zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku środa, 3 marca 2021

recenzja: Muse "The Resistance"

16.11.2009  autor: Jakub "Rajmund" Gańko
okładka płyty
Nazwa zespołu: Muse
Tytuł płyty: "The Resistance"
Utwory: Uprising; Resistance; Undisclosed Desires; United States of Eurasia (+ Collateral Damage); Guiding Light; Unnatural Selection; MK Ultra; I Belong to You (+ Mon cour s'ouvre a ta voix); Exogenesis: Symphony Part 1 (Overture); Exogenesis: Symphony Part 2 (Cross-Pollination); Exogenesis: Symphony Part 3 (Redemption)
Wykonawcy: Matthew Bellamy; Christopher Wolstenholme; Dominic Howard
Wydawcy: Warner Bros.
Rok wydania: 2009
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Czego jeszcze może pragnąć zespół, gdy wydał tak świetne płyty jak "Origin of Symmetry" i "Absolution"? Może próbować je przeskoczyć i starać się nagrać coś lepszego. W przypadku Muse sprawdziła się jednak inna, o wiele bardziej popularna, droga. Panowie trzy lata temu opublikowali koszmarny krążek "Black Holes and Revelations", który w połowie stanowił dowód na ich kompozycyjne wypalenie, w drugiej połowie zaś został wymierzony w listy przebojów i najbardziej komercyjne rejony rynku muzycznego. Bardzo ciężko jest powiedzieć, która połowa jest gorsza. "Spokojnie, jeszcze nagramy swoje 'Dark Side of the Moon'" - uspokajał w wywiadach Matthew Bellamy co bardziej wymagających swoich fanów. Wszyscy się już jednak dawno nauczyliśmy, żeby nigdy nie wierzyć muzykom rockowym...

"The Resistance" od początku było zapowiadane jako najbardziej ambitne dzieło zespołu i poniekąd zapowiedzi te się sprawdziły. Krążek wieńczy nagrana z udziałem orkiestry, trzyczęściowa suita "Exogenesis", nad którą Bellamy pracował w wolnych chwilach od kilku lat. Inspirowana muzyką Straussa i Chopina a także Pink Floyd, stanowi bez wątpienia największą atrakcję nowego krążka Brytyjczyków - w zasadzie jedyne, co mi się w niej nie podoba, to podział na trzy części. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że dokonano go specjalnie z myślą o posiadaczach iPodów i miłośnikach piosenki o "starlajcie", którzy uciekliby od całej płyty na sam widok trzynastominutowego utworu.

Już zdradziłem, że epickie zakończenie stanowi pewną zachętę, by z "The Resistance" się zapoznać. A jak się ma sprawa z resztą płyty? Tu już jest różnie...

Pozostałe osiem kawałków zdecydowanie rozjeżdża się na dwie części: pierwsza z nich skonstruowana została, niestety, nieco na wzór "Black Holes and Revelations". Drugą można by nazwać spadkobiercami "Origin of Symmetry" i "Absolution", aczkolwiek nie wiem, czy jednak określenie "popłuczyny" nie byłoby bliższe prawdy. W części do bólu singlowej najlepsze wrażenie robią pierwsze dwa utwory: "Uprising" - taneczny przebój z wyrazistą sekcją rytmiczną, chwytliwym motywem klawiszowym i stadionowym refrenem - oraz "Resistance" - przejmująca balladka, naznaczona charakterystycznym dla Muse patosem, ale również nie pozbawiona przebojowości. Rzeczy dziwne zaczynają się dziać na poziomie "Undisclosed Desires": aż musiałem spojrzeć do książeczki, aby się upewnić, czy przy utworze tym nie maczał palców Timbaland. Okazało się, że nie, ale i tak mięsisty beat oraz synkopowy rytm budzą jednoznaczne skojarzenia. Potworek ten już został wybrany na drugiego singla - z pewnością poradzi sobie na listach przebojów niewiele gorzej od cukierkowego "Starlight". Dalej wpływów czarnych hip-hopowców już brak, ale nie znaczy to wcale, że atmosfera krążka się uspokaja. "United States of Eurasia" brzmi jak twór maniakalnego fana Queen, który właśnie uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Fragment orientalny może się jeszcze nawet podobać, ale już rozdmuchane partie wokalne, uzupełnione wielogłosami, zaaranżowanymi na wzór "Bohemian Rhapsody", są nie do przebrnięcia. Żeby kompozycję udziwnić, wieńczy ją cytat z chopinowskiego nokturnu.

Ambitniejszą w zamierzeniu część "The Resistance" otwiera "Guiding Light" - kolejny dziwny twór wymierzony w stadionową publikę (ach, ta sekcja rytmiczna). Niestety, pompatyczna, lukrowana partia klawiszy, na której jedzie cała kompozycja, oraz wykonywane w najwyższych rejestrach, przeciągane do granic możliwości jęki Bellamy'ego czynią wysłuchanie utworu do końca prawdziwym wyzwaniem. "Unnatural Selection" razi nijakością, nawet mimo riffu na miarę "New Born". Aż się prosi, żeby przewinąć od razu do "MK Ultra", który jest najlepszą piosenką podstawowej części albumu (wyłączając "Exogenesis") i spokojnie można go zakolejkować na playliście tuż obok najjaśniejszych utworów z trzech pierwszych płyt Muse. "I Belong to You" jest niezłą rozgrzewką przed finałem krążka i też stanowi jeden z jego najlepszych momentów. To wielowątkowa, rozbudowana kompozycja, w której jest miejsce i dla knajpianego, fortepianowego motywu, i dla iście operowych partii wokalnych, a nawet dla cytatu z arii "Mon cour s'ouvre a ta voix" Camille'a Saint-Saensa. Jednak w przeciwieństwie do "Guiding Light" czy "Unnatural Selection", tutaj wszystkie te elementy idealnie do siebie pasują i tworzą bardzo przekonującą całość.

"The Resistance" to Muse w pigułce. Niestety, pigułka ta, oprócz substancji idealnych dla naszego zdrowia, zawiera również kilka składników ewidentnie niestrawnych dla ludzkiego organizmu. Najnowsze dzieło Wyspiarzy udowadnia po raz kolejny, że są oni zdolni zawojować wszystkie listy przebojów i wypełnić największe stadiony świata miłośnikami swojej twórczości. Krążek w pierwszym tygodniu sprzedaży znalazł prawie 150 tysięcy nabywców w samej Wielkiej Brytanii, zaś promujące go koncerty są wyprzedawane w mgnieniu oka. Bellamy'emu udało się też na pewno zaspokoić własne ambicje, tworząc takie cudeńka jak "Exogenesis" czy "I Belong to You".

Niestety, "The Resistance" obnaża też największe wady jego zespołu. Patos kompozycji potrafi sięgnąć niewyobrażalnych rozmiarów i trudno się potem dziwić, że Muse nazywane jest karykaturą rocka progresywnego. Wiele utworów na siłę wydumano lub niepotrzebnie upstrzono nachalnymi cytatami: albo z własnej twórczości ("Unnatural Selection"), albo też cudzej (wszędobylskie queenowe akcenty; "Uprising", które brzmi zupełnie jak unowocześniona wersja "Call Me" Blondie).

Ta płyta ani nie przekona licznych przeciwników zespołu, ani nie zniechęci równie licznych fanów. Mnie chyba dalej pozostaje czekać na ich "Dark Side of the Moon".

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Muse "The Resistance"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-01-31 20:53:12 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z oceną recenzenta, jest to słaba płyta. Osoby, które ją wysoko oceniają chyba nic innego nie słuchały w czasah gimbazy.
re: Muse "The Resistance"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-01-31 21:47:58 | odpowiedz | zgłoś
znowu te literówki, powinno być w "czasach" oczywiście :)
re: Muse "The Resistance"
Lukasss
Lukasss (wyślij pw), 2014-02-01 00:26:25 | odpowiedz | zgłoś
Przysłowiowe sranie w banię, znam całą dyskografię Muse, a ta płytka chwilami sięga szczytu ich możliwości, chociaż ma też słabsze momenty. "Njuborna" i tym podobnych hitów może nie przebili, ale wypada bardzo dobrze, jeśli porównać do ostatniego ich dokonania.
re: Muse "The Resistance"
Dziadzio 1968 (gość, IP: 78.88.48.*), 2014-02-01 01:08:47 | odpowiedz | zgłoś
Co to znaczy "gimbaza" ?
re: Muse "The Resistance"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2014-02-01 08:04:53 | odpowiedz | zgłoś
Dziadzio nie będzie wiedział, bo prze drugą wojną chodzili tylko do podstawówki.
-----
lolol (gość, IP: 89.68.244.*), 2012-11-10 21:12:29 | odpowiedz | zgłoś
Po wielu wysłuchaniach płytę oceniam jako bardzo dobrą. Bardziej mi się podoba niż Absolution. Słychać na płycie że mamy do czynienia z świetnymi muzykami. Wszystko jest pełnie ciekawych pomysłów. Zespół istotnie ma tendencje do przesadyzmu, np. potrafi dodać w środek utworu fragment opery albo nocturn Chopina, co nie do końca mi w tych utworach pasuje. Pewnie za przesadne uznał bym umieszczenie 13 minutowego kawałka z udziałem orkiestry, gdyby nie był on rewelacyjny. ;) Zresztą wszystkie piosenki na tej płycie są dobre. Euroasia brzmi jak parodia Queen, ale to dobry utwór, widać że to celowe nawiązanie do zespołu Mercurego a nie jakaś zżynka, zresztą co to komu przeszkadza, to po prostu dobry utwór.
No ta płyta na pewno bardziej mnie przekonuje niż Absolution, to dobra płyta.
Inne zdanie
coś (gość, IP: 87.206.238.*), 2011-09-05 15:39:23 | odpowiedz | zgłoś
No chyba oszaleliście. Jedna z najlepszych płyt, jaką kiedykolwiek słyszałem. Może rzeczywiście czuć w niej patos, ale to ten rodzaj patosu, który nie jest banalny a porywający. 10/10. Exogenesis to coś niesamowitego. Oni przenoszą w inny wymiar.
:)
Szeszen (gość, IP: 91.206.65.*), 2010-08-08 21:09:52 | odpowiedz | zgłoś
Mi się wszystkie albumy podobają, na każdym znajdzie się jakaś fajna piosenka. Niektóre, przyznaje, są nie najlepsze, ale nie ma albumu w którym coś by mnie nie zachwyciło.
:)
skobyrna (gość, IP: 77.223.204.*), 2010-02-17 18:23:42 | odpowiedz | zgłoś
Ja wolę nie oceniać całych krążków, nie tylko w przypadku Muse sprawdza się zasada "białego kruka" i "czarnej owcy" na każdym albumie, osoba ukierunkowana na muzykę z pierwszych płyt tego zespołu prowdopodobnie nie będzie zachwycona nowym tworem:) Ja mam to szczęście, że w każdym stylu, czy jest on spokojny, czy pompatyczny, czy jakikolwiek inny znajdę coś dla siebie. Tak też jest w przypadku The Resistance :) Nawet dziwnie wzniosłe Guiding Light (które moim zdaniem w pewnych momentach brzmi troche jak Ich Troje :]) ma w sobie coś przyciągającego. Moim "białym krukiem" z tej płyty jest I Belong to You.
!
Anoda.
Anoda. (wyślij pw), 2009-11-20 18:27:02 | odpowiedz | zgłoś
otaczają mnie muzyczni malkontenci! :D
no ale kłócić się z nikim nie będę. krążkowi można z czystym sumieniem wystawić '7'.
« Nowsze
1