zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 22 września 2020

recenzja: Marduk "Serpent Sermon"

11.06.2012  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Marduk
Tytuł płyty: "Serpent Sermon"
Utwory: Serpent Sermon; Messianic Pestilence; Souls For Belial; Into Second Death; Temple Of Decay; Damnation's Gold; Hail Mary (Piss-soaked Genuflexion); M.A.M.M.O.N.; Gospel Of The Worm; World Of Blades; Coram Satanae
Wykonawcy: Morgan Steinmeyer Hakansson - gitara; Daniel "Mortuus" Rosten - wokal; Magnus "Devo" Andersson - gitara basowa; Lars Broddesson - instrumenty perkusyjne
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Lubię Marduk. W zasadzie zawsze lubiłem. I choć czasami szczerze wkurwia mnie ciągłe kłapanie dziobem Morgana o tym, że jego kapela jest nie do zatrzymania albo że zniszczą wszystkich na świecie, to jednak szczerze przyznaję, że trudno odmówić gościowi i spółce determinacji i żelaznego samozaparcia w szerzeniu własnej wizji rozlewu krwi, relacjonowanego przez pryzmat black metalu. Tym razem Marduk postanowił spacyfikować lud boży na wiosnę. Nie powiem, pomysł by czarcimi rzygowinami spierdolić wakacje niejednemu fanowi "Top Trendy" czy innej "Opery Leśnej" jest wprost doskonały. Popieram!

Czego winniśmy się spodziewać tym razem? Cóż, zapewne tego, za co kochają ten zespół od lat oddani wierni - napierdalania w bandę, piekielnej corridy, wymiotowania krwią i kosmatego, zakończonego szponem "fucka", skierowanego w stronę reszty planety. I oczywiście wszystko to na "Serpent Sermon" znajdziemy, ale nie w tak skondensowanym wymiarze, jak miało to miejsce w szeregach dajmy na to "Pancernej Dywizji" (1999). Marduk, ku uciesze jednych i wkurwieniu drugich, kontynuuje wplatanie w swój morderczy przekaz pleśniejących elementów i "krypto podobnych" klimatów, mających najwyraźniej poszerzyć pole manewru dla tak utalentowanego krzykacza, jakim bez dwóch zdań jest Daniel Rosten. I tak, w myśl obranej koncepcji, początek kawałka tytułowego, postawionego zaraz na progu nieświętej ubojni, rozpędza się jak za dobrych czasów "Panzer Division...", by zaraz nieco przystopować i utorować szlak już nie samemu darciu mordy, ale i tym wszystkim jękom, stęknięciom i innym popisom gardłowego. Szczególnie zajebiście wypada to w drugim w zestawieniu "Messianic Pestilence", gdzie znów jest i dobrze znany z wcześniejszych płyt ekipy Hakanssona napór, ale i królujące wszem i wobec rzyganie smołą w takt pojedynczych uderzeń gitarowych. Efekt piorunujący. Nie powiem, ku mojej (i wiem, że nie tylko mojej) uciesze klasycznego mardukowania ze środkowego etapu kariery też mamy tutaj co niemiara. Kto bowiem postawi się takim ścigaczom, jak "Damnation's Gold", "Gospel Of The Worm" czy rewelacyjnie zatytułowanemu "Hail Mary...", pytam się - kto? Jazda bez trzymanki, światło zostawione daleko w dupie za poprzednim zakrętem i finał na parkingu podziemnym galerii handlowej obok stoiska mięsnego Pandemonium - jeszcze jakieś pytania?

Koniecznie trzeba też wspomnieć o epilogu "Serpent Sermon", który - jak dla mnie - ze względu na zawartość muzyczną składa się z aż dwóch numerów (w tym jeden dodany ekstra) - "World Of Blades" i najdłuższy tutaj "Coram Satanae", w których Marduk znów zdaje się zostawiać na chwilę aspiracje do piorunujących startów na krótkim dystansie, oddając cześć szeroko pojętemu oldschoolowi. Najważniejszym dla pierwszego są transowy rytm i hipnotyzowanie odbiorcy mocno schłodzoną, wilgotną, przeżartą piwnicznym grzybem atmosferą, dla drugiego (dostępnego bonusowo na limitowanej wersji - polecam zdobyć) - znowu oddawanie hołdu staremu, dobremu szwedzkiemu black metalowi. A więc dźwiękom, którym nie tylko mrok lasu, ale i atrakcyjna melodyka nie są obce. Kurwa - chyba nawet "dziadostwo" spod znaku Mork Gryning w tym słyszę, ale to już tylko mój problem. Koniec końców, znów prawdziwy hit, na nomen omen koniec, który znów koniec końców końcem nie jest, bo to przecież kawałek dodatkowy - nieważne.

Za sprawą "Serpent Sermon" Marduk w końcu w odpowiednich proporcjach finalizuje swój tzw. blackmetalowy "eksperyment", rozpoczęty co ciekawe na płytach "przed i po" "Panzernej Dywizji", w równym stopniu i w starannie dobranych proporcjach serwując różne odmiany śmierci, szatana, plugastwa i owłosienia z czarnej dupy Złego Pana. Już sam ten fakt pokazuje, że być może wyjątkowości tamtego majstersztyku nie pobije, ale nie przeszkadza mu to być po prostu kolejną rozpruwającą i, co warto zaznaczyć, wielowymiarową produkcją Marduk. Warto posiąść, zapoznać się i wykuć na blachę. Coś jeszcze? No tak, ave Lucyfer i Wszyscy Święci. Do zobaczenia na sztukach Marduk!

Komentarze
Dodaj komentarz »
Marduk w przysłowiowej "pigułce" :-)
BorysBestia
BorysBestia (wyślij pw), 2014-11-21 22:17:02 | odpowiedz | zgłoś
jepjepjepjep jepjepjepjep jepjepjepjep - grrr,wrrr - jepjepjepjep jepjepjepjepjepjep :-)
re: Marduk w przysłowiowej "pigułce" :-)
CozzY
CozzY (wyślij pw), 2014-11-22 09:27:51 | odpowiedz | zgłoś
Haha, opisałeś muzykę, która znajdzie się na nowym albumie Marduk, ale myślę, że jury uzna tę odpowiedź awansem.
re: Marduk w przysłowiowej "pigułce" :-)
BorysBestia
BorysBestia (wyślij pw), 2014-11-22 15:59:04 | odpowiedz | zgłoś
Pokuszę się o stwierdzenie (choć ich dyskografię znam wyrywkowo), że opisałem właśnie 99,9% twórczości tego zespołu, nie tylko ich nadchodzący album. Jedyna z ich płyt, która mi podchodzi to "Rom 5: 12", reszta brzmi w większości jak - tutaj pozwolę sobie zacytować niejakiego Jarka Szubrychta - "kuchnia polowa zrzucona ze schodów". Ostatnio nawet - w ramach czysto naukowej ciekawości - odświeżyłem sobie "Panzer Division Marduk", dotrwałem do końca i chyba nigdy nie zrozumiem jak komuś może się podobać taki syf. No ale na świecie jest miejsce dla każdego, ludzi, którzy lubią muzykę i ludzi, którzy lubią Marduk :-P W moich oczach/uszach jest to zespół, który plasuje się do tej samej podgrupy co dajmy na to takie Mortician - nagrywają, sprzedają płyty, dziatwa się cieszy a ja słucham, słucham i dalej nie mogę w tym grama muzyki znaleźć. Wszyscy psychofani mogą już polerować cegły na rytualne ukamieniowanie mojej skromnej osoby ale uważam, że to co Blaze Of Perdition zrobiło na płycie 'The Hierophant' zjada na śniadanie całą dyskografię tego szwedzkiego zespoliku.
re: Marduk w przysłowiowej "pigułce" :-)
CozzY
CozzY (wyślij pw), 2014-11-25 19:41:35 | odpowiedz | zgłoś
Zgoda 100%. Też nie mam pojęcia co takiego tworzy Marduk co go wyróżnia z masy innej ekstremy. Nie znam dobrze ich płyt bo co chciałem liznąć tego geniuszu to nic z tego nie wychodziło. Jak się zaczynało tak kończyło, a w głowie mi chyba tylko został skrzek Morgana "slay the nazareeeeene..." Największe wrażenie to chyba na mnie zrobili tylko swoim wyglądem i okładką "Fuck me Jesus" gdy w połowie lat 90 nie za bardzo wiedziałem co to black metal.
re: Marduk w przysłowiowej "pigułce" :-)
RippR
RippR (wyślij pw), 2014-11-26 11:49:08 | odpowiedz | zgłoś
Jak będziecie chcieli jeszcze strollować Burzum to dajcie znać, nigdy nie odpuszczam takiej akcji :)
re: Marduk "Serpent Sermon"
blametal (gość, IP: 87.207.68.*), 2014-11-21 20:25:32 | odpowiedz | zgłoś
Marduk skończył się na Opus Nocturne.
re: Marduk "Serpent Sermon"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2014-01-15 21:03:04 | odpowiedz | zgłoś
Mardooooooock forevaaaaaaaaa!!!!!!
re: Marduk "Serpent Sermon"
wac
wac (wyślij pw), 2014-11-24 23:12:29 | odpowiedz | zgłoś
Marduk to ten z Drużyny A!
re: Marduk "Serpent Sermon"
saxon01 (gość, IP: 176.96.165.*), 2013-02-02 14:26:39 | odpowiedz | zgłoś
After Oblivion - Stamina przebija te Najle,Morduki,Mobidy andżele,godzirre,napalmy,i co tam jeszcze wypełzło z sarkofagu metalowego cieżkiego grania.Megakruku do roboty sie wez,czekam na recke!!!pozdro aha klimat a'la Death piekne to do kór..y nędzy
f
frt56 (gość, IP: 91.142.194.*), 2012-06-20 21:40:17 | odpowiedz | zgłoś
Bardzo dobry album, kilka ciekawych riffów, jak zawsze zajebisty wokal, co najmniej poprawna perkusja, w kilku miejscach wyraźne wpływy Funeral Mist. Megakruk a co sądzisz o wspomnianym tu FM? Lubisz?
« Nowsze
1