zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku poniedziałek, 1 marca 2021

recenzja: Megadeth "Warchest"

4.09.2009  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Megadeth
Tytuł płyty: "Warchest"
Wydawcy: EMI
Rok wydania: 2007
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10

"Z-box-iłem się mamo...". Uspokajając wszystkich, już wyjaśniam, że nie chodzi tu o bycie "zboksem", jak bardziej podejrzliwi mogliby domniemywać, a raczej o konsternację, jaką spowodowała u mnie przechadzka po jednym z wielkich sklepów płytowych gdzieś na pamiętanym chyba tylko przez kurię diecezjalną Śląsku. Niemłody już jestem, skłonny do refleksji i transcendentalnych podróży "w poszukiwaniu straconego czasu". Stąd często przywołuję legendy, kiedy na rynku nie było dosłownie nic, może z wyjątkiem bogactwa jakiś "oryginalnych" kasetek z MG czy innego Taktu (obecnie potentat legalnego krajowego wypalania). A tu proszę, limitowane wydania, digipaczki, diwidua i w końcu antologie i boksy. Do wyboru, do koloru, jeden materiał w pięciu wersjach, z nabojami w paczce, z odciśniętą szminką solistki, papierem toaletowym z logo zespołu, jak ktoś dobrze poszuka, to nawet z kupą w osobnym opakowaniu. Jak tu nie zwariować? Ja nie chcę być gorszy od innych szczurków, ja też chcę wyszperać w tym śmietniku coś dla siebie. I mam... Zawsze kochałem Megadeth, miałem katanę z ich logo, raz może nawet dostałem przez ten zespół w papurę na kolonii... nieważne. Mam swój ochłap... nazywa się "Warchest".

Aha, z góry wypada uprzedzić, że jeżeli nie jesteś drogi czytelniku(czko) samobójczym(ą) fanem(ką) Megadeth, możesz darować sobie czytanie dalszej części tego tekstu. Lepiej zrobisz poświęcając ten czas, no nie wiem, na e-randkę, względnie obalenie M-16 z jednego przechyłu. "Warchest" to rzecz tylko dla zboczeńców "Megaśmierci" - tych, których interesuje kto, gdzie, jak i czemu zapierdział w studio inaczej niż na "podstawce" płyty, albo dla tych, którzy oddaliby wątrobę za "wiedzę", jak brzmiałby "Killing Is My Business..." po rzetelnym (na moment wydania "Warchest" chyba drugim już z kolei) dźwiękowym liftingu.

Cztery krążki audio plus jedno DVD z zapisem koncertu gdzieś z 1992 roku. Materiału do zrzygania... nikt nawet z najtwardszych megadethowych dewiantów nie będzie mógł narzekać. Wszystko pięknie zapakowane w tandetną, ale zawsze... lansiarską, umazaną krwią ładownicę - księgę(?), palce lizać. Kolejne krążki to odpowiednio przegląd "Best of..." twórczości Dave Mustaine'a i spółki począwszy od wspomnianego "Killing...", aż po "The System Has Failed", plus zapis audio występu z Wembley z 1990 roku. Materiał ten nie nada się dla tych, którzy niekoniecznie chcą mieć wszystkie płyty Megadeth, ale woleliby minimalistycznie poszpanować wiedzą o nich, bo i ciekawostkowe wersje kawałków tu zamieszczono. Jak jest coś z "Killing...", to z mocno poprawionym dźwiękiem, jak jest z kolei coś z "Countdown To Extinction", to w wersji demo lub z koncertu. W zasadzie niezmienione są chyba tylko wałki z "The World Needs A Hero" i "TSHF". Na pewno "świeżaków" nie przyciągnie też parę wystękanych przez Mustaine'a wstępów, przy jakiś okolicznościowych opowiadaniach na temat tekstów "Countdown...". Sprawa staje się jeszcze bardziej śliska, jeżeli wie się lub co gorsza "ma się" zremasterowane przez Dave'a w 2004 r. wszystkie podstawowe płyty, gdzie przecież były pododawane te wszystkie cudeńka, tylko w jeszcze innych wersjach. Stąd regularni tzw. "non-hardcore" fani Megadeth, jako target tego towaru też odpadają. Kogo zainteresuje pięćdziesiąta wersja "Holy Wars..." czy dwusetna "Symphony Of Destruction"?

No właśnie. Warto parę słów wspomnieć także o dodanym DVD. To rzecz, która mnie osobiście najbardziej ucieszyła. Parę faktów historycznych tytułem uzasadnienia. Pierwszy występ Megadeth w Polsce, kiedy to wreszcie można ich było pomacać nie tylko radarami, ale także gałami, miał miejsce na "Metal Hammer Fest" w 1997, tuż po wydaniu heavy - rockowego "Cryptic Writings", a to już nie był ten sam zespół, co za świetlanych czasów "Rust In Peace" czy sławetnego "Countdown To Extinction". Jak wiemy już dziś z samych wypowiedzi Mustaine'a, trawił ich wtedy daleko posunięty rozkład, każdy chciał tam grać swoje, rozmiękczały się środki wyrazu. Drugi raz zawitali do Polski w 2001 roku po premierze "The World Needs A Hero", a wtedy już połowy tzw. złotego składu nie mieli. Stąd cieszy możliwość obejrzenia w końcu "drim timu" Mustaine - Ellefson - Friedman - Menza na materiale o porządnej jakości, który wprawdzie gdzieś tam sobie nieoficjalnie w prehistorii krążył na przegrywanych VHSach, ale męczył niepoprawionym obrazem i kiepskim dźwiękiem. Koncert odbył się w 1992 roku w Hammersmith Odeon, na scenę wylazł Megadeth, już na szczęście bardziej męski, tzn. nie używający wałków, trwałej i bez śmiesznych grzywek a'la Dickinson. Zestaw utworów - miodzio, oparty w dużej mierze na "RIP" i "Countdown..." plus hitu z "Peace Sells..." na czele. Naprawdę świetna rzecz.

Jak możecie wywnioskować po wstępie tej recenzji, jestem fajansem. "Warchest" wydano w 2007 r., ja dopiero go kupiłem, a raczej żona mi go kupiła, bo "bycie na czasie" jest dla mnie szczytowym osiągnięciem i nigdy nie odpowiada aktualnemu stanowi kalendarza. Mimo iż Dave Mustaine nie kryje swojego zamiłowania do twardej waluty i wydając z kolei pięć "Best of..." czy trzecią płytę live, potrafi wkurwić nawet najwierniejszego fana, to śmiało stwierdzam, że jak ktoś zaczyna dzień od Megadeth, w kościele umila sobie czas słuchaniem ich w jakimś i-smrodzie, a pogrzeb chciałby sobie uświetnić rytmami "In My Darkest Hour", to musi tę rzecz mieć. Nie dość, że fajowo to wygląda, można np. kogoś przetrzepać na ulicy za pomocą nabazgranego na pudełku fajnego emblematu z amerykańskim orłem pt. "FBI WARNING... UNAUTHORIZED COPYING IS PUNISHABLE, coś tam", to i jeszcze parę cennych rzeczy dla "Megadeth Ultras" się tu znajdzie. Innym jednak won od "Warchest", tej paczki nie wymyślono po prostu dla nich.

Komentarze
Dodaj komentarz »
co to ?
SzalonyIkar (gość, IP: 79.184.184.*), 2009-10-31 17:01:55 | odpowiedz | zgłoś
Zupełnie bezsensowne wydawnictwo. Ot płyta dla płyty, nie ma tu żadnych premierowych utworów, po prostu dla kasy wydane ewidentnie.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (347 głosów):

 
 
25%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Death Magnetic"
- autor: Ugluk

Slayer "World Painted Blood"
- autor: Megakruk

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy jesz czekoladę?