zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku sobota, 28 marca 2020

relacja: Anathema, Artrosis, Warszawa "Proxima" 21.02.2000

22.02.2000  autor: Do diabła
wystąpili: Anathema; Artrosis
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 21.02.2000

Dotarliśmy do "Proximy" bez większych problemów, mimo że jakaś grupka wcześniej utrudniała to, przywłaszczając sobie cudze bilety. A wydawało mi się, że takich zespołów słuchają wrażliwi ludzie... cóż, to był pierwszy zawód tego wieczoru.

Drugim zawodem był fakt, że Tower nie zagrał. Choć wiedziałem to już przed koncertem, podobnie jak spora rzesza ludzi, miałem cichą nadzieję, że zespół pojawi się na scenie. Nikt nawet nie wyszedł powiadomić o tym zebranych i po niedługim czasie dały się słyszeć pierwsze dźwięki automatu perkusyjnego, a na scenie pojawił się Artrosis.

Zaczęli od pierwszej częci "Nieprawdziwej Historii" z najnowszego krążka, potem zagrali "Na Wieki Wieków", jeśli mnie pamięć nie myli. Następny był "Taniec" z pierwszej płyty. Przez te trzy utwory publika nie wykazywała większych skłonności do poruszania się, ale powoli się rozkręcała. Potem przemieściłem się w pobliże sceny, więc nie wiem, jak to wyglądało dalej, ale tam, gdzie byłem, wszyscy doskonale odnajdywali się w atmosferze koncertu. Artrosis zagrał jeszcze "Morfeusza", "Do Zła", "Pośród Kwiatów i Cieni", "Ukryty Wymiar", "My", "Szmaragdową Noc", którą tłum odśpiewał wraz z Medeah i "Prośbę". Muzycy zaczęli się zbierać, ale tłum skandując "Artrosis! Artrosis!", przekonał ich do powrotu na scenę, gdzie zagrali "Nazgula". Jeśli support wraca na bis, to chyba o czymś świadczy, nie? Przez całość występu Medeah, oprócz czarowania nas swym głosem, robiła użytek ze swej niebywałej charyzmy. Nie raz las rąk wznosił się ponad publicznością. Całości dopełniały doskonale zaaranżowane efekty specjalne w postaci dużych ilości mgły i kolorowych świateł oraz hipnotyzującego tańca Medeah, czyniące z występu "Sztuki Róż" niemalże teatralne przedstawienie. Uważam nawet, że występ Artrosisu był dużo bardziej widowiskowy niż koncert gwiazdy wieczoru.

A gwiazda wieczoru, którą była Anathema, pojawiła się na scenie stosunkowo szybko. Czasu wystarczyło mi na dopchanie się do baru i wypicie zasłużonej wody, ale było go na tyle mało, że nie zdążyłem odczuć zniecierpliwienia. Zaczęło się od "Parisienne Moonlight" z kobiecym wokalem z playbacku, potem było "2000 & Gone". A potem... od "Deep" zaczął się koncert. Anathema zagrała prawie wszystkie kawałki z "Judgement" (poza "Wings Of God" i "Anyone, Anywhere", jeśli się nie mylę) i dużo starszych utworów, których niestety nie znam. Prawdę mówiąc, trochę się zawiodłem ich występęm, czasami miałem nawet wrażenie, że oni bawią się lepiej ode mnie... ale nie jestem wielkim fanem Anathemy, więc sądzić nie będę. Koncert skończył się około 22:15. Po tym nastąpiła szalona przepychanka do szatni, do której ścieżkę dźwiękową tworzył pewien pan, usilnie namawiający wszystkich do "cofnięcia się do tyłu".

Nie chciałbym nic ujmować Anathemie, ale dla mnie (i nie tylko dla mnie) ten wieczór należał do Artrosis, których występ przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Medeah zapewniła, że jeszcze zagrają w Warszawie. Mam nadzieję, że szybko i często, bo zagrali naprawdę rewelacyjny koncert.

Komentarze
Dodaj komentarz »

Materiały dotyczące zespołów

Napisz relację

Piszesz ciekawe relacje z koncertów? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jakiś muzyk uczył Cię gry na instrumencie lub śpiewu?