zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 6 grudnia 2019

recenzja: Led Zeppelin "I"

28.01.2013  autor: Piotr Karasiński
okładka płyty
Nazwa zespołu: Led Zeppelin
Tytuł płyty: "I"
Utwory: Good Times Bad Times; Baby, I'm Gonna Leave You; You Shook Me; Dazed And Confused; Your Time Is Gonna Come; Black Mountain Side; Communication Breakdown; I Can't Quit You Baby; How Many More Times
Wykonawcy: Robert Plant - wokal; Jimmy Page - gitara; John Paul Jones - gitara basowa; John "Bonzo" Bonham - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Atlantic Recording Corp.
Rok wydania: 1969
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

"Album 'Led Zeppelin' miał znakomitą atmosferę, oni tworzyli rzeczy, jakich nikt wcześniej nie słyszał. Istniały zespoły grające mieszankę bluesa i rocka, ale to było inne".

"Byli pochodną Cream, ale mieli znacznie większy ciężar gitar. Jack Bruce z Cream był tak naprawdę wokalistą jazzowym i bluesowym, a Robert wiedział, jak dorzucić do pieca. Led Zeppelin przenieśli to na nowy poziom. To była moc! I nagle stało się to nową formułą muzyki. Nawet Hendrix zaczynał ulegać zmęczeniu. Zaczął iść w kierunku jazzu. Zeppelini zregenerowali scenę".

"Może nie jest to najwspanialsza płyta Led Zeppelin. Nagrali pewnie lepsze. Ale dla mnie osobiście znaczy więcej niż wszystkie inne. Pamiętam ją bowiem jako tę, która zmieniła wszystko. Była jak potężny cios pięścią w nos. Nikt wcześniej tak nie grał. To było jedno wielkie łubudu! Ale czy to na pewno było heavy? Może i tak. Weźmy numer taki, jak 'Communication Breakdown'. Ile w tej muzyce było furii! W muzyce i w głosie Roberta Planta. Nikt nie śpiewał tak jak on oprócz Terry'ego Reida, który był pewnie jego wzorem".

Właściwie tymi trzema wypowiedziami Tony'ego Iommiego z Black Sabbath, Rogera Daltrey'a z The Who oraz Burke'a Shelley'a z Budgie mógłbym zakończyć recenzję płyty "Led Zeppelin I", jednego z najważniejszych debiutów w historii rocka.

Znani już wcześniej pod nazwą The New Yardbirds, członkowie Led Zeppelin w 1969 roku weszli do studia, by zarejestrować materiał, który miał wywrócić świat bluesa i rocka do góry nogami. Krążek składała się w większości z piosenek, które muzycy grali wcześniej na koncertach. A były to standardy bluesowe, nowocześnie zaaranżowane. Jedynym błędem, jaki zrobili Anglicy na początku, było podpisanie utworów swoimi nazwiskami, gdy w rzeczywistości były to kompozycje innych muzyków. Band później miał spore kłopoty z wymiarem sprawiedliwości.

Wydawnictwo otwiera jedna z moich ulubionych piosenek Led Zeppelin - "Good Times, Bad Times". Zapowiada ona moc i energię, jakie będą towarzyszyły całej płycie. Ale zaraz następuje zmiana klimatu, wchodzi "Baby, I'm Gonna Leave You" autorstwa Anne Bredon. Nostalgiczna ballada z pięknymi przejściami i zmianami tempa. W przyszłości usłyszymy równie genialne "Since I've Been Loving You" oraz niezapomniane "Stairway To Heaven", oparte na podobnej myśli kompozycyjnej. Generalnie utwory za bardzo nie odbiegają od siebie jakością. A jest ona znakomita. Dostajemy tutaj hymnowy "Your Time Is Gonna Come", energetyzujący i szybki "Communication Breakdown" czy dłuższe formy, jak np. "How Many More Times", wszystko oczywiście okraszone zwalającymi z nóg popisami Page'a i genialną sekcją rytmiczną, za którą odpowiedzialni byli Bonham i Jones. Nigdy nie przepadałem za wokalem Planta, ale to, co robi ze swoim głosem w "Dazed And Confuzed", za każdym razem sprawia, że kapcie spadają mi z wrażenia. W tym miejscu warto polecić wszystkim wykonanie tego kawałka z płyty "How The West Was Won" - najwyższa światowa klasa.

Pierwsze dzieło Brytyjczyków nie ma słabego punktu i nie mam się do czego przyczepić. Muzyka jest jednocześnie ciężka i gra leciutko, więc przyjemnie się jej słucha. Tak opisali pierwsze wrażenia po usłyszeniu kapeli panowie z The Who i właśnie wtedy powstała nazwa Led Zeppelin, po kilku kosmetycznych poprawkach menedżera grupy Petera Granta.

Okładka albumu przedstawia katastrofę sterowca Hindenburg i jest jak najbardziej adekwatna do muzyki zawartej na krążku, ponieważ w tamtym czasie był to prawdziwy wybuch energii, a fala uderzeniowa, która bucha z każdej sekundy tej płyty, sprawiła iż zespół z marszu stał się gwiazdą światowego formatu.

Ciężko pisze się o legendach oraz o rzeczach oczywistych. Więc już kończę, polecając wszystkim ten album. Kto go jeszcze nie zna, powinien się wstydzić i jak najszybciej uzupełnić braki.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-17 16:14:57 | odpowiedz | zgłoś
tak - na On Through The Night i High N' Dry widzę wpływy AC/DC i z letka NWOBHM, nie widzę nic kontrowersyjnego w tej tezie, widocznie znasz ich tylko z MTV i Let's Get Rocked to może tak Ci się wydaje
obetrzyj się i napisz coś więcej, słyszałem Yield w momencie wydania i już widzę Zep grających coś takiego jak Pilate, Do THe Evolution albo Given to fly... :D
rozluźnij się, bo starasz się za bardzo :(
re: Led Zeppelin "I"
saxon01 (gość, IP: 93.180.186.*), 2014-09-17 20:59:26 | odpowiedz | zgłoś
no widzisz teraz napisałeś troszke lepiej zżyna tak jak w przypadku Airborne(AC/DC)to bym zrozumiał,a w przyp.Def Leppard pisanie zżyna a wpływ to kolego duza różnica,co do Pearl Jam to wpływy na Yeld są widoczne,(akurat Given to Fly to najlepszy ukłon w strone Zeppów,nawet wikipedia tak donosi,poczytaj). jesli chodzi o Zeppów to ostanie płyty pearl jam sobie posłuchaj dokładniej.patrząc na to jak Ty uwazasz zżyne to dwie trzecie muzyki metalowej granej teraz to zżyna z Ejsi, Zeppów, Sabsów, Ironów itd,całe szczeście ,że Hysteri nie uwazasz za zżyne z ejsi........... uf
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-18 15:48:00 | odpowiedz | zgłoś
zajrzałem tam i wskazują na podobieństwo Given to Fly do Going to California, ok, zgoda - wręcz zżyna

uważam, że silna inspiracja może zostać nazwana zżyną, a byla silna; więc nie kozacz bo niewspółmiernie się nabzdyczyłeś do skali zdarzenia

z tym kolegą to ostrożnie, kolegami to jesteśmy z Krukiem
:)
re: Led Zeppelin "I"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-09-19 18:10:26 | odpowiedz | zgłoś
przesłuchałem oba kawałki i prowadząca melodia oraz wokal podebrane Zeppom, różnica w tym, że PJ dodał zmiany tempa i własne wstawki. Wac akurat ma rację tym razem
re: Led Zeppelin "I"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-09-20 11:07:52 | odpowiedz | zgłoś
Ale PJ nie robiło nigdy z tego żadnej tajemnicy. Na mój gust to jest tak: Zeppowie zajumali parę kawałków i zapomnieli napisać kto jest ich autorem. PJ zajumali im kawałek Going to California. Jak dla mnie uniewinnieni, zajumali zajumaczom :)
Zresztą już tak kiedyś było. The Cult podebrało kawałek Stonesom, a Stonesi ten sam kawałek podebrali wcześniej komuś innemu :)

Pearl Jam udało się uzyskać efekt coś na kształt podróży w powietrzu, albo po oceanie. Jast przestrzeń, ale jest też energia. Utwór dla mnie rewelacja 10/10
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-21 10:52:17 | odpowiedz | zgłoś
ale to żaden zarzut, w ogóle zrzynka (tak, przez rz to się jednak pisze) nie musi się źle kończyć
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-18 15:59:56 | odpowiedz | zgłoś
na High N Dry Elliot nawet śpiewał z manierą Scotta, kawałki raczej nie pozostawiały wątpliwości co do mojej interpretacji a płyty te nie były na pewno niczym odkrywczym, delikatnie mówiąc (choć są oczywiście całkiem spoko)

zwracam natomiast honor gdzie indziej - być może faktycznie LZ grałoby dziś jak PJ, być może tak
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-17 17:42:09 | odpowiedz | zgłoś
fajowo - kumple przerzucili się ze Slayera na Nirvanę? :D niezła kompromitacja na dzielni
re: Led Zeppelin "I"
rOpuszka (gość, IP: 164.126.179.*), 2014-09-17 19:34:30 | odpowiedz | zgłoś
Ja tam nie wiem. Nie żebym stawał po którejś stronie, ale gdybym miał wymienić, co mi przypomina def lepard z pierwszych płyt, to właśnie ac/dc. co do pearl jam to spoko kapela ze spoko wokalistą i na pewno ważny zespół lat 90-tych.
re: Led Zeppelin "I"
wac
wac (wyślij pw), 2014-09-16 10:49:27 | odpowiedz | zgłoś
Mr Bungle "California" - połączenie 10 razy większej ilości stylów muzycznych
nie chcę brzmieć bucowato ale jakoś trudno mi przyjąć stwierdzenie, że Pearl Jam łączył tyle muzycznych stylów co nikt inny...tak może powiedzieć ktoś kto oprócz PJ zna Nirvanę, bo już chyba Soundgarden - by nie szukać daleko - łączy ich więcej
ale rozumiem, że jak ktoś lubi to nie da się go przekonać :)

Oceń płytę:

Aktualna ocena (141 głosów):

 
 
82%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

All My Life "All My Life"
- autor: RJF

King Crimson "In The Court Of The Crimson King"
- autor: Grzegorz Kawecki

Black Sabbath "13"
- autor: Dominik Zawadzki

Kreator "Phantom Antichrist"
- autor: Megakruk

Megadeth "Countdown To Extinction"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Którą kuchnię lubisz najbardziej?