Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
83% |
| liczba ocen: |
112 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Anathema "Pentecost III"
|
Nazwa zespołu: Anathema
Tytuł płyty: "Pentecost III"
| Utwory: |
Kingdom; Mine Is Yours To Drown In (Ours Is The New Tribe); We The Gods; Pentecost; Memento Mori |
| Wykonawcy: |
John Douglas - instrumenty perkusyjne; Duncan Patterson - gitara basowa; Daniel Cavanagh - gitara; Vincent Cavanagh - gitara; Darren J. White - wokal |
Wydawcy: Metal Mind Productions / Peaceville Records
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
To miał być mini album. I chyba w zamyśle nim jest, taką przynajmniej
wersję utrzymują muzycy Anathemy. Trwa jednak niemal tyle, co regularna
płyta (a nawet dłużej niż niektóre produkcje grindcore'owe i death
metalowe). Szkoda, że niewielu artystów wpada na tak genialne pomysły...
"Pentecost III" zawsze był dla mnie takim dziwnym przełomem w twórczości
Anathemy, czymś niemal zupełnie oderwanym od reszty ich dokonań, a
jednocześnie wspaniałym łącznikiem między twórczością z i bez Darrena.
Trudno to określić, mam jednak wrażenie, że nie jest to tylko moje
subiektywne odczucie. Klimat, charyzmatyczny styl, który nie pozwala
pomylić ich z jakąkolwiek inną grupą - to się nie zmieniło. Solówki
Danny'ego też są jedyne w swoim rodzaju. Wszystko zostało jednak
nieco inaczej zobrazowane - na "Pentecost III" czuć więcej klasycznych
heavy metalowych naleciałości (choćby melodia w "We the Gods" - piękny
ukłon w stronę Iron Maiden) niż deathowo-doomowych klimatów, z których
skonstruowany był "Serenades" (i "Crestfallen"). Muzyka jednak wcale nie
stała się łatwiejsza w odbiorze - czasem nawet jest wręcz przeciwnie. W
tej płycie czai się niejasny mrok, wzburzony niepokój, momentami nawet
obłęd, "niezrównoważenie" (dziwnie to brzmi, ale wystarczy wsłuchać się w
"Mine Is Your To Drown", "Pentecost III" by choć trochę to zrozumieć).
Frustracyjny nastrój pogłębia głos Darrena - już nie growling, a wachlarz
różnorodnych emocji - histeria, bunt, rozgoryczenie, opętanie... Równie
zróżnicowane są same dźwięki - trudno pokusić się o uogólniania, trudno
przyczepić im doomowo-deathową etykietkę, która przecież całkiem nieźle
pasowała do "Crestfallen" i "Serenades". Jedno jest pewne - to muzyka
pociągająca za depresyjne stany podświadomości. Na pewno jest bardziej
mroczna niż na poprzednich dokonaniach, jednocześnie jednak iskrzy w
niej jakaś nadzieja, motywacja do walki... Dnem pandemonicznej otchłani
bez wątpienia jest utwór wieńczący to dzieło - "Memento Mori". Ciemność,
groza, opętanie, diabelstwo... Na swój sposób przypomina to black metalowe
klimaty (nawet Darren zaczyna romans z "czarną charyzmą"). Choć całkiem
możliwe, że "odstrasza" jeszcze bardziej niż szatańskie nastroje kreowane
przez norweskie hordy...
Wszelkie słowa wydają się być stratą czasu - Anathema to dziś w pewnych
kręgach zespół kultowy i wielbiciele doskonale znają każdy zakamarek
ich twórczości. Nie wiem tylko, dlaczego "Pentecost III" określa się
mianem mini albumu. Ja traktuję go jak regularne dzieło. W konfrontacji
z pozostałą twórczością wcale nie jest bez szans.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
pare lat mineło...
izob78 (gość, IP: 213.227.74.*), 2011-09-07 13:23:48
| odpowiedz | zgłoś
Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie klimat tej płyty po pierwszym przesłuchaniu... To było dziwne, mroczne ale mimo wszystko było w tym jakieś piękno. Przed chwilą przesłuchałem najnowszy album Klątwy, a póżniej właśnie "Pentecost III". I uważam, że mimo tak dużych różnic w podejściu do muzyki, tzw. duch Anathemy, który kształtował się właśnie m.in. na tym mini albumie poprzez wszystkie albumy przetrwał aż do teraz.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|