zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 19 listopada 2019

recenzja: Coal Chamber "Dark Days"

4.11.2002  autor: Do diabła
okładka płyty
Nazwa zespołu: Coal Chamber
Tytuł płyty: "Dark Days"
Utwory: Fiend; Glow; Watershed; Something Told Me; Dark Days; Alienate Me; One Step; Friend?; Rowboat; Drove; Empty Jar; Beckoned
Wykonawcy: Dez - wokal; Nadja - gitara basowa; Meegs - gitara; Mikey - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Roadrunner Records
Rok wydania: 2002
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 2

Jedno słowo wręcz ciśnie się na usta podczas słuchania nowej płyty Coal Chamber: "dziecinada". Bo właśnie dziecinna, niedojrzała i banalna jest ta muzyka, zupełnie pozbawiona jakiejkolwiek dynamiki i wyczucia, opierająca się na banalnych rytmach i akcentach, głośna i jednostajna.

Podstawą jest prosty i wyrazisty rytm, uzupełnia go zazwyczaj jakiś równie mało wyszukany riff gitarowy, mający raczej uwydatnić rytmikę i dodać ciężaru, niż wnieść nowy wymiar do muzyki. Efektu dopełnia krzyczący wokal, o nachalnej, przejaskrawionej ekspresji. Jedyne, co zasługuje na niewielką pochwałę, to niezła praca perkusji.

"Dark Days" to płyta rzemieślnicza, mechaniczna. Brak tu jakiejkolwiek finezji - byle głośno, ciężko i rytmicznie. Odnoszę wrażenie, że z braku subtelniejszych środków muzycy starają się przekrzyczeć słuchacza i siłą wbić mu do głowy swój przekaz. Unikać jak ognia.

Komentarze
Dodaj komentarz »
absolutnie się nie zgadzam
toma (gość, IP: 79.185.162.*), 2008-02-02 18:08:09 | odpowiedz | zgłoś
to jedna z lepszych stricte nu-metalowych płyt
rytmiczność i przebojowość to wada? hmm