiazdorstwa i nietuzinkowości w wywiadach - taki swój chłop.
re: Tiamat...
BadFatEd (gość, IP: 194.29.65.*), 2012-11-26 13:43:45 | odpowiedz | zgłoś
Przepraszam, że nie moge słuchac przesłodzono-gównianej zrzyny z Sisters of Mercy i wolę, jak kapela gra z jajami... Gdzie mnie się równać z takim światłym, dystyngowanym i wysublimowanym dżentelmenem audiofilii, jak ty....
re: Tiamat...
universal_soul (gość, IP: 92.16.189.*), 2012-11-25 20:29:23 | odpowiedz | zgłoś
myślę, że Edlund po tej nietuzinkowej opinii nie może spać. A tak poważnie, to kogo niby miałby przekonywać co do czegokolwiek?:)
Tiamat się zmienia
Hawky (gość, IP: 89.68.28.*), 2012-11-20 17:08:18 | odpowiedz | zgłoś
z płyty na płytę. Skoki pomiędzy kolejnymi albumami, choć teraz nie tak kolosalne jak kiedyś, przecież zawsze były. Dziś mówi się o tym, że "A Deeper Kind Of Slumber" był takim skokiem w bok, ale przecież wielu fanów "Clouds" nie mogło przetrawić takich numerów z Wildhoney jak "A Pocket Size Sun". Dziś Taiamat nie jest aż tak oryginalny,więc i jego nowe nagrania pozostają dla wielu mało elektryzujące. Ale zamiast jechać po Tiamat, ze nie nagrali dobrej płyty (a nagrali) powinniście być wdzięczni Johanowi za to, co Megakruk wyłapał. Są szczerzy w tym co robią, nie nagrywają "powrotów do przeszłości" tak jak to się dzieje, gdy kapele przestają być na topie. Popatrzcie choćby na Paradise Lost, nagrali "Host" a potem zaczęli się wycofywać. I wkurza mnie porównywanie Tiamat do Anathemy. Tiamat nie jest emo:)
Kolejne klimatyczne rozczarowanie
RadomirW (gość, IP: 193.219.114.*), 2012-11-20 14:30:34 | odpowiedz | zgłoś
No niestety Tiamatowi nie udało się znowu nagrać dobrej płyty i wychodzi na to że ich ostatnią fajną płytą pozostanie Judas Christ. Ma ten album trochę fajnych momentów ale niestety te pseudofloydowskie zawodzenia i plumkania, których niestety jest sporo psują cały pozytywny efekt. Jeśli chodzi o dawnych klimaciarzy to mi się bardzo podobają albumy Anathemy, PL i Moonspella. Bardzo dobry jest też nowy Therion (po raz kolejny skok w bok okazuje się tym co Christopherowi Johnsonowi wychodzi najlepiej), przyjemnie zaskoczyły mnie też kapele na których kilka lat temu postawiłem już krzyżyk czyli Lacrimosa i Cradle of Filth. Nie mam do końca wyrobionej opinii o nowym the Gathering bo momentami jest zajebiście a momentami nudzą. Niestety MDB i Tiamat bardzo mocno mnie rozczarowały zresztą nie po raz pierwszy.
The Scarred People
Hubb (gość, IP: 80.53.9.*), 2012-11-20 14:17:08 | odpowiedz | zgłoś
Tytuł płyty oznacza po polsku "ludzi pokrytych bliznami", a nie "przerażonych".

Oceń płytę:

Aktualna ocena (218 głosów):

 
 
65%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

- Tiamat

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Black Sabbath "13"
- autor: Dominik Zawadzki

My Dying Bride "A Map Of All Our Failures"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy tęsknisz za letnimi festiwalami?